Heather była laikiem, pracowała w brygadzie zaledwie kilka miesięcy, jednak czuła, że to nie powinno wyglądać w ten sposób. Gdyby była Thomasem, pewnie by nie wytrzymała, odwróciła się na pięcie i sobie poszła, a taki Rookwood sam by sobie działał. Podziwiała więc Hardwicka za spokój jaki okazał, wiedziała, że musiało być to dla niego bardzo trudne i wiele go kosztować.
Sama Wood potrzebowała zająć się czymś, bo niewiele brakowało, żeby pokazała swoje niezadowolenie, naprawdę walczyła z tym, żeby trzymać język za zębami, bo mogło się to wszystko skończyć zdecydowanie gorzej. Czuła jednak, że nie może zawieść Brenny, szczególnie kiedy ta wydawała się być mocno zmartwiona tym, że to właśnie jej przyszło jutro mieć dyżur z tym okropnym starym dziadem. Heath miała nadzieję, że Longbottom uda się coś załatwić, chociaż wiedziała, że mogło być zbyt późno na jakieś zmiany. Po tym, co zobaczyła dzisiaj zamierzała być czujna, nie mogła sobie pozwolić na chwilę niesubordynacji. Tego była pewna, bo Rookwood wyglądał na nieobliczalnego.
- Chyba nie umiałabym się do czegoś takiego przyzwyczaić. - Rzekła jeszcze do Thomasa. Współczuła mu ogromnie, że musiał pracować z ludźmi, którzy okazywali mu brak szacunku. Uważała, że w pracy nikt nie powinien odnosić się do współpracowników w ten sposób.
- To nie tak, żebym życzyła mu śmierci... Chociaż nie powiem, strasznie mnie dzisiaj wkurzył, emerytura brzmiałaby bardziej ludzko, ale można mieć nadzieję, że coś innego mu się po drodze przydarzy. - Heath nie należała do osób, które życzyłyby innym śmierci, mimo tego, że sporo zła ostatnio ją spotykało w sposób bezpośredni i pośredni to jednak nie przesiąkła tym wszystkim na tyle, żeby marzyć o tym, aby komuś stała się krzywda.
Wood spojrzała na niego z niedowierzaniem, była tak zaaferowana tą całą sytuacją, że nie zauważyła miotły, którą cały czas miał przy sobie. Taki brygadzista jak ona musi być naprawdę skarbem dla brygady... - Całkiem nieźle ją ukrywałeś... Chociaż najwyraźniej jestem trochę ślepa, mam nadzieję, że nie będziesz miał o mnie złej opinii przez to niedopatrzenie. - Wolałaby nie wypadać źle przed pracownikami starszymi stażem. - Cho no tutaj... - Burknęła pod nosem i jej osobista miotła przyleciała do nich gotowa, aby Heath na nią wskoczyła. Nie zwlekała z tym, tylko od razu na nią wskoczyła i wzbiła się w powietrze. Miała nadzieję, że Thomas będzie tuż za nią.
Kiedy lecieli ponad polaną zauważyła zamieszanie, zniżyła swój lot, aby zobaczyć, co się dzieje. Stoły się przewróciły, co za łazęga musiała je rozstawiać, że skończyło się to w ten sposób... Wtedy zobaczyła znajomą twarz - Charlie, znaczy Julien... Powinna się tego domyślić, oczywiście, że jej przyjaciel musiał być w centrum tego zamieszania. - Coś się tutaj dzieje, ale widzę, że Brenna jest obok, chyba możemy pozostać w powietrzu. - Krzyknęła do swojego towarzysza.