Przesunął kciukiem po grzbiecie książki, w której treści było niewiele. Jej treścią były obrazki. Albumu ze zdjęciami były czymś niesamowitym. Świat mugoli potrafił tym żyć, ale proszę bardzo - to czarodzieje przodowali w filmach nagrywanych na kliszę, które mugole niedawno opanowali. Nie potrafili jednak pstryknięciem zatrzymać chwili w ruchu. Magia. Magia pozwalała na więcej, nie czyniła człowieka ułomnym, a jednak gdzieś na krańcu jego języka znajdowało się właśnie takie porównanie - że tkwiła w nim ułomność. Był ułomny, ponieważ na rzecz magicznych sztuczek ludzie potrafili odbierać sobie przyjemność doświadczania rzeczywistości. Magia krzywdziła. Czyniła tak wiele krzywdy... Twoje dłonie też ją czyniły. Kiedy dusiło się drugą osobę własnymi rękoma to wrażenie, że jesteś rozgrzeszony, bo tylko się broniłeś, całkowicie znikała. Powolność tego aktu wyprzedzała wszystkie myśli o jednym zaklęciu, które potrafiło powalić. Potrafiło też zabić, jeśli wystarczająco się postarałeś. Chyba Eryk bardzo mocno wcisnął w jego głowę niechęć do magii.
Niemoc samospełnienia była przekleństwem w życiu człowieka. Nic go nie krępowało w tym kierunku, nie męczyło, nie niszczyło. Miał coraz więcej możliwości wyszarpywanych sobie z zębów czasu. Ociupinkę tutaj, trochę tam - wszędzie coś zdoła skapnąć z pańskiego stołu, by to sobie przysposobić. Gitara. Zdjęcia. Jeszcze trochę i naprawdę zostanie jakąś pizdą z artystycznym zacięciem. Mógłby to wysyłać do gazety. Jak by się podpisywał? Czy czasem nie zaszkodziłoby to jego reputacji? Pewnie tak. Ciężko traktować poważnie kogoś, kto zajmuje się takimi głupotami. Świat Victorii wydawał mu się z tych perspektyw taki... prosty.
Dopytywała, a on coraz bardziej się zniechęcał. Nie chciał o tym mówić. Nie chciał o tym rozmawiać, więc czemu ona tak uparcie chciała wiedzieć. Jasne, rozumiał, bo chciała go znać. Chciała pojąć, chciała... mieć szerszą wizję jego osoby, bo ta ograniczona nie tworzyła w jej głowie odpowiedniej przestrzeni na wszystko. Miała za dużo chaosu. Rozchylił wargi i nieco się skrzywił, widać było, że z niechęcią. Prawie tak, jakby ten temat zaczął sprawiać ból. Może nie był on fizyczny, ale jednak sięgał gdzieś głęboko do mózgu i wykwitał brzydotą na zewnątrz. Jeśli coś odbiega od normy - jest nienormalne. On odbiegał od norm. Pesymizm - może i tak. Może i nawet paranoja - niech będzie, przytaknąłby temu. Nie dało się nie brać jednak takich rzeczy pod uwagę, tak? Nie dało się... po prostu zignorować możliwości tragedii.
- No kurwa, Vika, pracujesz jako auror to chyba sama wiesz. - Jak nie jego "koledzy" to zaraz psiarnia ma szansę siąść mu na ogon. Pewnego dnia może się potknąć, popełnić błąd, a wtedy wszystko, co będzie personalne w jego dobytku, do czego wróg się dokopie, będzie przeciwko niemu. Domino tak duże, że nawet sobie nie wyobrażał. - Serio to trzeba tłumaczyć?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.