09.02.2025, 12:05 ✶
Był to w rzeczy samej piękny, podniosły moment pełen wzruszeń. Woody wstał, zdjął swój kapelusz i pochylił się do Selwyna przez biurko. Waliło od niego żywym spirytem i smrodem Nokturnu. Podobne nuty zapachowe odnaleźć można było w nakryciu głowy, które z namaszczeniem umieścił na łepetynie kolegi.
— Teraz ty będziesz chodził w tym kapeluszu — rzekł z uroczyście, jakby dokonało się właśnie w tym geście jakieś ceremonialne misterium. — Nie musisz się farbować. Włóż go następnym razem, jak będziesz szedł na spotkanie z chłopakiem. A jak go zobaczysz, swojego chłopaka, rozumie się, pomyśl sobie: co by zrobił teraz mój stary druh, Woody? I zrób to. Gwarantuję, nigdy więcej się do ciebie nie odezwie.
Czarodziej ciężko opadł z powrotem na fotel Jonathana i kilka razy zamrugał w zwolnionym tempie. Kręciło mu się lekko w głowie, ale gdy tylko upewnił się, że utrzyma w ręku butelkę, dolał sobie jeszcze do kubeczka.
Nie trzeba chyba dodawać, ale niech się stanie dla formalności: Woody wcale nie zakładał, że Jonathan jest kreatywny podczas figli w łóżku kochanka. Broń najsłodsza matuchno, w życiu by sobie nie chciał wyobrażać, jak dwóch samczyków, chłop z chłopem, kto to widział, ludzie kochani. Zboczenie jakieś dumać o penisach homoseksualnych wampirów. Ugh.
Gdy zaś usłyszał, że Jonathan nie chce zatrudnić łowcy wampirów, zmarkotniał teatralnie, jakby już w głowie czynił przygotowania do tego zlecenia. Z pijanego strumienia chaotycznych myśli wyciągnął to jedynie, co wydawało mu się najistotniejsze, a mianowicie:
— Złamał ci żebra? To łowcę wampirów tak czy inaczej zaangażuję, na mój rachunek — obruszył się, bo z wielu rzeczy, które go bawiły, przemoc fizyczna w związku nie była jedną z nich. Przeszło mu przez myśl, czy to nie homoseksualny rytuał godowy, ale niezależnie jak patrzył, i w homoseksualnym kontekście nie umiał tego sobie uzasadnić. — Klapa. Bym ci powiedział: a jebać to przepraszanie. Idź w swoją stronę, a jemu krzyż i czosnek na drogę. No ale jak czujesz, że musicie się jeszcze za coś tam przeprosić, to, kurwa, boję się, że na to rady nie ma i trzeba to będzie. Bylebyś poczekał, bo nie ma dyskusji, że w takim o — machnął w jego stronę niezgrabnie ręką — stanie będziesz ten swój pedalski romans rozwiązywał. Nie, nie i jeszcze raz: nie.
— Teraz ty będziesz chodził w tym kapeluszu — rzekł z uroczyście, jakby dokonało się właśnie w tym geście jakieś ceremonialne misterium. — Nie musisz się farbować. Włóż go następnym razem, jak będziesz szedł na spotkanie z chłopakiem. A jak go zobaczysz, swojego chłopaka, rozumie się, pomyśl sobie: co by zrobił teraz mój stary druh, Woody? I zrób to. Gwarantuję, nigdy więcej się do ciebie nie odezwie.
Czarodziej ciężko opadł z powrotem na fotel Jonathana i kilka razy zamrugał w zwolnionym tempie. Kręciło mu się lekko w głowie, ale gdy tylko upewnił się, że utrzyma w ręku butelkę, dolał sobie jeszcze do kubeczka.
Nie trzeba chyba dodawać, ale niech się stanie dla formalności: Woody wcale nie zakładał, że Jonathan jest kreatywny podczas figli w łóżku kochanka. Broń najsłodsza matuchno, w życiu by sobie nie chciał wyobrażać, jak dwóch samczyków, chłop z chłopem, kto to widział, ludzie kochani. Zboczenie jakieś dumać o penisach homoseksualnych wampirów. Ugh.
Gdy zaś usłyszał, że Jonathan nie chce zatrudnić łowcy wampirów, zmarkotniał teatralnie, jakby już w głowie czynił przygotowania do tego zlecenia. Z pijanego strumienia chaotycznych myśli wyciągnął to jedynie, co wydawało mu się najistotniejsze, a mianowicie:
— Złamał ci żebra? To łowcę wampirów tak czy inaczej zaangażuję, na mój rachunek — obruszył się, bo z wielu rzeczy, które go bawiły, przemoc fizyczna w związku nie była jedną z nich. Przeszło mu przez myśl, czy to nie homoseksualny rytuał godowy, ale niezależnie jak patrzył, i w homoseksualnym kontekście nie umiał tego sobie uzasadnić. — Klapa. Bym ci powiedział: a jebać to przepraszanie. Idź w swoją stronę, a jemu krzyż i czosnek na drogę. No ale jak czujesz, że musicie się jeszcze za coś tam przeprosić, to, kurwa, boję się, że na to rady nie ma i trzeba to będzie. Bylebyś poczekał, bo nie ma dyskusji, że w takim o — machnął w jego stronę niezgrabnie ręką — stanie będziesz ten swój pedalski romans rozwiązywał. Nie, nie i jeszcze raz: nie.
piw0 to moje paliwo