29.01.2023, 19:40 ✶
Fergus nie miał pojęcia, jak ugryźć to wszystko, co się między nimi działo. Chciał wykrzyczeć całemu światu, co czuł do Castiela, mimo że jednocześnie to właśnie Castiel stał się jego całym światem. Zakochiwał się nawet w słowach na papierze, które ten specjalnie dla niego zapisywał w swoich listach. W tym, jak mrużył oczy, gdy się uśmiechał. Jak pochylał się w jego kierunku, gdy coś mu opowiadał. I w sposobie, w jaki na niego patrzył, jakby widział w nim coś więcej, niż tylko wyciągnięte na światło dzienne pozory.
- Nie skłaniam, wypowiadam tylko twoje własne pragnienia i udowadniam, że warto je realizować. Przyznaj, że i tak chciałeś mnie odwiedzić. - Uśmiechnął się nieco zaczepnie, pochylając w jego kierunku. Kiedyś myślał, że to on był tym zadziornym diabłem na ramieniu, podsycającym człowieka do niecnych czynów, ale im bardziej poznawał Castiela, tym bardziej przekonywał się, że potrafił dopiec. Może nawet przerastał „mistrza”, który momentami tracił rezon, zdziwiony tym, na co było go stać. Białe ściany sterylnie czystego pomieszczenia przytłaczały jeszcze bardziej w momencie, gdy musieli uważać na wszelkie gesty wobec siebie nawzajem, prawie trzymać ręce z daleka. Pudełko, w którym się zamknęli, zdawało się kurczyć. Powinien się tym odczuciem stresować, ale czy zminimalizowanie przestrzeni nie pozwoliłoby mu jeszcze bardziej się zbliżyć? Metafora, która miała wprowadzać niepokój, przeistoczyła się w jakieś dziwaczne pragnienie, które miało sens wyłącznie w jego głowie.
- Jeśli mu się uda, będzie to oznaczało, że twój przyjaciel jest całkiem inteligentny. Nie wydaje mi się, żeby nikt przed nim nie próbował, więc musi to być najwyraźniej dosyć skomplikowane - zauważył, pozwalając Castielowi bawić się swoją dłonią i samemu przesuwając ją co jakiś czas, by zaczepnie zahaczyć o niego palcami. Nie zwracał na to większej uwagi, stało się to zupełnie naturalne jak oddychanie czy spoglądanie z zaciekawieniem na swojego rozmówcę, gdy nie liczyło się zupełnie nic wokół.
- To tylko zdrobnienie, nie ma żadnej płci - odpowiedział mu, nonszalancko wzruszając ramionami, choć w rzeczywistości poczuł się urażony ostrym tonem Flinta. Wcześniej zdawało mu się, że zirytowanie z jego strony było jedynie grą, jakimś rodzajem żartu, ale najwyraźniej rzeczywiście się na niego z tego powodu denerwował, więc zanotował sobie w głowie, żeby więcej tego nie robić. Nawet jeśli osobiście podobało mu się to słowo, bo nie zauważył, by ktokolwiek inny zwracał się do niego w ten sposób.
- Znów określasz dokładnie czas. Półtora dnia, osiem godzin. Dlaczego akurat osiem godzin? Zacznę się czuć, jakbym był twoją pracą. Gdy zadzwoni budzik, będę musiał się podnieść i wyjść? - zażartował, wciąż jednak trochę pogubiony w tych wyliczeniach. Dla niego czas spędzany z Castielem nie był nawet linearny. Gmatwał się, rozwarstwiał i tracił na jakimkolwiek znaczeniu. Minuty mogły być godzinami, godziny minutami. Jedyne, czego by chciał, to aby zegar się cofał, dając im jeszcze więcej chwil dla siebie. Wciąż było mu za mało.
- Robię ci tylko pod górkę. Straciłeś pracę, zepsułem twoją magię - westchnął, spuszczając wzrok na ich dłonie, obie równie blade, choć wciąż wyróżniające się na tle śnieżnobiałej pościeli. - Będziesz potrzebował nowego szczęśliwego wspomnienia, skoro dotychczasowe się przeterminowały.
Sam zrobił szybki przegląd swoich własnych, uśmiechając się pod nosem. Nie były dostatecznie dobre, by wspomóc go względem ostatnich wydarzeń, ale na tyle przyjemne, by choć na chwilę sprawić, że wytworzony w jego głowie chaos przycichł.
- Ja też - wyszeptał, czując jak ich oddechy zlewają się, tworząc wokół nich ciepłą bańkę. Chciał znów zniszczyć tę przestrzeń między nimi, ale poruszenie się Castiela i dotyk dłoni na jego policzkach sprawiły, że otworzył oczy. Pocałuj mnie znowu. Zapatrzył się w niego, w morski błękit jego tęczówek i uśmiech rozjaśniający twarz. Słowa blondyna niby do niego docierały, ale gdzieś po drodze gubił ich znaczenie.
- Hm? - mruknął pod nosem, uświadamiając sobie, że Castiel zadał mu pytanie, odsuwając się od jego twarzy i chwytając zranioną rękę. - Ah, tak, wrócę do formy. Tylko okropnie swędzi i czasem drętwieje - odpowiedział, poruszając i kręcąc nadgarstkiem, by udowodnić mu, że rzeczywiście tak było. Położył swoją dłoń na jego, wodząc palcami po ciepłej skórze. Starał się przy tym ignorować chęć zdjęcia nasączonych ziołami bandaży, których zapach wywietrzał na tyle, że nie nęciła już nosa.
- Mówiłeś coś o rozbudzeniu, ale ja chyba nie chcę budzić się z tego snu - zaczął, brzmiąc przy tym nieco obłąkańczo i znów zawiesił wzrok na ustach Castiela. Powinien trzymać ręce przy sobie, siebie zupełnie z daleka, pozwalając sobie jedynie na drobne zaczepki. Nuda potęgowała jednak tęsknotę, tak samo jak wszelkie słowa uświadamiające go, że relacja z Flintem była niebezpieczna. A żadna z wypowiadających je osób nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co ich łączyło. Ciągnęło go do Castiela jak ćmę do zapalonej nocą lampy. Nie wyobrażał już sobie siebie bez niego i tak samo nie widział jego bez siebie, choć przecież nie mógł mieć wpływu na podejmowane przez drugiego mężczyznę decyzje. Zazdrość o jego czas dzielony z kimś innym oplatała go niczym diabelskie sidła. A wiedział przecież, że Castiel nie wychylał się ze swojej łodzi, sam mu o tym powiedział. Odpędził tę myśl niczym natrętną muchę.
Wysunął się spod kołdry, by znaleźć się bliżej blondyna i oplótł go ramionami, niepozornie się w niego wtulając tylko po to, by zaraz pociągnąć go w swoim kierunku. Opadł plecami na poduszki, przytrzymując Flinta tak, że leżał teraz na nim w jakiejś dziwacznej, na wpół siedzącej pozycji.
- Ładnie pachniesz - mruknął, śmiejąc się i zatapiając nos w jego włosach. Pozwolił sobie na chwilę zapomnieć, że znajdowali się w opustoszałej, szpitalnej sali.
- Nie skłaniam, wypowiadam tylko twoje własne pragnienia i udowadniam, że warto je realizować. Przyznaj, że i tak chciałeś mnie odwiedzić. - Uśmiechnął się nieco zaczepnie, pochylając w jego kierunku. Kiedyś myślał, że to on był tym zadziornym diabłem na ramieniu, podsycającym człowieka do niecnych czynów, ale im bardziej poznawał Castiela, tym bardziej przekonywał się, że potrafił dopiec. Może nawet przerastał „mistrza”, który momentami tracił rezon, zdziwiony tym, na co było go stać. Białe ściany sterylnie czystego pomieszczenia przytłaczały jeszcze bardziej w momencie, gdy musieli uważać na wszelkie gesty wobec siebie nawzajem, prawie trzymać ręce z daleka. Pudełko, w którym się zamknęli, zdawało się kurczyć. Powinien się tym odczuciem stresować, ale czy zminimalizowanie przestrzeni nie pozwoliłoby mu jeszcze bardziej się zbliżyć? Metafora, która miała wprowadzać niepokój, przeistoczyła się w jakieś dziwaczne pragnienie, które miało sens wyłącznie w jego głowie.
- Jeśli mu się uda, będzie to oznaczało, że twój przyjaciel jest całkiem inteligentny. Nie wydaje mi się, żeby nikt przed nim nie próbował, więc musi to być najwyraźniej dosyć skomplikowane - zauważył, pozwalając Castielowi bawić się swoją dłonią i samemu przesuwając ją co jakiś czas, by zaczepnie zahaczyć o niego palcami. Nie zwracał na to większej uwagi, stało się to zupełnie naturalne jak oddychanie czy spoglądanie z zaciekawieniem na swojego rozmówcę, gdy nie liczyło się zupełnie nic wokół.
- To tylko zdrobnienie, nie ma żadnej płci - odpowiedział mu, nonszalancko wzruszając ramionami, choć w rzeczywistości poczuł się urażony ostrym tonem Flinta. Wcześniej zdawało mu się, że zirytowanie z jego strony było jedynie grą, jakimś rodzajem żartu, ale najwyraźniej rzeczywiście się na niego z tego powodu denerwował, więc zanotował sobie w głowie, żeby więcej tego nie robić. Nawet jeśli osobiście podobało mu się to słowo, bo nie zauważył, by ktokolwiek inny zwracał się do niego w ten sposób.
- Znów określasz dokładnie czas. Półtora dnia, osiem godzin. Dlaczego akurat osiem godzin? Zacznę się czuć, jakbym był twoją pracą. Gdy zadzwoni budzik, będę musiał się podnieść i wyjść? - zażartował, wciąż jednak trochę pogubiony w tych wyliczeniach. Dla niego czas spędzany z Castielem nie był nawet linearny. Gmatwał się, rozwarstwiał i tracił na jakimkolwiek znaczeniu. Minuty mogły być godzinami, godziny minutami. Jedyne, czego by chciał, to aby zegar się cofał, dając im jeszcze więcej chwil dla siebie. Wciąż było mu za mało.
- Robię ci tylko pod górkę. Straciłeś pracę, zepsułem twoją magię - westchnął, spuszczając wzrok na ich dłonie, obie równie blade, choć wciąż wyróżniające się na tle śnieżnobiałej pościeli. - Będziesz potrzebował nowego szczęśliwego wspomnienia, skoro dotychczasowe się przeterminowały.
Sam zrobił szybki przegląd swoich własnych, uśmiechając się pod nosem. Nie były dostatecznie dobre, by wspomóc go względem ostatnich wydarzeń, ale na tyle przyjemne, by choć na chwilę sprawić, że wytworzony w jego głowie chaos przycichł.
- Ja też - wyszeptał, czując jak ich oddechy zlewają się, tworząc wokół nich ciepłą bańkę. Chciał znów zniszczyć tę przestrzeń między nimi, ale poruszenie się Castiela i dotyk dłoni na jego policzkach sprawiły, że otworzył oczy. Pocałuj mnie znowu. Zapatrzył się w niego, w morski błękit jego tęczówek i uśmiech rozjaśniający twarz. Słowa blondyna niby do niego docierały, ale gdzieś po drodze gubił ich znaczenie.
- Hm? - mruknął pod nosem, uświadamiając sobie, że Castiel zadał mu pytanie, odsuwając się od jego twarzy i chwytając zranioną rękę. - Ah, tak, wrócę do formy. Tylko okropnie swędzi i czasem drętwieje - odpowiedział, poruszając i kręcąc nadgarstkiem, by udowodnić mu, że rzeczywiście tak było. Położył swoją dłoń na jego, wodząc palcami po ciepłej skórze. Starał się przy tym ignorować chęć zdjęcia nasączonych ziołami bandaży, których zapach wywietrzał na tyle, że nie nęciła już nosa.
- Mówiłeś coś o rozbudzeniu, ale ja chyba nie chcę budzić się z tego snu - zaczął, brzmiąc przy tym nieco obłąkańczo i znów zawiesił wzrok na ustach Castiela. Powinien trzymać ręce przy sobie, siebie zupełnie z daleka, pozwalając sobie jedynie na drobne zaczepki. Nuda potęgowała jednak tęsknotę, tak samo jak wszelkie słowa uświadamiające go, że relacja z Flintem była niebezpieczna. A żadna z wypowiadających je osób nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co ich łączyło. Ciągnęło go do Castiela jak ćmę do zapalonej nocą lampy. Nie wyobrażał już sobie siebie bez niego i tak samo nie widział jego bez siebie, choć przecież nie mógł mieć wpływu na podejmowane przez drugiego mężczyznę decyzje. Zazdrość o jego czas dzielony z kimś innym oplatała go niczym diabelskie sidła. A wiedział przecież, że Castiel nie wychylał się ze swojej łodzi, sam mu o tym powiedział. Odpędził tę myśl niczym natrętną muchę.
Wysunął się spod kołdry, by znaleźć się bliżej blondyna i oplótł go ramionami, niepozornie się w niego wtulając tylko po to, by zaraz pociągnąć go w swoim kierunku. Opadł plecami na poduszki, przytrzymując Flinta tak, że leżał teraz na nim w jakiejś dziwacznej, na wpół siedzącej pozycji.
- Ładnie pachniesz - mruknął, śmiejąc się i zatapiając nos w jego włosach. Pozwolił sobie na chwilę zapomnieć, że znajdowali się w opustoszałej, szpitalnej sali.