• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi

[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#9
10.02.2025, 02:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2025, 07:00 przez Louvain Lestrange.)  

Bezsilność to najgorsze co mogłoby się mu przytrafić i mógłby się tutaj w pełni zgodzić z Cynthią. Dlatego odcinał się. Ten proces zaczął się już lata, lata temu, ale dopiero od niedawna zaczął nabierać prawdziwej mocy. Najpierw odcinał się od pokory i posłuszeństwa, by nigdy nie stać się uległym i pasywnym. Drobnym wyjątkiem był Czarny Pan, jednak on jak nikt inny zasługiwał by świadomie i bez ukłucia we własną dumę można było się przed nim pokłonić. Odcinał się, pomału i skutecznie. Odcinał od wszystkiego co mogłoby go potencjalnie zatrzymać w miejscu, zatrzymać przed marszem za najpotężniejszym czarnoksiężnikiem w historii magii. Odciął się os starych znajomości, przyjaźni, a nawet romansów. Ostatecznie odciął się nawet od własnej bliźniaczki, od Loretty. Zrobił to kiedy wreszcie zrozumiał, że nie może jej pomóc, że jej dusza jest stracona. Przepadła w rozkładzie i autodestrukcji, a on nie mógł sobie pozwolić na to, aby jej zepsucie dosięgnęło i jego. Dlatego zrezygnował z tej więzi na zawsze.

Może to był jej błąd. Może nigdy nie powinna była się zgodzić na żaden z jego pomysłów i po prostu brać pieniądze, które oferował jej za leczenie Oddech Mojry. Mogła wtedy nie wiedzieć dokąd ją to zaprowadzi, być może dzisiaj miałaby mniej zmartwień na sobie. Bo przecież gdyby nie byliby na tyle blisko, nie czułaby obawy przed jego stratą, racja? Może gdyby nie byli na tyle blisko, on nie wściekałby się na nią i na samego siebie, że nie może jej mieć tak jakby sobie tego życzył? Widział co poczucie odpowiedzialności za niego i resztę tej zmarzniętej gromadki robi z jej wnętrzem. Dobrze znał ten stan i nie zamierzał do niego tak szybko wracać. Te wszystkie drgania, te podłe emocje. Aż czuł jakąś dozę odrazy na widok jej zmartwionej postury. Powinien się chyba radować, że tyle dla niej znaczył skoro była skłonna dla niego tyle ryzykować. Mimo wszystko, nie potrafił. Nie w momencie, kiedy siedziała zamknięta tam w sobie, w usta nabrała szklankę hipokryzji i przestała mówić to co naprawdę chciał od niej usłyszeć. Nie potrzebował żeby się dla niego narażała. Oczywiście, że umrze. On sam wybrał śmierć. Umrzeć w imię idei to znacznie coś piękniejszego, niż umrzeć od choroby genetycznej, czy śmierć ze starości. Nawet nie chciał sobie wyobrażać tych dwóch rzeczy połączonych naraz. Strach pomyśleć kim stanie się ona jak zabraknie idiotów o których można się martwić.

On raczej nie martwił się o pozostałych Zimnych. Dobrze wiedzieli, że pakują się to spektrum niebezpieczeństwa. Gdyby Victoria, czy Atreus obawialiby się śmierci nie wskakiwali by w ten cholerny płomień. Podobnie jak Louvain, na pewnej warstwie wybrali wtedy śmierć. To nie było takie trudne do zrozumienia, a już zdecydowanie nie był to powód od którego miałby popadać w rozpacz. Cynthia może i nie płakała, ale chyba nigdy wcześniej nie widział jej tak przejętej. Szkoda, bo gdyby wiedział podobne natężenie emocji, ale o przeciwnym wektorze, może dzisiaj miałby więcej powodów do bycia mniej surowym dla niej. Bo aktualnie mógłby śmiało stwierdzić, że już więcej uczuć miał w sobie na wpół podgniły Ghul, niż ona nosiła w sobie. Mimo tego całego dystansu jaki zdołał do niej nabrać, pozwolił jej działać nad sobą, ale tylko na moment. Podniosła rękę i zaczęła manipulować ich energiami tylko dlatego, że się na zgodził, tylko w tej chwili. Zdążył już odwyknąć. Od poczucia normalności. Zwykłego, ludzkiego ciepła. Ciepła które niosła za sobą energia nieskalana Limbem. To uczucie było jak znaczna ulga. Jak zaczerpnięcie oddechu po głębokim nurkowaniu. Uczucie tak pierwotne jak ugaszenie pragnienia w upalny dzień. Na ten moment jakby odeszły od niego wszystkie ponure myśli, a chore ambicje przepełniła radosna nadzieja. I w tym samym momencie poczuł się żałośnie słaby.

-Przestań. - warknął niezadowolony - Nie prosiłem cię o to, przestań. Powtórzył się, przeciągając po niej złowrogim spojrzeniem. Miał już tego dość. Dość tego chorego aksjomatu, jakby działała w systemie zerojedynkowym. Ale nie ma jej dla niego, albo zrobi wszystko. Wszystko poza byciem sobą, bez sztucznych barier i kontroli. Zignorował to co mówiła o tym co służbowe, a co nie. Nie była jego matką, ani ojcem by tak uporczywie martwić się o jego bezpieczeństwo. Emocjonalnie dojrzali ludzie traktowali innych w ten opiekuńczy sposób wyłącznie jeśli kogoś kochali. A Cynthia nie traktowała go jakby coś do niego czuła. Zresztą to już nie miało znaczenia. Nie kiedy nie wybrała go w momencie kiedy on był gotów wybrać ją ponad wszystko inne. Cofnął rękę, wycofał się całym sobą. Zwiększył dystans między nimi. Tylko on mógł decydować co się z nim stanie i kiedy umrze, wyłącznie on. - Prawda jest taka, że to twoje oddanie i lojalność to tylko bajka z mchu i paproci. Podsumował krótko i dosadnie. Jasne i klarowne stanowisko, coś zupełnie przeciwnego do jej wymijających pytań i dziwacznych wybiegów z ratowaniem go. Już chyba prędzej wykrwawi się na ołtarzu w jakimś chorym rytuale, niż zwyczajnie powie mu, że jest dla niej ważny. Frustracja ściekała po nim jakby dopiero co schronił się wewnątrz przed deszczem. I właściwie wolałby teraz stać na deszczu i moknąć, niż babrać się w tym emocjonalnym szambie. Wolał stać się deszczem który zmyje wszelkie złudzenia Flint o tym co dopiero mogło nadejść.

A potem zaczął jeść. Karmił się cudzą słabością. Nigdy nie sądził, że będzie to robił słabością Cynthii, bo robił to tylko w stosunku do osób których nie lubił, nie trawił lub nienawidził. Zbyt lekko mu teraz to przychodziło, choć wcale nie było to jego zamiarem. Skąd w tym chłopaczku tyle cynizmu? A może...?

- Licytujesz się jak przekupka na targu. Wydaje ci się, że lojalność można ot tak przehandlować? Pytał, chociaż wcale nie oczekiwał odpowiedzi. To wszystko co mówiła, ten stos bzdur i dyrdymał kompletnie do niej nie pasował. Przynajmniej nie była na tyle otępiała, by nie zrozumieć że jedyne sensowne rozwiązanie tkwi właśnie u śmierciożerczej braci. I niby jak ona sobie to wyobraża? Że Czarny Pan osobiście się z nią spotka i nauczy ją wszystkiego co potrzebne? A może da jej swoje zeszyty z notatkami do przepisania, jak to robili oni w Hogwarcie? Przecież Victoria i Atreus to byli wrogowie. To te same osoby które próbowały mu przeszkodzić w ważnym momencie ich misji, a on teraz miałby się nad nimi pochylić? Louvain może i jeszcze miałby w sobie odrobinę tej litości, ale nie Mistrz. Naiwność to najłagodniejsze słowo, które mógłby teraz jej użyć. Zaśmiał się cynicznie w głos. Pokręcił głową w niedowierzaniu bo Flint najwidoczniej naprawdę sądziła, że to działa właśnie jak sobie wymyśliła. - Czarny Pan nigdy się z tobą nie spotka. Jesteś dla niego za mała w tej wojnie, by mieć dla ciebie chociaż pięć minut. To ja jestem jego wolą. To przede mną wszyscy odpowiadają na wezwania. Sprowadził ją na ziemię. Być może zbyt dosłownie, zbyt brutalnie, ale taka była prawda. Lord Voldemort miał od tego swoich najbardziej zaufanych Śmierciożerców, swoją lewą rękę, by pozyskiwała dla niego zasoby i ludzi. Cynthia nie nadawał się ani na jedno, ani na drugie. Jasne, że była zdolna, umiejętna i bardzo mądra. Tego jej nie odbierał, w żadnym wypadku. Po prostu nie widział w niej kogoś kto był na tyle oddany by móc stać się mroczną sługą. Ba! Nawet nie chciała go teraz należycie nazwać przed Louvainem, a on miał ją w to wciągać? Wolne żarty. Chociaż z drugiej strony. Zawahał się i  zawiesił spojrzenie na jej poranionych nadgarstkach. Czyżby...?

Odcinał się. Nie. To ona odcinała się od niego. Coraz mniej było tu miejsca na sentymenty. - Chcesz ich ratować? Dobrze... Uniósł wzrok na jej twarz. Spojrzenie pełne jadu i podstępu, spojrzeniem których godził dotąd wyłącznie tych których potrafił, lub bardzo chciał ukąsić. - Życie za życie... Ciągnął dalej, a twarz jego nabierała ostrych, złowrogich rysów jakby zaraz miała dokonać się jego zemsta, której przecież nigdy nie planował. Sama do niego przyszła. Nie dała mu wyboru, podejmując takie decyzje. To on powinien być jej pierwszym i jedynym wyborem. Skoro tak się o niego martwiła, dlaczego tego nie zrobiła do tej pory?- Powiesz mi kim on jest, kogo wybrałaś zamiast mnie. Powiedział to nad wyraz spokojnie, chociaż brzmiał zupełnie jakby rzucał teraz groźbę śmierci. On zawsze dostaje tego czego chce, niezależnie jaka była tego cena. Miło to już było. - A potem wyjdziesz za mnie. Będziemy małżeństwem i zamieszkamy razem. To jest cena za ich ratunek. Dwoje istnień, więc zażądał dwóch osób. Nie mniej, nie więcej.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6167), Louvain Lestrange (5661)




Wiadomości w tym wątku
[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 27.11.2024, 18:03
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 11.12.2024, 22:42
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 19.12.2024, 13:52
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 31.12.2024, 22:27
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 08.01.2025, 00:15
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 09.01.2025, 00:15
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 12.01.2025, 20:30
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 29.01.2025, 21:36
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 10.02.2025, 02:18
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 10.02.2025, 23:50
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 23.02.2025, 20:40
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 11.03.2025, 23:29

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa