Co tu się w ogóle działo? Co tu się odpierdalało? Rozjebałoby mu to mózg, gdyby tylko miał czas się nad tym zastanowić. Trzask szkła tylko sprawił, że drgnął. A gotów był faktycznie łapać te fiolki, nawet przesunął się jeszcze na bok, by mieć teraz w polu widzenia tak Astarotha jak i Victorię. Pozwolił sobie na to z prostej przyczyny - ściana nadal lśniła między nimi. I owszem, mógł się przez nią przebić. Tylko ile potrzeba było na to siły?
Taka była rola tych fiolek w przedstawieniu, że uznały swój ostatni, wielki lot. Pierdolnęły o podłogę, mikstura wylała się. Czy ona pachniała krwią? Nie wiedział. Wszystko teraz pachniało tutaj krwią, chociaż Victoria pewnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Jak intensywna była to woń, jak elektryzująca. Jak rozpraszająca. Sauriel wpatrywał się wielkimi jak spodki oczami w Astarotha. On się ruszył - Sauriel też. Jak zwierzę, nieco ugiął nogi. Pochylił głowę w dół, instynktownie broniąc gardła. Fiolka poleciała w powietrze. I pewnie byłby to wielki problem, gdyby nie to, że czarnowłosy zadziałał instynktownie - wolą. On wcale nie chciał, żeby ta fiolka się rozbiła. Czy to w ogóle była ostatnia? Nad tym też nie dumał. Była mu potrzebna - chyba że jako rozwiązanie uznaliby nokaut tego wściekłego zwierzęcia. Czas na jakąś empatię i współczucie będzie potem. Tak, na pewno będzie. W końcu czarnowłosy był takim czułym zwierzęciem...
czy złapie fiolke - telekinezaSukces!
Fiolka zatrzymała się w powietrzu i tam na razie zawisnęła. A sam Sauriel skoczył na plecy Astarotha, kiedy ten rzucił się na ścianę. Wpadł na niego z niemal całą siłą. Wygiął jego rękę i złapał drugą dłonią za włosy - żeby pierdolnąć jego twarzą o tę ścianę. Tak żeby chociaż na chwilę odebrało mu chęci i sił do skakania wesolutko po tym placu zabaw.
czy w końcu nakurwie temu złamasowi? tak ręcznie, jak Pan Bóg przykazałSukces!
Oderwał go od ściany i puścił jego rękę, żeby wyciągnąć dłoń po fiolkę, która przyleciała grzecznie do jego dłoni. Za włosy trzymał go ciągle. Podtrzymywał go i jednocześnie ściągał w dół, do tyłu, zmuszając go do wygięcia się i pokazania swojej buźki. Może właśnie nieco uszkodzonej i zakrwawionej - ale to mało Sauriela ruszało. Wlał mu na siłę tę fiolkę do gardła.
- Oby to, kurwa, zadziałało! - Ten poziom braku kontroli to było naprawdę coś. Odwoływał jednak to, co myślał - chyba aż tak mocno to nigdy mu nie odjebało. Albo może po prostu nie miało okazji odjebać.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.