10.02.2025, 21:41 ✶
Ruda Rowle nie mogła powiedzieć, że była zaskoczona — w końcu mowa była o Icarusie Prewetcie, człowieku, który zarówno pewny rodzaj wysiłku fizycznego jak i sztukę elokwencji opanował do perfekcji.
— Och, oczywiście. Nie ma większego poświęcenia niż mężczyzna zmuszony do lektury książki o rozpalonych wdowach w objęciach tajemniczych książąt. Ale trochę romantyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Nie samą zuchwałością człowiek żyje.
Z rozbawieniem zaczęła zastanawiać się, jak bardzo ten tytuł pasowałby do niej samej. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to na upartego Mona już dawno mogła uchodzić za kobietę w średnim wieku, która czytała tylko romansidła. A nawet te o jeszcze bardziej wątpliwych okładkach. Nie czuła wstydu, bo jej zawód i przyzwyczajenie do swobodnego traktowania konwenansów sprawiły, że jej biblioteczka obfitowała w tytuły, które w konserwatywnych domach czarodziejów raczej nie zagościłyby na widoku. Wyobraziła sobie Ariego wracającego z księgarni, ściskającego w dłoniach egzemplarz powieści, której okładka przedstawiała nagiego mężczyznę w namiętnym uścisku z olśniewającym, smoczym stworzeniem. Uśmiech, który próbowała powstrzymać, rozkwitł na jej twarzy, a gdy tylko ponownie ruszyli przed siebie, odparła:
— Basil? Twój Basil? Naprawdę? — biedny starszy Prewett, gdyby rzeczywiście musiał przewertować stronice książki, w której płomienny romans i smocze wyczyny były osią fabuły. Wizja ta rozbawiła ją do tego stopnia, że zachichotała jak wariatka, a następnie pociągnęła ukochanego mężczyznę za rękę, kierując ich prosto do księgarni.
— Och, oczywiście. Nie ma większego poświęcenia niż mężczyzna zmuszony do lektury książki o rozpalonych wdowach w objęciach tajemniczych książąt. Ale trochę romantyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Nie samą zuchwałością człowiek żyje.
Z rozbawieniem zaczęła zastanawiać się, jak bardzo ten tytuł pasowałby do niej samej. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to na upartego Mona już dawno mogła uchodzić za kobietę w średnim wieku, która czytała tylko romansidła. A nawet te o jeszcze bardziej wątpliwych okładkach. Nie czuła wstydu, bo jej zawód i przyzwyczajenie do swobodnego traktowania konwenansów sprawiły, że jej biblioteczka obfitowała w tytuły, które w konserwatywnych domach czarodziejów raczej nie zagościłyby na widoku. Wyobraziła sobie Ariego wracającego z księgarni, ściskającego w dłoniach egzemplarz powieści, której okładka przedstawiała nagiego mężczyznę w namiętnym uścisku z olśniewającym, smoczym stworzeniem. Uśmiech, który próbowała powstrzymać, rozkwitł na jej twarzy, a gdy tylko ponownie ruszyli przed siebie, odparła:
— Basil? Twój Basil? Naprawdę? — biedny starszy Prewett, gdyby rzeczywiście musiał przewertować stronice książki, w której płomienny romans i smocze wyczyny były osią fabuły. Wizja ta rozbawiła ją do tego stopnia, że zachichotała jak wariatka, a następnie pociągnęła ukochanego mężczyznę za rękę, kierując ich prosto do księgarni.