Był już zwyczajnie wściekły. Kiedy szarpał go za te włosy, ustawiając ich w bardzo niekomfortowej pozycji i wlewał mu ten eliksir do gęby, był wkurwiony. Czy to była złość na Astarotha? Na Victorię? Na gniew boski, co ich tutaj spotkał i bawił się ich kosztem? W jego oczach to stało się jakąś parodią, a sytuacja przecież była skrajnie niebezpieczna. Miał ochotę zgnieść w swoich palcach tę fiolkę i wcisnąć ją Astarotthowi do gardła. Nie miało znaczenia, kto był tutaj winny. Liczyło się to, że ktoś musiał za to zapłacić. Wielkie jak spodki oczy Sauriela nie miały w sobie współczucia czy litości. Drżała aż jego ręka, kiedy ostatkami powstrzymywał się przed zrobieniem dokładnie tego, o czym myślał.
Aby utrzymać się w tej pozycji, w której jedną ręką go szarpał, a potem drugą otwierał mu usta, żeby zaklęcie już wlało ten eliksir, musieli w zasadzie ciągle robić małe kroki w tył. Inaczej obaj straciliby równowagę. Więc kiedy mógł go puścić, bo zobaczył, że brak kontroli znika z oczu wampira, zrobił to z chęcią. Tak częściowo - bo wcale nie ufał, że teraz wszystko będzie cacy.Pizgnął gdzieś tą fiolką na bok - chyba miała farta i się nie rozbiła, bo tylko brzdęk szkła zabrzmiał jakby się obiła o jedno z krzeseł i opadła na ziemię, zsuwając się z niego. Wcale nie zamierzał się za to od Astarotha odsuwać, to fakt. Wcale nie uznał go za mniej niebezpiecznego. Drapieżnik, który był świadomy, był w zasadzie jeszcze bardziej niebezpieczny od tego wierzgającego się w szale głodu. Jasne, ten drugi był nieprzewidywalny, ale ten pierwszy zaczynał myśleć taktycznie i zastanawiać się nad ruchami drugiej strony. Jak się okazało - dobrze zrobił, że nie opuścił gardy.
buła na pożegnanieSukces!
Astaroth wyrwał się i obrócił nagle, wyciągając swoje ręce. Czarnowłosy pochylił się, złapał jego rękę i przewalił go przez swoje plecy na ziemię. A potem przygniótł jego dłoń swoją ręką do gleby.
- Leż, skurwielu, bo postawię tego buta na twoim gardle. - Warknął, obnażając kły. I to nie była obietnica bez pokrycia - było to widać w jego oczach. Jeśli jednak miał pewność, że Astaroth leżał już grzecznie to powoli i ostrożnie się cofnął. Pół kroku, krok, dwa. Nie chciał spuszczać oczu z Astarotha i to było widać. Nawet nie zerknął na Victorię. Nic jej wielkiego nie było, wiedział to - ściana wytrzymała i doskonale się sprawdziła. Dobra robota, co? Taa... zajebista wręcz. Darował sobie jakiekolwiek komentarze, nikomu by nie pomogły, co wcale nie znaczyło, że ich nie miał. Czasami jednak naprawdę lepiej się zamknąć i zachować niektóre rzeczy dla siebie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.