13.02.2025, 15:26 ✶
Nie musiał dopytywać - oczywistym było, że chodzi o Baldwina. Lestrange obserwował przez chwilę Charlesa, jak ten gubi się we własnych słowach, chociaż jeszcze przed niecałą godziną zaręczał się, że odnajdzie go i zrówna z ziemią. Milczał przez chwilę, jakby próbując zebrać myśli, które leniwie przelatywały przez jego głowę. Nie chciały się obudzić po tym, co się stało. Adrenalina i euforia zalały go całego, a to sprawiło, że zdolność myślenia była nieco spowolniona.
- Jeżeli się o nią martwisz, mogę się upewnić, że nic jej nie będzie grozić - powiedział w końcu, lekko przekrzywiając głowę. Podejrzewał, że gdyby siostra Charliego dowiedziała się o tej rozmowie, to nie tylko Charles miałby urwały łeb przy samej dupie, ale mu również by się oberwało. Nie mógł jednak pozwolić na to, by Mulciber polazł na Nokturn tak po prostu, nieprzygotowany, w emocjach. Być może Robert miał kiedyś swój sklep na Ścieżkach, być może jego rodzina poruszała się po tej części magicznego Londynu bez przeszkód, ale nie należało zapominać, że Charles Mulciber był wciąż przyjezdny. A reputacja, która go powoli oplatała, nie była tą, która pomogłaby mu w tak niebezpiecznym miejscu. - Nie, nie pomogą ci. Wręcz przeciwnie.
Czy on zamierzał tam iść i po prostu pytać przechodniów o to, gdzie może znaleźć tego konkretnego Malfoya? Czasem Rodolphus powątpiewał w poczytalność tego chłopaka. A potem przypominał sobie, jak dobrze poradził sobie w chwili, gdy potrzebował wsparcia przy upewnieniu się, że Leon nie zerwie zawartej ze Śmierciożercami umowy. Widział w Mulciberze potencjał, którego nie chciał zmarnować przez to, że powie mu idź na ten Nokturn, najwyżej dostaniesz w pysk.
- Maeve prędzej wbije ci widelec w oko i wyśle je Alexandrowi z jakimś niewybrednym żartem na temat trzeciego oka, niż ci pomoże - zauważył, nie mogąc powstrzymać kącików ust przed uniesieniem się. Dłoń Rodolphusa zanurzyła się w kieszeni spodni, które na powrót spoczywały luźno na kościstych biodrach. Szczupłe palce spoczęły na zimnym przedmiocie. Obracał chwilę łańcuszek wokół opuszków, zanim w końcu zdecydował się wyjąć dłoń z kieszeni.
W ręce Lestrange'a pojawił się faktycznie łańcuszek. Zakończony wisiorkiem w kształcie anatomicznego serca. Serce było w kolorze wyblakłej czerwieni.
- Planowałem dać ci go w nieco innych okolicznościach - mruknął, chociaż jego twarz nie zdradzała tego, by faktycznie żałował, że prezent wręcza w zaparowanej od ich oddechów i gorącej pary wodnej łazience. Dwa miękkie kroki i już był przy Charlim. Uniósł wisiorek na wysokość jego oczu. - Gdy drugiemu będzie grozić niebezpieczeństwo, czerwień stanie się krwista i wyraźna, a wisiorek: gorący.
Sugerowało to, że on sam miał przy sobie gdzieś drugi taki egzemplarz. Na twarzy Rodolphusa pojawił się delikatny uśmiech.
- To jest jedno zabezpieczenie. Drugie jest inne. Pomogę ci, żeby nikt inny nie rozłożył cię jak małej dziewczynki tak, jak ja to zrobiłem przed chwilą - złośliwe błyski pojawiły się w jego oczach, ale nie była to czysta złośliwość. Raczej coś w rodzaju przytyku - złośliwego bo złośliwego, lecz nie mającego na celu dogłębnie zranić.
- Jeżeli się o nią martwisz, mogę się upewnić, że nic jej nie będzie grozić - powiedział w końcu, lekko przekrzywiając głowę. Podejrzewał, że gdyby siostra Charliego dowiedziała się o tej rozmowie, to nie tylko Charles miałby urwały łeb przy samej dupie, ale mu również by się oberwało. Nie mógł jednak pozwolić na to, by Mulciber polazł na Nokturn tak po prostu, nieprzygotowany, w emocjach. Być może Robert miał kiedyś swój sklep na Ścieżkach, być może jego rodzina poruszała się po tej części magicznego Londynu bez przeszkód, ale nie należało zapominać, że Charles Mulciber był wciąż przyjezdny. A reputacja, która go powoli oplatała, nie była tą, która pomogłaby mu w tak niebezpiecznym miejscu. - Nie, nie pomogą ci. Wręcz przeciwnie.
Czy on zamierzał tam iść i po prostu pytać przechodniów o to, gdzie może znaleźć tego konkretnego Malfoya? Czasem Rodolphus powątpiewał w poczytalność tego chłopaka. A potem przypominał sobie, jak dobrze poradził sobie w chwili, gdy potrzebował wsparcia przy upewnieniu się, że Leon nie zerwie zawartej ze Śmierciożercami umowy. Widział w Mulciberze potencjał, którego nie chciał zmarnować przez to, że powie mu idź na ten Nokturn, najwyżej dostaniesz w pysk.
- Maeve prędzej wbije ci widelec w oko i wyśle je Alexandrowi z jakimś niewybrednym żartem na temat trzeciego oka, niż ci pomoże - zauważył, nie mogąc powstrzymać kącików ust przed uniesieniem się. Dłoń Rodolphusa zanurzyła się w kieszeni spodni, które na powrót spoczywały luźno na kościstych biodrach. Szczupłe palce spoczęły na zimnym przedmiocie. Obracał chwilę łańcuszek wokół opuszków, zanim w końcu zdecydował się wyjąć dłoń z kieszeni.
W ręce Lestrange'a pojawił się faktycznie łańcuszek. Zakończony wisiorkiem w kształcie anatomicznego serca. Serce było w kolorze wyblakłej czerwieni.
- Planowałem dać ci go w nieco innych okolicznościach - mruknął, chociaż jego twarz nie zdradzała tego, by faktycznie żałował, że prezent wręcza w zaparowanej od ich oddechów i gorącej pary wodnej łazience. Dwa miękkie kroki i już był przy Charlim. Uniósł wisiorek na wysokość jego oczu. - Gdy drugiemu będzie grozić niebezpieczeństwo, czerwień stanie się krwista i wyraźna, a wisiorek: gorący.
Sugerowało to, że on sam miał przy sobie gdzieś drugi taki egzemplarz. Na twarzy Rodolphusa pojawił się delikatny uśmiech.
- To jest jedno zabezpieczenie. Drugie jest inne. Pomogę ci, żeby nikt inny nie rozłożył cię jak małej dziewczynki tak, jak ja to zrobiłem przed chwilą - złośliwe błyski pojawiły się w jego oczach, ale nie była to czysta złośliwość. Raczej coś w rodzaju przytyku - złośliwego bo złośliwego, lecz nie mającego na celu dogłębnie zranić.