Uśmiechnął się tylko pod nosem, bo tak - żartował, albo tak - oszalał. Nie, nie "albo". Oraz. Łącznik "oraz" był tutaj o wiele odpowiedniejszy w zastosowaniu. Nie wierzył w to, że jest normalny. Zaglądał do własnej głowy i jeśli nie była tam nuta szaleństwa to nie wiedział, czym usprawiedliwić swoje zachowania. Swoje przewrażliwienie na jakieś głupie teksty, by potem być zupełnie niewrażliwym na ludzkie krzywdy. Nawet nie niewrażliwym - PODOBAŁY MU SIĘ ludzkie krzywdy. Poczucie dominacji, poczucie władzy, poczucie tego, że jest zawsze ktoś niżej, kogo można docisnąć obcasem do ziemi, a samemu stać na górze. Wyprostowanym. To nie było normalne. Normalni ludzie funkcjonowali jak Victoria. Mieli swoje problemy, rzeczy ważne i ważniejsze, pracę, nie lubili się pastwić nad innymi i posiadali jakąkolwiek stabilność. Z brakiem serca, albo raczej tym, że nie biło, to też były bardziej żarty. Takie, które weszły w krew, bo stanowiły część tego "jestem taki bardzo bad boy". No, był bad boy. Ale przy tym faktycznie serce posiadał. I chociaż mijały lata, a ono było coraz bardziej wygłuszane, to było i nadal pozwalało mu przeżywać pewne aspekty tego świata. Sęk w tym, że w trochę bardziej spłaszczonej wersji niż lata temu. Zawsze miał do czego się odnieść i porównywać.
- Chciałbym poznać chociaż jedną osobę, która na starcie oceniła mnie dobrze. - Miał tę paskudną manierę, by robić - i nie tłumaczyć. Milczeć. Taką, w której to, co zrobił, wydawało się na pozór złe, albo właśnie - robione dla siebie samego, podczas gdy było robione dla kogoś. A przynajmniej on to robił z myślą o kimś. Rzadko już miał takie odruchy, ale się zdarzały. Byli ludzie, których po prostu lubił i tak samo lubił coś dla nich uczynić. Sprawiało to, że czuł się o wiele bardziej ludzko. Inwestycja była zwrotna - bo jemu sprawiało przyjemność patrzenie, że ktoś jednak z czegoś się cieszy. Albo chociaż pocieszał się myślą, że końcowy efekt przyniesie lepsze skutki. Tym nie mniej żartował tutaj też - bo wiedział, z czego to wynika, wiedział, jak się zachowywał i nie miał pretensji o to. Czasami tylko odczuwał żal. Kiedyś o wiele bardziej. A teraz? Jest jak jest. Jak chciał coś naprostować to naprostowywał - jak tutaj teraz. To, czy mu wierzyła czy nie - nie uważał, żeby na to akurat miał wpływ.
- Zauważyłem. - To, że nie reagowała alergicznie, że mówiła o tym normalnie i nie było żadnych dramatów ani niczego takiego. Już po tamtym ustaleniu co do tego kto wygrał zakład było to dla niego dość jasne. To dobrze, że tego nie przeżywała. I chociaż dla większości zabrzmiałoby to okrutnie, to jednak to był dla niej w zasadzie obcy facet. Facet, który skończył tragicznie, ale Victoria nawet nie miała wielkiej szansy się z nim poznać. Obcych ludzi się nie opłakuje. Wiedział to z autopsji.
- Tak? A czemu? - Z jakiegoś powodu nie spodziewał się tak... prostego zdania. Było zabawnie trywialne w swojej prostocie. Pozytywnie, żeby nie było wątpliwości. - Wszystkie moje tygodnie są lipne, Gwiazdeczko. - Rzucił peta na ziemię, przydeptał i odkorkował swoją whisky, żeby napić się łyka. - Ale ten był wyjątkowo spierdolony, chociaż nie do końca w negatywnym całkowicie znaczeniu. Matka posłała mnie na Ostarę, żebym jednej dzioszce kwiaty przyniósł. I jej babcia uznała, że ją podrywam i zaatakowała mnie laską. Ty wiesz kurwa jak ja spanikowałem? No wszystkim można wpierdolić, ale babci?! - Zagestykulował przy tym pokazując teraz ręką przed siebie, jakby ta babcia to stała w ogóle przed nimi i już na końcu słychać było śmiech w jego głosie i widoczne było rozbawienie na jego twarzy. Iiii może by kontynuowali, gdyby nie...
Sauriel puścił whisky, zerwał się z miejsce i obrócił przodem do źródła dźwięku, napięty i zjeżony jak kocur. Tylko że za nimi niczego nie było. Podskoczył i znów się obrócił wraz z kolejnym dźwiękiem - ale ten zaczął rozchodzić się jakby... zewsząd.
Gdyby nie to, że Sauriel się wystraszył nie na żarty w pierwszym momencie to właśnie skinąłby z głosu Victorii. Ale w drugim momencie już ciężko westchnął i się skrzywił.
- Czy my padamy właśnie ofiarą pranku dzieciaków? - To było pierwsze co my przyszło do głowy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.