Zostawienie lekarki samej było kredytem zaufania - tak uważał Sauriel. Ale z oczywistych przyczyn nie można było mówić o tym, żeby przyszła i krzątała się pod nogami. Sprawa miała być szybka, prosta, gładka. Cel sobie smacznie śpi, oni wchodzą, Robert czyni swoje ewentualne czary magiczną pałeczką, Sauriel wchodzi głębiej (to zaczyna niepokojąco brzmieć) i ciach, trach, łokieć pięta nie ma klienta. Plan był zajebiście prosty. Jak już w końcu wszyscy wiemy - Sauriel i Robert lubili proste plany. Bo oznaczyły one, że trudno coś spierdolić, a dla Sauriela pozostawiały wiele miejsca na to, co lubił. Improwizację.
Co było tą najmniejszą przyjemnością to defekty obu panów. Jednego - który nie potrafił się teleportować, bo był złośnikiem w czasach szkolnych i buntownikiem z wyboru (poza tym wizja rozszczepienia go autentycznie przerażała) i drugiego, który po teleportacji zawsze rzygał. Sauriela tylko mdliło, jego żołądek trochę zaprotestował, ale takie przyjemności jak rzygańsko go nie dotyczyło. Dlatego zaplótł ręce na klatce piersiowej i patrzył, jak dumny Pan Śmierciożerca, prawa czy tam lewa ręka (dla Sauriela jedno, obie RĘCE) pochyla się dumnie i wydala z siebie nieodpowiednią drogą swoją kolację. Super romantyczne, normalnie nic tylko teraz dodać "Robercie, zajebałem się w tobie w chuj". Wyznania miłości w tak pięknym stylu co prawda zabrakło, ale wiem też, czego również zabrakło! Ciętych komentarzy. Czarnowłosy był na tyle wspaniałomyślny, żeby na przykład, no nie wiem, nie poklepać Roberta po pleckach jakże WSPÓŁCZUJĄCO. I co, nikt nie powie, że nie był miły, hę?! Powstrzymał się, a to już coś znaczy! I powstrzymałby się zupełnie, gdyby nie to, że Robert postanowił go pośpieszać.
- Nie ociągaj się, Mulciber, to nie miejsce na rzyganie. - Odmruknął, ale ruszył od razu z miejsca. Wcale nie biegiem. Nie było podobno takiego miejsca, do którego Rookwoodowie nie potrafili się bezszelestnie prześlizgnąć. O ile nie miało ono zabezpieczeń. A ten dom już ich nie miał. Dlatego cała reszta była w zasadzie formalnością. Sauriel gładziutko przeszedł w stronę domu i wyciągnął dłoń do drzwi, które cichutko się odkluczyły i rozchyliły. Wszedł do wnętrza, sprawdzając panele pod swoimi nogami i wsłuchując się w tej ciszy w rytmikę domu. Upewniając, czy na pewno wszyscy śpią i czy nie czekają ich tutaj jakieś nieprzewidziane nieprzewidziajki. Niespodzianki potrafiły być fajne, ale niekoniecznie w takich chwilach. Wyglądało na to, że ich cel rzeczywiście spał. Czarnowłosy nie zamierzał tutaj rozglądać się po parterze - od razu zamierzał skierować się na piętro, gdzie w każdym klasycznym, angielskim domu znajdowała się sypialnia.
Rzut na niespodzianki:
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.