29.01.2023, 23:39 ✶
- Myślałem o tym jedynie dwa tysiące pięćset sześćdziesiąt siedem razy w ciągu ostatniego tygodnia.- odparł z porządnym uśmiechem, odsłaniającym już nawet zęby. Przekomarzanie się bardzo mu się podobało, traktował to jako nowe i ulubione hobby. Cieszył się, że przychodziło ono z taką łatwością. Gdyby Fergus zobaczył go podczas rozmowy z Heather, Sophie bądź Brenną to złapałby się za głowę. Różnica między dzisiejszym Castielem a z tamtych dni była nieporównywalna. Dzięki temu spotkaniu będzie miał więcej energii, którą będzie mógł przeznaczyć na cele interakcji społecznych.
- Jest piekielnie inteligentny więc pozostaje tylko czekać aż to stworzy.- potwierdził, myśląc rzecz jasna o Williamie i ich krótkiej acz treściwej wymianie korespondencji, gdzie omawiali ten eliksir. Splatał i rozpłatał ich palce, wchodząc w ten sam etap półświadomości w trakcie tej czynności. W każdej tej sekundzie czuł palące w trzewiach zakochanie. Każdy oddech był tym naładowany, każde muśnięcie i spojrzenie. Pozwalał sobie na ten rodzaj uśmiechu, rozluźnione ramiona, kark i szczerość spozierającą z oczu.
Nie komentował już zdrobnienia, aby nie kusić Fergusa do ponawiania, w jego odczuciu, głupiego streszczenia imienia. To raziło w jego dumę bowiem miało ono dla niego mocne żeńskie brzmienie. Miał nadzieję, że do tego nie będą już wracać bo mają co robić… zostało im dwadzieścia minut.
- Czepiasz się moich przybliżonych obliczeń.- wywrócił oczyma, a uśmiech cały czas utrzymywał się na jego twarzy.
- Ja tylko myślę i planuję na zapas aby wszystko miało ręce i nogi. Wiem ile czasu możemy razem spędzić a kiedy będzie trzeba się rozstać aby twój ojciec nas nie ukatrupił. - wyjaśnił i rozplótł ich ręce po to, aby oprzeć się dłonią o materac, tuż obok jego uda. Tak zdecydowanie wygodniej siedzieć i mu się przyglądać.
- Nie psujesz mi magii, głuptasie.- musnął palcami kawałek jego brody i policzka, zahaczając też o kącik ust.
- Póki sobie nie wybaczę tego zaniedbania to żadne wspomnienie na mnie nie zadziała. Ale możesz mi pomóc stworzyć kilka mocnych.- nie umiał się nie uśmiechać, nawet jeśli nawiązywał do swojego ogólnego samopoczucia i stłumionego, skopanego na dnie serca załamania nerwowego. Teraz nie było to ważne, aktualnie cieszył się i oddychał z ulgą, że mogą chwilę porozmawiać. Wiedział, że tylko teraz - na początku ich związku - będzie zachwycać się każdą wspólną chwilą. Później to zelżeje i ustąpi miejsca uldze na jego widok. To wszystko miało swoją chronologię a więc łapał garściami każdy etap ich relacji. Wyciągnął wnioski z kłótni więc i wyciągnie wnioski z tej rozmowy gdzie obaj wydawali się w pewien sposób szczęśliwi.
Nie przeszkadzał mu gdy ten się zamyślił. Zawiesił wzrok na jego wędrującej dłoni i delektował się ciszą, spokojnym oddechem Fergusa i ciepłem. Uniósł lekko brwi kiedy się podniósł, bez żadnego uprzedzenia. Zdążył cofnąć rękę lecz nim usiadł wygodniej to miał przy ramieniu jego głowę. Zaśmiał się cicho i go objął. Pozycja jaką narzucił nie była dla niego ani trochę wygodna ale nie narzekał. Oparł cały ciężar na łokciu i barku, a wolną rękę wsunął pod jego koszulkę i przesunął dłonią drapiąc go po plecach.
- Cieszę się, że się miło kojarzy. Nie mogę powiedzieć tego samego… czuć od ciebie eliksiry. - znów się roześmiał szeptem, jakby ta chwila nie miła prawa wyjść poza to łóżko.
- Jest piekielnie inteligentny więc pozostaje tylko czekać aż to stworzy.- potwierdził, myśląc rzecz jasna o Williamie i ich krótkiej acz treściwej wymianie korespondencji, gdzie omawiali ten eliksir. Splatał i rozpłatał ich palce, wchodząc w ten sam etap półświadomości w trakcie tej czynności. W każdej tej sekundzie czuł palące w trzewiach zakochanie. Każdy oddech był tym naładowany, każde muśnięcie i spojrzenie. Pozwalał sobie na ten rodzaj uśmiechu, rozluźnione ramiona, kark i szczerość spozierającą z oczu.
Nie komentował już zdrobnienia, aby nie kusić Fergusa do ponawiania, w jego odczuciu, głupiego streszczenia imienia. To raziło w jego dumę bowiem miało ono dla niego mocne żeńskie brzmienie. Miał nadzieję, że do tego nie będą już wracać bo mają co robić… zostało im dwadzieścia minut.
- Czepiasz się moich przybliżonych obliczeń.- wywrócił oczyma, a uśmiech cały czas utrzymywał się na jego twarzy.
- Ja tylko myślę i planuję na zapas aby wszystko miało ręce i nogi. Wiem ile czasu możemy razem spędzić a kiedy będzie trzeba się rozstać aby twój ojciec nas nie ukatrupił. - wyjaśnił i rozplótł ich ręce po to, aby oprzeć się dłonią o materac, tuż obok jego uda. Tak zdecydowanie wygodniej siedzieć i mu się przyglądać.
- Nie psujesz mi magii, głuptasie.- musnął palcami kawałek jego brody i policzka, zahaczając też o kącik ust.
- Póki sobie nie wybaczę tego zaniedbania to żadne wspomnienie na mnie nie zadziała. Ale możesz mi pomóc stworzyć kilka mocnych.- nie umiał się nie uśmiechać, nawet jeśli nawiązywał do swojego ogólnego samopoczucia i stłumionego, skopanego na dnie serca załamania nerwowego. Teraz nie było to ważne, aktualnie cieszył się i oddychał z ulgą, że mogą chwilę porozmawiać. Wiedział, że tylko teraz - na początku ich związku - będzie zachwycać się każdą wspólną chwilą. Później to zelżeje i ustąpi miejsca uldze na jego widok. To wszystko miało swoją chronologię a więc łapał garściami każdy etap ich relacji. Wyciągnął wnioski z kłótni więc i wyciągnie wnioski z tej rozmowy gdzie obaj wydawali się w pewien sposób szczęśliwi.
Nie przeszkadzał mu gdy ten się zamyślił. Zawiesił wzrok na jego wędrującej dłoni i delektował się ciszą, spokojnym oddechem Fergusa i ciepłem. Uniósł lekko brwi kiedy się podniósł, bez żadnego uprzedzenia. Zdążył cofnąć rękę lecz nim usiadł wygodniej to miał przy ramieniu jego głowę. Zaśmiał się cicho i go objął. Pozycja jaką narzucił nie była dla niego ani trochę wygodna ale nie narzekał. Oparł cały ciężar na łokciu i barku, a wolną rękę wsunął pod jego koszulkę i przesunął dłonią drapiąc go po plecach.
- Cieszę się, że się miło kojarzy. Nie mogę powiedzieć tego samego… czuć od ciebie eliksiry. - znów się roześmiał szeptem, jakby ta chwila nie miła prawa wyjść poza to łóżko.