15.02.2025, 16:14 ✶
– Hmm... – zastanowił się przez chwilę. – Szczerze mówiąc, trudno mi tę książkę opisać. Pierwsza połowa to tylko wymienianie płomennych spojrzeń i zachwyty nad urodą typa, w którym zakochała się główna bohaterka. Potem oczywiście mamy sekwencję seksualną, ale pod koniec akcja bardzo przyspiesza. Wiesz, nagle zaczyna się akcyjniak, nawalają w siebie klątwami. Ale nikt ważny nie umiera. Poza jednym gościem, który chyba miał mnie obchodzić, ale przegapiłem ten moment przy czytaniu. Wiesz, odwracały moją uwagę opisy muskularnych ramion ukochanego głównej bohaterki.
Przez chwilę obserwował Monę chodzącą po księgarni. Był urzeczony jej ruchami, tym jak przejeżdżała palcami po grzbietach książek. Czuł się jak bohater jakiegoś nędznego romansidła. Zakochany po uszy, nie mogący oderwać wzroku od swojej sympatii. No, ale dobra! Trzeba było wziąć się za poszukiwania.
Najpierw ogarnął wzrokiem półki, jednak nie znalazł tam czegoś, co by mu powiedziało "jestem książką, która idealnie pasuje do Mony Rowle". A słowa samej kobiety nie pomagały. Poczuł aż ciepło na twarzy, gdy usłyszał tą niesubtelną aluzję.
– Cóż, w takim razie drzwi mojego domu stoją przed tobą otworem – uśmiechnął się do niej szelmowsko.
Nagle w koszyku "Promocja" rzuciła mu się w oczy pewna książka. Była... doskonała. Nosiła tytuł „Pięćdziesiąt smoczych pysków” i miała na okładce dziewoję i zwiewnej sukni przytuloną do smoczopodobnej kreatury.
Icarus podniósł książkę i pokazał ją Monie triumfalnym gestem.
– Co powiesz o tej? To chyba o dragonbornach... Nadal się nimi interesujesz?
Przez chwilę obserwował Monę chodzącą po księgarni. Był urzeczony jej ruchami, tym jak przejeżdżała palcami po grzbietach książek. Czuł się jak bohater jakiegoś nędznego romansidła. Zakochany po uszy, nie mogący oderwać wzroku od swojej sympatii. No, ale dobra! Trzeba było wziąć się za poszukiwania.
Najpierw ogarnął wzrokiem półki, jednak nie znalazł tam czegoś, co by mu powiedziało "jestem książką, która idealnie pasuje do Mony Rowle". A słowa samej kobiety nie pomagały. Poczuł aż ciepło na twarzy, gdy usłyszał tą niesubtelną aluzję.
– Cóż, w takim razie drzwi mojego domu stoją przed tobą otworem – uśmiechnął się do niej szelmowsko.
Nagle w koszyku "Promocja" rzuciła mu się w oczy pewna książka. Była... doskonała. Nosiła tytuł „Pięćdziesiąt smoczych pysków” i miała na okładce dziewoję i zwiewnej sukni przytuloną do smoczopodobnej kreatury.
Icarus podniósł książkę i pokazał ją Monie triumfalnym gestem.
– Co powiesz o tej? To chyba o dragonbornach... Nadal się nimi interesujesz?