• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia

05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#4
15.02.2025, 23:51  ✶  
Nie mieli dużo czasu przed pojawieniem się Victorii, więc starała się zawrzeć niezbędne informacje w powitalnym monologu, jednocześnie odhaczając na niewidzialnej liście kolejne punkty. Jej twarz pozostawała blada i spokojna, chociaż bystre oko dostrzegłoby w tęczówkach cień zdenerwowania. Głównie ze względu na ich bezpieczeństwo, nie swoje własne. Zwilżyła wargi, chcąc mówić dalej, a jej wzrok przesuwał się po twarzy Sauriela z niezwykłą, jak na Cynthię, łagodnością, a może i nawet wdzięcznością. Żadne słowo nie rozbiło się jednak w powietrzu, jedynie brew jej drgnęła i przekręciła głowę nieco na bok, zaskoczona, że w ogóle jej przerywa. Oczywiście z jednej strony zdawała sobie sprawę, jakim typem charakteru był Rookwood, ale z drugiej, nie mieli teraz na to czasu. Musiał słuchać. Miała nadzieję, że posłucha i zapamięta wszystko, aby wszystkie furtki w przypadku jakichkolwiek komplikacji miał otwarte. Los chciał, że zawsze łączyły ich bliskie im osoby — najpierw Stanley, a teraz Victoria.
- Jak to nic Ci nie mówiła? - zapytała jedynie autentycznie zaskoczona, czując, jak palce jej drgnęły i zacisnęły się na kilka sekund na pelerynie, w którą chwilę później wbiła wzrok. To trochę komplikowało cały proces, ale mogła przedstawić plan jeszcze raz, dokładniej niż początkowo planowała, jak Tori się zjawi. Na jego pytanie uśmiechnęła się, a błękitne tęczówki znów wystrzeliły w jego stronę. Merlin jej świadkiem, Sauriel był najbardziej męski w całym jej towarzystwie — odrobinę nieokrzesany, ale wciąż pewny siebie i świadom tego, co powinien zrobić. Może trochę to idealizowała, była jednak przekonana, że obroniłby czarnowłosą kosztem wszystkiego innego. Dysponował tą lojalnością, która była uwarunkowana czymś więcej, niż danym słowem, splątaną z uczuciami i wspomnieniami, które dzielili. Nie był szlachetny, na pewno miał brudne ręce — wszak pił krew, aby przeżyć, wciąż jednak zaangażowanie w ten pomysł zasługiwało na pochwałę. Nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że mógłby chcieć i jej pomóc, bo byłoby to po prostu głupotą. Wydała z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, unosząc na niego wzrok.
-No wiesz, mógłbyś mnie zmienić w wampira, gdyby było źle i miałabym faktycznie umrzeć. - rzuciła głosem lekkim, jasno wskazującym na żart, a potem pokręciła głową. - A tak naprawdę. to bardzo doceniam Twoją chęć pomocy, ale byłoby to zbyt ryzykowne dla Ciebie. Jeszcze by Cię powiązali z moją ewentualną śmiercią i oskarżyli o morderstwo lub babranie się w czarnej magii. Zupełnie niepotrzebne, masz inne rzeczy na głowie i obowiązki względem bliskich nam ludzi. - przerwała na chwilę, a jej palec przesunął po szyi i wskazał na fragment skóry gdzieś pod obojczykiem. - Jestem przygotowana. Gdy będę wiedziała, że z tego nie wyjdę, zaaranżuje to tak, że nie będą w stanie uzyskać z mojego ciała żadnych informacji i uznają, że zbłądziłam. Owszem, ojciec się załamie, ale nie pierwszy i nie ostatni raz.
Wyjaśniła mu z delikatnym wzruszeniem ramion. Znacznie łatwiej było jej manipulować własnymi siłami witalnymi i własnym organizmem, niż grzebać w cudzym. W końcu była swoim pierwszym manekinem do ćwiczeń. Przytaknęła. - Owszem. Poradzisz. Wolę Cię jednak przygotować. Nie będę korzystała z Twojej energii, dopóki nie będzie to konieczne, musisz w razie czego być w formie.
Westchnęła na jego pytanie, jednak nie uciekła spojrzeniem, pozwalając sobie nieco dłużej patrzeć w ciemne oczy mężczyzny. Wiedziała więcej, niż powinna. Znała i dbała o ludzi, którzy powiązani byli z Czarnoksiężnikiem. Jej ojciec brał w tym wszystkim czynny udział, pomagając i zapewniając im zapasy. - O Czarnoksiężniku. - powtórzyła ciszej, na wypadek, gdyby Tori się zbliżała. Wiedziała, że on i tak wszystko usłyszy. - Mam powody przypuszczać — też na podstawie sekcji zwłok, które prowadzę, że jego wiedza i zakres doświadczenia w tej dziedzinie, splątanej dodatkowo z czarną magią sprawia, że on zna sposób, aby zimna się pozbyć. Ostatnie ciała były dotknięte naprawdę... Głębiej. Na źródle.
Wyjaśniła mu, jednocześnie poruszając rękoma i wyciągając je spod ochraniającego przed wiatrem materiału.
- Nie ma. Możesz sprawdzić. Nie naraziłabym w żaden sposób Tori.
Dodała, jakby chciała go uspokoić i gdyby tylko miał życzenie, mógł sprawdzić zaklęciem lub w inny sposób jasną skórę na przedramionach. Nie znalazłby tam jednak niczego poza ewentualnymi siniakami lub małymi krwiakami, których nie miała z wiadomych powodów czasu się pozbyć. Dzisiejsza praca z Rudim była przecież też intensywna.

Drgnęła, gdy kobieta ją objęła i chociaż przez kilka sekund jej ciało się spięło, zaraz oplotła ją rękoma i przytuliła mocno. Kolejny raz brutalna świadomość tego, że nie pozwoli, aby cokolwiek złego spotkało Lestrange, uderzyła jej umysł. Nie było granicy, której by dla niej nie przekroczyła. Były razem chyba zawsze, a już na pewno w momentach, gdy dorastająca dziewczyna potrzebowała matki, której nie miała i znalazła jej cień w siostrze, z którą nie dzieliła jednak krwi. Przymknęła oczy, pozwalając sobie na bezgłośnie zaciągnięcie się zapachem jej skóry oraz perfum, a potem westchnęła, odsuwając się nieco. Głównie dlatego, żeby spojrzeć to na Tori, to na Sauriela. I im dłużej się przyglądała, tym bardziej docierało do niej, jak wiele mają do przejścia — od zimna, poprzez wampiryzm, na który lekarstwa tak ciężko szukała, aż do sprawy uczuć. Zasługiwali na przyszłość i chociaż droga do niej nie była usłana kwiatami, a raczej przypominała cierniowy las, gdzieś tam mogło czekać światło i ciepło. Była dzięki niemu szczęśliwa, była w niego zaangażowana. Chroniła go i chciała uratować, akceptując to, jakim był człowiekiem — wampirem. On mógł jej dać to, czego szukała.
Cynthia uśmiechnęła się na jej pytanie, a potem spojrzała na Rookwooda.
- Tak. Wszystko dobrze. Właśnie mu tłumaczyłam, że w przypadku komplikacji, będzie mi potrzebny jako źródło energii. Nie martw się. - wyjaśniła najpierw, przesuwając kciukiem po skórze jej nadgarstka, gdy już sprawdziła stan jej organizmu. Było trochę gorzej niż w lipcu.
- Wydaje mi się, że przygotowałam wszystko, co jest nam potrzebne, żebyśmy mogli zacząć. Przedstawić wam skrócony plan działania? Będę musiała też narysować Ci na rękach symbole, które pomogą mi sprawniej działać na Twoim źródle. - cofnęła się i obróciła w stronę ławki, gdzie tkwiła duża torba, którą przyniosła. Otworzyła ją, a pierwszą rzeczą, którą wyjęła, był opasły dziennik. - Wybrałam ten cmentarz, bo kilka stuleci temu chowano tutaj czarodziejów i druidów, a kości po ludziach magicznych są w nagłych przypadkach lepszym źródłem do zaczerpnięcia lub raczej do bycia nośnikiem. Mam dwa pomysły, jak sobie poradzić z problemem, który Cię dotknął. Nie chcę korzystać z Sauriela, jeśli nie będę musiała — wybacz mi, że tak przedmiotowo, mój Drogi. Gdyby jednak nastała taka konieczność, przyniosłam Ci przekąskę. Musisz być w pełni sił. Nie sądzę, że to Twoja ulubiona forma posiłku i może nie jest Twoją preferencją smakową — o ile takowe masz, ale mogę to podgrzać do trzydziestu siedmiu stopni. Nie mogłam ryzykować przyprowadzeniem kogoś żywego.- mówiąc, wskazała dłonią na plecak, z którego wystawał worek z krwią. Taką, jaką używano do transfuzji. Był pewnie zbyt dumny, aby z tego skorzystać i nie zamierzała go w żaden sposób propozycją urazić, ale jak pewnie już obydwoje zdążyli zauważyć, jej nerwica natręctw sprawiała, że była przygotowana absolutnie na każdą ewentualność.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (5613), Sauriel Rookwood (1612), Victoria Lestrange (2038)




Wiadomości w tym wątku
05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 10.02.2025, 00:33
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Sauriel Rookwood - 11.02.2025, 23:48
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Victoria Lestrange - 12.02.2025, 00:38
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 15.02.2025, 23:51
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Sauriel Rookwood - 17.02.2025, 18:52
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Victoria Lestrange - 18.02.2025, 22:28
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 22.02.2025, 22:30
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Sauriel Rookwood - 24.02.2025, 23:12
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Victoria Lestrange - 25.02.2025, 15:22
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 30.03.2025, 22:05
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 03.04.2025, 22:42

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa