23.02.2025, 01:02 ✶
To był na 99.9% instynkt, który pozwolił mu na szybki unik. Oczywiście, że nic nie robiła sobie z ojcowskiej reprymendy, bo nikt go w tym domu nie szanował!
— Aaa! Córuś moja, córuś, żeś jedyna, która dba o tego starego ojca! — zaśpiewał.
To prawda, trwała wojna. Julian jednak nauczył się zostawiać pracę za drzwiami domu, a przynajmniej próbował. To przełączanie się między dwoma światami, kiedy wchodził w tryb ojca i męża było wynikiem lat praktyk, które pozwoliły mu na wykształcenie sobie tej umiejętności. Dom był bezpieczną bańką. No teoretycznie, bo Hesia była jednym wielkim, chodzącym przypomnieniem, że robota czekała, ale to nie tak, że robiła to specjalnie. Jego córka po prostu była. I to była jego sikorka. A to zmieniało wszystko. Wracał do domu po najgorszym dniu w pracy, po tygodniu znajdowania trupów, biurokratycznego piekła i przeświadczenia, że Ministerstwo Magii powinno było zostać podpalone, a ona i tak przypomniałaby mu, że robili cos więcej. Na przykład rzucając na niego zaklęcia transmutujące rękawy. Albo przemycając mu kabanosy jakby należeli do Oka. Złapał pęto mięsnych wyrobów w dłonie i uniósł brew.
— Na przeprosiny? Cwaniaro, jak długo to planowałaś? Jeśli myślisz, że można mnie od tak przekupić jedzeniem… — urwał, żeby rozwinąć folię. Niesamowity, niepowtarzalny aromat mięsa uderzył go w nozdrza. — To masz absolutną rację — Julian wziął kęs i westchnął z zadowoleniem. — Jesteś moim ulubionym dzieckiem — stwierdził. Do czasu aż się nie wyda, że wpierdalał pyszniutkie kabanosiki z samego rana. Wtedy zdegradowałby Hestię na drugie miejsce. Zaoferował jej jednego, podsuwając jej pod sam nos jakby robił to z fajką. ¿Quieres? Pewnie jego córa odmówi, więc już ponownie pakował sobie kabanosa do ust.
— Aaa! Córuś moja, córuś, żeś jedyna, która dba o tego starego ojca! — zaśpiewał.
To prawda, trwała wojna. Julian jednak nauczył się zostawiać pracę za drzwiami domu, a przynajmniej próbował. To przełączanie się między dwoma światami, kiedy wchodził w tryb ojca i męża było wynikiem lat praktyk, które pozwoliły mu na wykształcenie sobie tej umiejętności. Dom był bezpieczną bańką. No teoretycznie, bo Hesia była jednym wielkim, chodzącym przypomnieniem, że robota czekała, ale to nie tak, że robiła to specjalnie. Jego córka po prostu była. I to była jego sikorka. A to zmieniało wszystko. Wracał do domu po najgorszym dniu w pracy, po tygodniu znajdowania trupów, biurokratycznego piekła i przeświadczenia, że Ministerstwo Magii powinno było zostać podpalone, a ona i tak przypomniałaby mu, że robili cos więcej. Na przykład rzucając na niego zaklęcia transmutujące rękawy. Albo przemycając mu kabanosy jakby należeli do Oka. Złapał pęto mięsnych wyrobów w dłonie i uniósł brew.
— Na przeprosiny? Cwaniaro, jak długo to planowałaś? Jeśli myślisz, że można mnie od tak przekupić jedzeniem… — urwał, żeby rozwinąć folię. Niesamowity, niepowtarzalny aromat mięsa uderzył go w nozdrza. — To masz absolutną rację — Julian wziął kęs i westchnął z zadowoleniem. — Jesteś moim ulubionym dzieckiem — stwierdził. Do czasu aż się nie wyda, że wpierdalał pyszniutkie kabanosiki z samego rana. Wtedy zdegradowałby Hestię na drugie miejsce. Zaoferował jej jednego, podsuwając jej pod sam nos jakby robił to z fajką. ¿Quieres? Pewnie jego córa odmówi, więc już ponownie pakował sobie kabanosa do ust.