Nie mieli czasu na sprzeczanie się, na durne docinki. Choć Robert był zirytowany zaistniałą sytuacją, ograniczył się jedynie do spojrzenia mówiącego: zapamiętam to sobie. Musieli działać i to na tym się skupił. Najpierw zdjął zabezpieczenia, a następnie ruszyli razem z wampirem w kierunku drzwi wejściowych. Te Sauriel bez problemu zdołał otworzyć prostym zaklęciem, umożliwiając im wkroczenie do środka.
Domostwo nie było szczególnie duże. Piętrowy budynek składający się z czterech pomieszczeń na parterze oraz trzech kolejnych na piętrze. Panujące w środku ciemności, utrudniały zorientowanie się w tym, co gdzie się znajdywało. Przez chwilę. Stosunkowo szybko Robert zdecydował się na wykorzystanie zaklęcia lumos. Jasne światło pozwoliło im się w tym i owym rozeznać. Na prawo była kuchnia, na lewo zamknięte pomieszczenie. Idąc do przodu dostać można było się na schody, po bokach były dwa kolejne pomieszczenia. Żadne z nich oczywiście nie pełniło funkcji sypialni.
Nie mieli czasu na to, aby wszystko dokładniej sprawdzić. Może innym razem. Może później. Całkiem prawdopodobne, że budynek krył sporo informacji, które byłyby dla nich więcej niż przydatnymi. Robert nie zastanawiał się zbyt długo, obierając za swój cel schody. Jeden krok, drugi. Podłoga zaskrzypiała. Przy panującej ciszy, miało się wrażenie, iż było to niemiłosiernie głośne. Zatrzymał się. To samo nakazał swojemu towarzyszowi. Przez chwilę nasłuchiwał. Czy nie zwróciło to na nich uwagi? Nie wyglądało na to. Ruszył więc dalej, ostrożnie stawiając kroki na kolejnych schodkach. Te uginały się nie znacznie. Na każdy krok odpowiadały cichym skrzypieniem.
Nie. Tak nie może być. Tu było potrzeba zaklęcia wyciszającego i na właśnie takie postawił Mulciber. Na chwilę zniknęło światło ułatwiające im poruszanie się. Cicho wypowiedziane słowo, ruch nadgarstkiem, rozbłysk.
Możliwe, że powinien był zostawić to Saurielowi. Prawda jest jednak taka, że nawet o tym nie pomyślał.
- Lumos. - padło kolejny raz z jego ust. Teraz już nieszczególnie starał się zachować ciszę, choć też nie można powiedzieć, żeby był bardzo głośny. Nie spodziewał się, że ofiara może ich nakryć; że będzie się bronić przed napaścią.
A powinien był.
Dobrze przecież wiedział, że ostrożność to podstawa.
- Jeden krok i poleci zaklęcie. - dało się usłyszeć słowa, wypowiedziane kiedy zaczęli się zbliżać w stronę drzwi. Zachrypnięty głos należał do Ulricha, który na ich nieszczęście nie spał smacznie w łóżku. Nie zdołali go zaskoczyć jak to zakładał plan. Zabrakło szczęścia. Konieczne stało się przejście do planu B.
rzut na zwrócenie na siebie uwagi za sprawą skrzypiącej podłogi, schodów