24.02.2025, 22:15 ✶
07.09.72
Droga Lorraine,
doceniam poetycką analogię sztuki i artysty, życia i śmierci. Trudno odmówić jej pewnej słuszności; jak artysta jest przyczyną sztuki, tak życie jest przyczyną śmierci. Mam jednakże nadzieję, że żyję w świecie — i taką właśnie wyznaję jego wizję — w którym Twoje porównanie jest nieuprawnionym. Jeśli tylko mam taką sposobność, preferuję pozostawanie w domenie spójnych, jednoznacznych definicji. Oddzielam tym samym śmierć od życia tak samo, jak oddziela się cząstka od antycząstki, materia od antymeterii, ruch od bezruchu. W słowach najzwięźlejszych: uważam je za stany sprzeczne i dopełniające się. Wszędzie tam, gdzie nie ma życia, jest śmierć. Wszędzie tam, gdzie nie ma śmierci, jest życie.
Za osobną sprawę uznaję śmiertelność duszy a śmiertelność ciała. Dowodzić nie sposób, czy ducha można unicestwić. Możemy rozszczepić go, uwięzić, przyzwać, lecz czy zniszczyć? Są przesłanki za tym, że nie. Śmierć ciała stwierdzić można — w dzisiejszych czasach — niemal bezbłędnie i w miarę jednoznacznie. Obowiązuje przeto definicja, nie godzi się zacierać tej granicy, odmawiać kresu ludzkiej wędrówki. Potrzebujemy tej linii, potrzebujemy tej definicji i innych pojęć elementarnych, aby nie wprowadzać chaosu do naszego porządku.
Spoglądasz w jedną stronę — życie, spoglądasz w drugą — śmierć. Gdzie więc znajduje się odcięcie? Ty i ja często patrzymy na rzecz, stojąc dokładnie na nim, dlatego trudno nam je dostrzec. Przykładam jednak dużą uwagę do tego, aby o jego istnieniu pamiętać.
Rozróżnienie między życiem a śmiercią, jak i granica między Limbo a światem nam znanym, istnieją i istnieć muszą absolutnie, bezwzględnie. Przekraczać te granice można w obie strony, to prawda, lecz pojęciowe ich zatarcie bądź przerwanie w sensie materialnym odbędzie się ze szkodą dla nas.
Pytasz, czym się ostatnio zajmowałem. Odwiedziłem Polanę Ognisk, widziałem szczelinę między nami a Limbo. Już ta wyrwa, choć stosunkowo niewielka, potrafi zbudzić w człowieku głęboki niepokój.
Wydało mi się, że widziałem coś tamtego dnia, że sięgnąłem niemal przez szczelinę, lecz urwało się to, ledwie spróbowałem skupić wzrok. Mógłbym jednak przysiąc Ci, że coś tam było, że zatrzasnęło się tuż przed moim nosem. Masz rację w tym, że śmierć jest zazdrosna, lecz nie o moje spojrzenie, a o swoje sekrety. Gdyby mogła, wyłupiłaby mi oczy.
W akcie tworzenia obie, śmierć i życie, są obecne, lecz nie przenikają się, a wypierają nawzajem. Tam, gdzie powstać ma życie, musi zrobić miejsce anty-życie, śmierć. Współistnieją one ściśle tuż obok siebie, lecz nie sposób ich złączyć w jedno.
Jeśli podążyć za Twoją spekulacją, jakobyśmy na świat przychodzili z przyrodzoną starością w myśl orfickiej idei, ghoulka byłaby na jeszcze tragiczniejszej pozycji. Byłaby nie tylko uwięzionym potencjałem, ale i przeszłością stłamszoną w martwej klatce sześcioletniej głowy. Miejmy nadzieję, że nie tak stworzony jest świat.
Jak i ty, nie wątpię w duszę Fridy; czyni ona tę dziecięcą sztukę tym cenniejszą. Oto granica życia i śmierci, którą możesz dojrzeć, Lorraine. Wymowniejszej niż ghoul nie znajdziesz — żywy duch w martwym ciele. Martwe paluszki, które można dowolnie przyszywać niczym kukiełce, a jednak wychodzi spod nich sztuka będąca wyrazem żywej duszy; życie przemawia przez martwe usta. Przyjrzyj się jej, Lorraine. Frida nie jest złączeniem, a kontrastem. Przez nią przebiega odcięcie.
Nie mogę się doczekać obejrzenia jej prac na Twoich ścianach.
Wzbraniam się przed określeniem siebie starym. Jest we mnie starość, ale ja jestem młody i tylko dzięki tej młodości mam siłę ją dźwigać.
Niosę cudzą starość, a choć uginam się pod nią, to każdego dnia dorastam do niej i ciąży mniej.
Od urodzenia patrzę w przyszłość, samo to dodaje duszy ciężaru lat, których nie przeżyło się, a jednak dźwigać je trzeba. Młodo straciłem ojca, a gdy on odszedł, na mnie spadła jego starość i choć spadła za wcześnie, czułem się zawsze w obowiązku ją zabrać. Właściwie, chciałem wziąć jej, ile tylko byłem w stanie i ponad to; zachować w sobie jak najwięcej z ojca. Tyle on żyje, ile mnie i matce udało się ponieść z jego pamięci oraz tożsamości. Gdy zniknęła matka, wziąłem na siebie i jej starość. Niosę od wtedy oboje ich. To ich starość widzieć możesz we mnie, lecz ja sam jestem młody i nie wymieniam jeszcze różdżki na kostur.
Nie sposób jednak nie schylić pleców pod tym ciężarem, upodobnić chłopca do starca. Szczęściem jestem jeszcze w wieku, w którym dni dodają mi siły i jest szansa, że kiedyś stanę prosto. A przynajmniej na tyle prosto, na ile jasnowidz objuczony wielością czasów stanąć może.
Potem — gdy przyjdzie starość, moja własna tym razem — znów schylę się ku ziemi i aby ulżyć sobie, zacznę rozdawać tę swoją starość młodym. Może przypałęta się jakiś ambitny uczeń, który wziąłby ciężar z moich pleców, jak ja teraz na moich mam ciężar cudzy. Oddam wówczas tę starość swoją, starość wieków, którą przyjąłem. Oddam również tę najsilniejszą część ojca mojego i matki; tę część, która udowodni swoją wartość przez próbę czasu. Mam nadzieję, że rozdam wszystko to i gdy wybije moja godzina, odejdę lekki.
W innym razie zajdzie niebezpieczeństwo, że umrę jako mędrzec, a powiadają, że duchy mędrców wędrować będą po kres świata. Lubię wędrować, kochana, ale komu by się chciało aż tyle : )
Dziękuję za przestrogę odnośnie Charlesa. Do tej pory zaobserwować mogłem z całą pewnością, że jest skrajnie naiwny i podatny na manipulacje, i to tę najprymitywniejsze. Bałem się od początku przede wszystkim tego, że stanie się czyimś narzędziem i w ten sposób zaszkodzi Prawom Czasu. Jego samego o żadne knowania i intrygi raczej nie posądzam. Teraz, gdy wspominasz o umiłowaniu przemocy, zaczynam nabierać przekonania, że zawitała w progi kamienicy tykająca bomba. Z pewnością będę miał na niego baczniej oko i pod tym względem.
Nie martwmy się natomiast na zapas, mistrzowi Dolohovowi przyniósł na razie tylko świecę-ciastko.
Cieszę się, że umykam Twojej złośliwości. Obawiam się, że mógłbym nie unieść jej, gdybym doświadczył jej w pełnej krasie.
Peregrin
PS
Mam nadzieję, że nie pogniewasz się o nieco polemiczny charakter listu.
Zdaje się, że uwiera mnie nieokreśloność i potrzebuję systematyzacji.
Możliwe też, że za często przygotowuję i analizuję odczyty, wykłady oraz artykuły, za rzadko sięgam po poezję.
PPS
Mam nadzieję, że ta McKinnonówna to nie Ambrosia.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie