Było coś niezwykle frustrującego w tym... wydarzeniu. W tym spotkaniu. Coś niezwykle przyjemnego. I irytującego. Oba na raz. Frustracja nasilała się przy rozmowach, bo konieczność wyjaśnienia stolarzowi, czego się potrzebowało, stała się nagle udręką pokazującą, jak z leniwego "dobry" przejść do "kurwa nie słuchasz mnie!". Ano - stolarz słuchał. Z wielkimi jak spodki oczami, tylko miał sam problem pozbierać myśli, bo niecodziennie odwiedzał go w pracy chodzący trup z miną, jakby zaraz miał ci odjebać łeb. W swoich przekonaniach nie mógł być dalszy i bliższy od prawdy zarazem - Sauriel nie odjebałby mu teraz łba! Przecież przyszedł tutaj z Victorią, to ona była taka miła, że tak szybko mu załatwiła spotkanie! Bardzo pomocne, bo pewnie by się trochę zbierał z tym, albo w końcu by nazgarniał jakichś gratów z domu jakiegoś nieboszczka... A bliski prawdy był dlatego, że groziłoby mu to, gdyby Victorii tutaj nie było. Jej obecność została też nieoceniona w kwestii bardzo prostej - znalezienia wspólnego języka. Czasem tłumacz z języka angielskiego na angielski był równie nieoceniony co dobre cygaro do whiskey. Nie żeby Sauriel szczególnie lubił cygara - były znacznie mniej poręczne od papierosów i leżały dobrze w dłoniach tylko wtedy, kiedy miałeś na sobie garnitur za milion dolarów. Inaczej były zwyczajnie smętnymi dodatkami mówiącymi o tym, jak bardzo chcesz być kimś - a kurwa nie możesz.
- UUUUCH... Jeszcze pytasz! - Frustracja. Wkurwienie. Może ulga? Nie, jeszcze nie. Ulga będzie, jak te meble się pojawią. Lecz - satysfakcja. Dokładnie było tak, jak Victoria o tym myślała - to była samodzielność. Bazgranie swojej historii po wszystkich kartkach i marginesach tylko dlatego, że się, kurwa, chciało! Że się mogło! Nie okazywał tego teraz, bo chwilowo był za bardzo sfrustrowany tym, że jednak to nie było takie proste, jak zakładał. Że pójdzie, powie, że mu mebli potrzeba - TAKICH PROSTYCH! I sprawa zamknięta. Pojawiło się tak wiele elementów, pytań, dopytywania o kolory... KOLORY! Jak to JAKIE KOLORY! W tamtym momencie załamał ręce i już szukał ratunku wzrokiem u Victorii. PASUJĄCE kolory, no jakie miały inne być! Ciemne! Ciemne kurwa jakieś, byle jasna dupa nie świeciła mu po oczach nocą... - Wali gównem. - Niuchnął, zmarszczył nos i rozejrzał się po okolicy. Więc sięgnął po fajkę, żeby sobie ją odpalić. - Niby swój smród, a jednak jakby inny. - Mruknął, błyskając w mroku wieczoru krańcem rozpalanego papierosa. - To mnie tu nie zgub, bo się inaczej zgubię. - Jak to filozofowie rzekli pewnego dnia. Nie to, że teraz - Z TELEPORTACJĄ, HA! Nie dotarłby do serca Londynu, ale bardzo byłoby to konfundujące.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.