28.02.2025, 13:35 ✶
— Jak się człowiek zakocha… to każdy jest nastolatkiem… Johnny — burknął Woody w odpowiedzi na ten oburzający przejaw braku samoświadomości u Jonathana Selwyna. Nie ma w końcu na świecie stanu gorszego i bardziej zaślepiającego niż miłość, uczy się o tym już dzieci. — A ile to się niby znacie, że się… eee, znacie dobrze? Co to w ogóle był za romans? Szybki numerek co parę nocy czy coś ten tego? Jakby bardziej twój mąż? — mamrotał te swoje pijackie teorie, marszcząc mocno brwi, jakby próbował sam ocenić, który wariant bardziej pasuje do kolegi. Niestety wyniki rozumowania były niekonkluzywne.
Jeśli idzie o zawartość spodni, pijanemu nie trzeba było wcale wprost o czymkolwiek wspominać. Otumaniony umysł funkcjonował na zasadzie luźnych skojarzeń. Pe jak pedał, ale i pe jak penis. Oba wypełniały warunek, a nawet leżały dość blisko siebie. Stąd członki naturalnie utorowały sobie drogę do głowy Longbottoma i wyszły ustami bez filtra.
— A i tu się mylisz. Będziemy rozmawiać, o czym chcę — zawyrokował władczo, wyciągając się w fotelu. Absolutnie był niezrażony tym, że na jaw wyszło jego małe zainteresowanie. Nie da się przecież stary skrępować przyzwoitości, toteż bez oporów potwierdził: — Tak. Naturalnie interesował mnie członek Anthony’ego. W kontekście zawodów. Próbowałem zasięgnąć informacji u Morpheusa, ale… yhhh. Nie wiem. Może nie wiedział. Wiedział, ale nie powiedział? No nic to, już nieważne, nieważne. Skoro wszyscy się zgodnie zapieracie, że on z nią nie, to nie, nie będę drążył. Ale tak sądzę, taka chudzina z niego, to co tam może… no nie, nieważne naprawdę.
Nie zamierzał drążyć tematu Tessy tego wieczora. Nie czuł się gotowy na tę rozmowę, zapewne wybełkotałby parę dyrdymałów i spróbował jak najszybciej zmienić kurs dyskusji. O ile dyskusją można było nazwać tę rozmowę.
Gdy usłyszał, że jest dobrym przyjacielem, aż wstał ze wzruszenia i rozłożył ramiona, jakby miał lada chwila zamknąć Selwyna w serdecznym niedźwiedzim uścisku, lecz pohamował go dzielący ich stół. Zakręciło mu się przy tym w głowie, więc nie kłopotał się już ponownym siadaniem, a jedynie wsparł dłońmi o krawędź blatu i wysilił pamięć, szukając w jej zakamarkach tych magazynów.
— Te… a że te magazyny? Myślałem, że to Tessa wzięła na mnie. — Prychnął pod nosem i zachichotał. — No, muszę ci podziękować, panie Selwyn. Zawsze lubiłem ten dodatek o modzie mugolskiej na końcu numeru. Bez ciebie bym się nie dowiedział o sztruksach, dzwonach i kowbojkach. — Uchylił w jego stronę kapelusza w geście uznania, po czym wyszedł zza biurka i skinął na niego łapą. — Chodź, wstawaj. Idziemy na dół sprawdzić, co tam u szczura.
Jeśli idzie o zawartość spodni, pijanemu nie trzeba było wcale wprost o czymkolwiek wspominać. Otumaniony umysł funkcjonował na zasadzie luźnych skojarzeń. Pe jak pedał, ale i pe jak penis. Oba wypełniały warunek, a nawet leżały dość blisko siebie. Stąd członki naturalnie utorowały sobie drogę do głowy Longbottoma i wyszły ustami bez filtra.
— A i tu się mylisz. Będziemy rozmawiać, o czym chcę — zawyrokował władczo, wyciągając się w fotelu. Absolutnie był niezrażony tym, że na jaw wyszło jego małe zainteresowanie. Nie da się przecież stary skrępować przyzwoitości, toteż bez oporów potwierdził: — Tak. Naturalnie interesował mnie członek Anthony’ego. W kontekście zawodów. Próbowałem zasięgnąć informacji u Morpheusa, ale… yhhh. Nie wiem. Może nie wiedział. Wiedział, ale nie powiedział? No nic to, już nieważne, nieważne. Skoro wszyscy się zgodnie zapieracie, że on z nią nie, to nie, nie będę drążył. Ale tak sądzę, taka chudzina z niego, to co tam może… no nie, nieważne naprawdę.
Nie zamierzał drążyć tematu Tessy tego wieczora. Nie czuł się gotowy na tę rozmowę, zapewne wybełkotałby parę dyrdymałów i spróbował jak najszybciej zmienić kurs dyskusji. O ile dyskusją można było nazwać tę rozmowę.
Gdy usłyszał, że jest dobrym przyjacielem, aż wstał ze wzruszenia i rozłożył ramiona, jakby miał lada chwila zamknąć Selwyna w serdecznym niedźwiedzim uścisku, lecz pohamował go dzielący ich stół. Zakręciło mu się przy tym w głowie, więc nie kłopotał się już ponownym siadaniem, a jedynie wsparł dłońmi o krawędź blatu i wysilił pamięć, szukając w jej zakamarkach tych magazynów.
— Te… a że te magazyny? Myślałem, że to Tessa wzięła na mnie. — Prychnął pod nosem i zachichotał. — No, muszę ci podziękować, panie Selwyn. Zawsze lubiłem ten dodatek o modzie mugolskiej na końcu numeru. Bez ciebie bym się nie dowiedział o sztruksach, dzwonach i kowbojkach. — Uchylił w jego stronę kapelusza w geście uznania, po czym wyszedł zza biurka i skinął na niego łapą. — Chodź, wstawaj. Idziemy na dół sprawdzić, co tam u szczura.
piw0 to moje paliwo