28.02.2025, 22:15 ✶
Nie spodziewał się tego, w jaki sposób Scylla zinterpretuje słowa Lyssy o ledwo skończonej szkole. Peregrin nie mógł powstrzymać rozbawionego parsknięcia, które natychmiast zakamuflował, zasłaniając usta dłonią. Nie chciał, żeby któraś z dziewczyn poczuła, że to śmiech wymierzony w nią, ale—
Och, Matko, komizm sytuacji wziął go z zaskoczenia.
— Nie mam padaczki — sprostował, a na jego twarzy wciąż zdradliwie tańczył uśmiech, wprawiając kąciki ust w drgania. — Lyssa próbuje mi dogryźć. Co oczywiście nie działa.
Czy zaś faktycznie łączyła go ze Scyllą jakaś wyjątkowa nić? Z pewnością inna niż z Lyssą. Dolohówna przypominała mu pod wieloma kątami samego Vakela, lecz nie miała przewagi tego czasu, który Peregrin spędził z jej ojcem, oswajając się z jego obecnością. Czasami wróżbita nie był pewny, kiedy ta dziewczyna z niego kpi, kiedy mówi poważnie. Próbowała wciągać człowieka w labirynty swoich kaprysów, co potrafiło być oczywiście interesujące i angażujące, ale rodziło pewną ostrożność. Scylla z kolei uosabiała archetyp właściwy kobietom, które zajmowały najważniejsze miejsca w życiu Trelawneya. Nawet widział w niej troszeczkę z siebie. Na poczet tego z góry otrzymała — może naiwny — kredyt jego zaufania (w granicach rozsądku).
Peregrinus westchnął tylko, kiedy jego krzesło zostało bezdusznie skrytykowane.
— Zatem zejdź — zachęcił, aby Lyssa ukróciła samodzielnie cierpienia, jakich doświadczała w jego fotelu. Nie zamierzał jednak wcale żarliwie o mebel z nią walczyć. Ani o mebel, ani o ten nieszczęsny list. Przepychanki z nastolatką mu jeszcze tylko brakowało, jasne. Przysiadł więc na skraju swojego biurka, odszukał paczkę papierosów i odpalił jednego, słuchając strumienia myśli Scylli.
Nie miał pojęcia o Eurydyce, ale nie oburzył go wcale fakt, że Greyback wizytowała na Ścieżkach. Było to dla niego w pewnym sensie fascynujące, gdy myślał o ciemnych uliczach pełnych brzydkich sekretów niedostępnych dla przeciętych obywateli. Sam bowiem do takich przeciętnych się zaliczał od zawsze — porządny chłopiec z porządnej rodziny. W innej rzeczywistości słuchałby jako nastolatek Patointeligencji i larpował pod blokiem gangstera, a potem w panice próbował wywietrzyć bluzę z papierosów, żeby mama nie wyczuła. W swoim świecie mógł sobie natomiast pomarzyć o tym, co też za złowrogie i pociągające tym samym arkana magiczne praktykuje się na Ścieżkach.
— Byłaś tam? — zapytał mimochodem, ciekaw, czy może Scylla ma coś do dodania na ten temat.
Pomysł widmowidzenia listu w pierwszej chwili wcale mu nie przypadł do gustu. O ironio, dopiero co napisał potencjalnej klientce, że bardzo poważnie podchodzi się w Prawach Czasu do poszanowania prywatności. Tymczasem miał się odbyć pod jego nosem taki figiel. Już miał przemówić przez Peregrinusa wewnętrzny niszczyciel dobrej zabawy, ale, hej, co najgorszego mogło z tego wyniknąć? Kobiecina nigdy się o tym nie dowie, a oni może we troje pośmieją się na koniec dnia z jakiejś starej baby, która smarowała w pocie czoła list do Mistrza Dolohova, siedząc w swojej sypialni w samych majtach i papilotach.
I jak wygodnie się to wszystko składało — świeczek nie trzeba było daleko szukać, bo Scylla miała ich pod ręką cały karton. Ojca w domu nie było. Żadnych przeszkód na horyzoncie.
— Prosiłem, żebyś to oddała — mruknął Trelawney, wyłącznie jednak dla okazania swojej formalnej dezaprobaty. Nie oczekiwał zwrotu listu w sposób tak oczywisty, że nie mogła ta intencja umknąć nawet Scyllce. Popatrzył zamiast tego na Lyssę wyczekująco i skinął fajką w stronę kartonu ze świeżymi zakupami. — Działaj. — Bo sam zaczynał być ciekawy, czy coś z tego wyniknie.
Och, Matko, komizm sytuacji wziął go z zaskoczenia.
— Nie mam padaczki — sprostował, a na jego twarzy wciąż zdradliwie tańczył uśmiech, wprawiając kąciki ust w drgania. — Lyssa próbuje mi dogryźć. Co oczywiście nie działa.
Czy zaś faktycznie łączyła go ze Scyllą jakaś wyjątkowa nić? Z pewnością inna niż z Lyssą. Dolohówna przypominała mu pod wieloma kątami samego Vakela, lecz nie miała przewagi tego czasu, który Peregrin spędził z jej ojcem, oswajając się z jego obecnością. Czasami wróżbita nie był pewny, kiedy ta dziewczyna z niego kpi, kiedy mówi poważnie. Próbowała wciągać człowieka w labirynty swoich kaprysów, co potrafiło być oczywiście interesujące i angażujące, ale rodziło pewną ostrożność. Scylla z kolei uosabiała archetyp właściwy kobietom, które zajmowały najważniejsze miejsca w życiu Trelawneya. Nawet widział w niej troszeczkę z siebie. Na poczet tego z góry otrzymała — może naiwny — kredyt jego zaufania (w granicach rozsądku).
Peregrinus westchnął tylko, kiedy jego krzesło zostało bezdusznie skrytykowane.
— Zatem zejdź — zachęcił, aby Lyssa ukróciła samodzielnie cierpienia, jakich doświadczała w jego fotelu. Nie zamierzał jednak wcale żarliwie o mebel z nią walczyć. Ani o mebel, ani o ten nieszczęsny list. Przepychanki z nastolatką mu jeszcze tylko brakowało, jasne. Przysiadł więc na skraju swojego biurka, odszukał paczkę papierosów i odpalił jednego, słuchając strumienia myśli Scylli.
Nie miał pojęcia o Eurydyce, ale nie oburzył go wcale fakt, że Greyback wizytowała na Ścieżkach. Było to dla niego w pewnym sensie fascynujące, gdy myślał o ciemnych uliczach pełnych brzydkich sekretów niedostępnych dla przeciętych obywateli. Sam bowiem do takich przeciętnych się zaliczał od zawsze — porządny chłopiec z porządnej rodziny. W innej rzeczywistości słuchałby jako nastolatek Patointeligencji i larpował pod blokiem gangstera, a potem w panice próbował wywietrzyć bluzę z papierosów, żeby mama nie wyczuła. W swoim świecie mógł sobie natomiast pomarzyć o tym, co też za złowrogie i pociągające tym samym arkana magiczne praktykuje się na Ścieżkach.
— Byłaś tam? — zapytał mimochodem, ciekaw, czy może Scylla ma coś do dodania na ten temat.
Pomysł widmowidzenia listu w pierwszej chwili wcale mu nie przypadł do gustu. O ironio, dopiero co napisał potencjalnej klientce, że bardzo poważnie podchodzi się w Prawach Czasu do poszanowania prywatności. Tymczasem miał się odbyć pod jego nosem taki figiel. Już miał przemówić przez Peregrinusa wewnętrzny niszczyciel dobrej zabawy, ale, hej, co najgorszego mogło z tego wyniknąć? Kobiecina nigdy się o tym nie dowie, a oni może we troje pośmieją się na koniec dnia z jakiejś starej baby, która smarowała w pocie czoła list do Mistrza Dolohova, siedząc w swojej sypialni w samych majtach i papilotach.
I jak wygodnie się to wszystko składało — świeczek nie trzeba było daleko szukać, bo Scylla miała ich pod ręką cały karton. Ojca w domu nie było. Żadnych przeszkód na horyzoncie.
— Prosiłem, żebyś to oddała — mruknął Trelawney, wyłącznie jednak dla okazania swojej formalnej dezaprobaty. Nie oczekiwał zwrotu listu w sposób tak oczywisty, że nie mogła ta intencja umknąć nawet Scyllce. Popatrzył zamiast tego na Lyssę wyczekująco i skinął fajką w stronę kartonu ze świeżymi zakupami. — Działaj. — Bo sam zaczynał być ciekawy, czy coś z tego wyniknie.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie