01.03.2025, 16:27 ✶
— Może i masz tragiczne poczucie humoru, ale przynajmniej jesteś rozbrajająco uroczy — spojrzała się i przechyliła głowę w bok. — Właściwie o jakich środkach myślałeś, Icarusie? Ogień… — potarła swój podróbek lewa ręka w geście głębokiego zamyślenia, zważyła słowo, a potem podniosła brew i walnęła: — Czyli sugerujesz, że mam się podpalić? No wiesz co.
Mona słuchała jego wywodu, na jej twarzy cały czas utrzymywał się szeroki i szczery uśmiech. Parsknęła śmiechem w trakcie. Icarus był taki Icarusowy. Ten potok słów, ta skłonność do grzebania się we własnych żartach, do rozbrajającej autoironii, a do tego… Ttak bardzo zapragnęła, żeby na powrót był jej. I już miała właściwie się wtrącić, ale na tytuł i dalszy opis jedynie wydała z siebie dźwięk, który mógł być śmiechem i cichym jękiem rozpaczy. Książka prawie była o nich. Ogień włoskiej duszy co prawda nie płynął w jego żyłach, ale biorąc pod uwagę skłonność Prewettów do dramatyzowania to może zamiast ogiera i kowboja mieli po prostu niesfornego abraksana? Bo raczej nie klacz.
— Muszę cię zmartwić, bo żaden kowboj nie pojawił się w moim życiu. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale jeśli chcesz być moim ogierem, konkurencję masz z głowy — odparła dziwnym zlepkiem słów, zwierzęcych metafor i końskich żartów, a tak naprawdę to serce zabiło jej szybciej. Nie, Ari. Nie ma nikogo. Odchrząknęła, żeby odrobinę przywrócić się do porządku. — Rozpraszasz mnie, a miałam coś dla ciebie wybrać. Moja książka dla ciebie musi być lepsza niż twoja dla mnie — odparła. Jego bliskość miała na nią największy wpływ, a przecież upojenie nie było jej obce, lecz nie było to ani alkohol, ani magia. Mózg miała trochę jak z waty, nogi również ślimaczyły się pod nią, kiedy zanurkowała głębiej między regałami książek. A potem zobaczyła literkę D. No jasne! Dlaczego od razu na to nie wpadła? Parę minut chwil i wepchnęła mu „Trzy nocy w Keannwood” w dłonie.
— To książka dla ciebie.
Mona słuchała jego wywodu, na jej twarzy cały czas utrzymywał się szeroki i szczery uśmiech. Parsknęła śmiechem w trakcie. Icarus był taki Icarusowy. Ten potok słów, ta skłonność do grzebania się we własnych żartach, do rozbrajającej autoironii, a do tego… Ttak bardzo zapragnęła, żeby na powrót był jej. I już miała właściwie się wtrącić, ale na tytuł i dalszy opis jedynie wydała z siebie dźwięk, który mógł być śmiechem i cichym jękiem rozpaczy. Książka prawie była o nich. Ogień włoskiej duszy co prawda nie płynął w jego żyłach, ale biorąc pod uwagę skłonność Prewettów do dramatyzowania to może zamiast ogiera i kowboja mieli po prostu niesfornego abraksana? Bo raczej nie klacz.
— Muszę cię zmartwić, bo żaden kowboj nie pojawił się w moim życiu. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale jeśli chcesz być moim ogierem, konkurencję masz z głowy — odparła dziwnym zlepkiem słów, zwierzęcych metafor i końskich żartów, a tak naprawdę to serce zabiło jej szybciej. Nie, Ari. Nie ma nikogo. Odchrząknęła, żeby odrobinę przywrócić się do porządku. — Rozpraszasz mnie, a miałam coś dla ciebie wybrać. Moja książka dla ciebie musi być lepsza niż twoja dla mnie — odparła. Jego bliskość miała na nią największy wpływ, a przecież upojenie nie było jej obce, lecz nie było to ani alkohol, ani magia. Mózg miała trochę jak z waty, nogi również ślimaczyły się pod nią, kiedy zanurkowała głębiej między regałami książek. A potem zobaczyła literkę D. No jasne! Dlaczego od razu na to nie wpadła? Parę minut chwil i wepchnęła mu „Trzy nocy w Keannwood” w dłonie.
— To książka dla ciebie.