Vi,
Niby wiem, że zaraz zapomną, że za tydzień nie będzie to jakiś szczególnie emocjonujący temat... Ale teraz nie wiem jak wytrzymam resztę dnia tutaj. Najchętniej aportowałabym się najdalej stąd, byle nie musieć mierzyć się ze wzrokiem pełnym politowania na to co się stało. Przecież nie jestem taka stara, żebym musiała już teraz natychmiast wychodzić za mąż! Na dodatek zaczynam dostawać listy i szczerze to się zaczynam martwić czy nie ruszyła jakaś lawina, ale w najgorszym wypadku schowam się gdzieś i to zwyczajnie przeczekam. Póki nie nabiorę do tego jakiegokolwiek dystansu to albo się wścieknę na te przytyki albo popłacze.
Ogólnie to jakoś sobie poradzę, tak myślę. Tylko wiesz co? Czy masz kogoś do kogo mogłabym się odezwać, żeby ten cały ambaras jakoś rozwiązać? Jakiś facet, z którym mogłabym spędzić trochę czasu, żeby Matula dała mi już święty spokój?