02.03.2025, 23:17 ✶
A jak kobieta za nim tęskniła, to już sami bogowie wiedzieli, ale Icarus w tych kilku godzinach zdołał coś naprawić, zasklepić ranę, którą nosiła nieświadomie w sercu. Zrobił to swoim uśmiechem, dowcipem, słowami i ciemnymi oczami. I dobrze, że nie był żadnym ogierem. Skąd w ogóle wzięły im się te końskie metafory w ciągu dnia? Czy to przez interes Prewettów? Nie było to jednak istotne. Ważniejsze było to, że stał tuż obok niej, uśmiechnięty, a ona mogła znowu mogła być sobą.
— Może powinniśmy zaprosić ją na wspólne czytanie przy świecach? — rzuciła i oparła się biodrem o ladę. — To tylko potwierdza, że dokonałam świetnego wyboru. To nie jest kicz, zobaczysz. Myślę nawet, że ją docenisz — kto wie, może to właśnie „Trzy noce w Keanwood” miały sprawić, że Icarus Prewett odkryłby w sobie miłość do romansów? Zapłaciła za książkę dla niego, poprosiła o torbę, podziękowała kasjerce, a potem… Potem żadne z nich nie potrafiło tak po prostu odejść, nawet kiedy już wymienili się lekturami. Jeszcze przez chwilę stali naprzeciw siebie, wymieniając się uwagami o czymś nieistotnym: jakimś wydarzeniu, które z perspektywy bogów nie miało najmniejszego znaczenia. Liczyło się to, że żadne z nich nie chciało zakończyć tej rozmowy jako pierwsze. Mona czuła to całym sobą — coś się zmieniło. Nie miała wszystkich odpowiedzi. Może jeszcze długo nie będzie ich miała. Ale to co otrzymała, wystarczyło. W końcu musieli się pożegnać. Ulica tętniła swoim zwykłym rytmem, powietrze było rześkie, a świat… Świat wydawał się odrobinę lżejszy.
— Może powinniśmy zaprosić ją na wspólne czytanie przy świecach? — rzuciła i oparła się biodrem o ladę. — To tylko potwierdza, że dokonałam świetnego wyboru. To nie jest kicz, zobaczysz. Myślę nawet, że ją docenisz — kto wie, może to właśnie „Trzy noce w Keanwood” miały sprawić, że Icarus Prewett odkryłby w sobie miłość do romansów? Zapłaciła za książkę dla niego, poprosiła o torbę, podziękowała kasjerce, a potem… Potem żadne z nich nie potrafiło tak po prostu odejść, nawet kiedy już wymienili się lekturami. Jeszcze przez chwilę stali naprzeciw siebie, wymieniając się uwagami o czymś nieistotnym: jakimś wydarzeniu, które z perspektywy bogów nie miało najmniejszego znaczenia. Liczyło się to, że żadne z nich nie chciało zakończyć tej rozmowy jako pierwsze. Mona czuła to całym sobą — coś się zmieniło. Nie miała wszystkich odpowiedzi. Może jeszcze długo nie będzie ich miała. Ale to co otrzymała, wystarczyło. W końcu musieli się pożegnać. Ulica tętniła swoim zwykłym rytmem, powietrze było rześkie, a świat… Świat wydawał się odrobinę lżejszy.
Koniec sesji