22.10.2022, 18:02 ✶
- Myślę jednak, że wiele straciłem nie widząc tego przedstawienia. – skwitował jej marudzenie. Może nie byłoby tak źle? Zirytowanie Geraldine wiele razy przyprawiło go o gromki śmiech w najmniej odpowiednich dla niego momentach.
Jej pytanie rozmyło się gdzieś w powietrzu, dolatując do niego dopiero po paru minutach, kiedy Geraldine była już pod prysznicem. Mruknął więc do siebie, że nie jadł. Złapał może kawałek pieczywa i resztki pozostałe z wczorajszego obiadu. Czyli niewiele. Yaxleyówna miała chyba dwa żołądki i była zawsze głodna. Nie robili też zakupów specjalnie często, choć wszystkiego wystarczyło, kiedy zaszła potrzeba.
Po skończonej pracy wstał i posprzątał swoje stanowisko. Odłożył pasek do niewielkiej „suszarni”. Skóra była naoliwiona i potrzebowała chwili, aby nabrać odpowiednich właściwości i kolorytu. Zbierając ścinki i porządkując narzędzia był gotów, do tego, by również pójść się odświeżyć.
- Wiesz… myślałem, że możemy zjeść coś na mieście. – zaproponował, wsuwając się na krzesło przy stole. Jego włosy, również wilgotne, zakręcały mu się w niesforne fale. Potrząsnął głową i ta burza loków zaczęła żyć jeszcze bujniejszym życiem, dopóki nie założył ich za uszy.
- Nie żebym krytykował twoją kuchnię. – pokazał jej zęby. – Masz jakieś plany?
Jej pytanie rozmyło się gdzieś w powietrzu, dolatując do niego dopiero po paru minutach, kiedy Geraldine była już pod prysznicem. Mruknął więc do siebie, że nie jadł. Złapał może kawałek pieczywa i resztki pozostałe z wczorajszego obiadu. Czyli niewiele. Yaxleyówna miała chyba dwa żołądki i była zawsze głodna. Nie robili też zakupów specjalnie często, choć wszystkiego wystarczyło, kiedy zaszła potrzeba.
Po skończonej pracy wstał i posprzątał swoje stanowisko. Odłożył pasek do niewielkiej „suszarni”. Skóra była naoliwiona i potrzebowała chwili, aby nabrać odpowiednich właściwości i kolorytu. Zbierając ścinki i porządkując narzędzia był gotów, do tego, by również pójść się odświeżyć.
- Wiesz… myślałem, że możemy zjeść coś na mieście. – zaproponował, wsuwając się na krzesło przy stole. Jego włosy, również wilgotne, zakręcały mu się w niesforne fale. Potrząsnął głową i ta burza loków zaczęła żyć jeszcze bujniejszym życiem, dopóki nie założył ich za uszy.
- Nie żebym krytykował twoją kuchnię. – pokazał jej zęby. – Masz jakieś plany?