To miała być łatwa robota. Zadanie, które powinni byli wykonać z palcem w dupie. Ich dwóch przeciwko jednemu wilkołakowi. I może faktycznie takim by było, gdyby nie to, że już od pierwszych minut wszystko zdawało się iść nie tak. Robert naprawdę nie przepadał za takimi momentami. Kiedy zaczynała go ogarniać irytacja, mózg działał jakby na zwolnionych obrotach. Sprawy zaczynały się skomplikować. No i co by tu więcej powiedzieć? To tylko podkreślało, że Mulciber się do takich rzeczy po prostu nie nadawał. Miał wiele talentów, ale te dotyczyły innych kwestii. I być może to do nich powinien się ograniczyć? Tym razem nie miał jednak wyboru. Nie mieli czasu. Sprawę trzeba było załatwić szybko.
W zasadzie, to powinna była zostać zamknięta na wczoraj.
Powstrzymał się przed rzuceniem kawałkiem mięsa, choć słowa nieprzystające czystokrwistemu czarodziejowi z dobrej rodziny cisnęły mu się na usta. Mieli się zakraść, tymczasem zaś ich ofiara tak po prostu czekała za drzwiami. Usunięcie zaklęć ochronnych nie wystarczyło. Albo może, wbrew temu co wydawało się Robertowi, wcale nie zakończyło się sukcesem? Greyback był na tym polu sprytniejszy?
Nie tracił czasu na te rozważania.
Adrenalina do pewnego stopnia pomagała działać.
- Protego! - wyrzucił z siebie, kiedy Sauriel zdecydował się na najprostsze możliwe wyjście. Tarcza miała ochronić ich przed napastnikiem. Rzucona zbyt późno, nie zadziałała jednak skutecznie. Nie osłoniła wampira przed efektami zaklęcia, które zniszczyło drzwi. Tyle dobrego, że pomogła samemu Robertowi. Stał nieco dalej, dzięki czemu był na to wszystko mniej narażony. I nie, na front wcale się nie pchał. Jak to generał.
Przyznać trzeba, że tym na co Greyback nie był gotowy, było użycie magii bezróżdżkowej. Odrzuciło go w tył. Na ciele pojawiły się rany, z nich sączyła się krew. Na twarzy szok i grymas zdradzający ból. Ciężko się bronić, kiedy zaklęcie rzucane jest w sposób szybki, bez towarzyszącego mu charakterystycznego ruchu. Kilka sekund na tym zaoszczędzonych, w odpowiednich okolicznościach mogłoby pewnie nawet uratować życie! Albo je odebrać.
To ostatnie jednak nie tym razem. Ofiara musiała przeżyć kilka kolejnych godzin. Potrzebowali wyciągnąć z mężczyzny pewne informacje. Kto wie na ile cenne mogą się one okazać?
- Tylko go za bardzo nie poturbuj. Musi być przytomny. Żywy też. - ostrzegł. Nie zamierzał wpychać się między wódkę a zakąskę. Miał na tyle rozsądku, żeby pozwolić Rookwoodowi na to, aby sam dokończył robotę. Nie trzeba było dużo. Zwykły Petrificus Totalus byłby w tej sytuacji zapewne więcej niż wystarczający. Powinien załatwić sprawę. Później będzie już z górki. Zostanie im jedynie pozbawić zdrajcę różdżki i przetransportować do właściwej lokacji.
W celu zajęcia się tym ostatnim, sięgnął po kryjący się w kieszeni świstoklik. Ten sam, którym posłużył się wcześniej. W gabinecie uzdrowicielki.