Może i była specjalistą w swojej profesji (jak na swoje młode lata), może i miała całkiem przyzwoite stanowisko w Ministerstwie, ale jednej rzeczy nie umiała sobie odmówić - a były to ploteczki. Twarz Daphne zdradzała to, że jest bardzo skupiona na swoim kuzynie, by choćby z najdrobniejszej mimiki wyłuskać jakieś szczegóły, cokolwiek co mogłoby powiedzieć o tym czego właściwie od niej chciał. "Nie o pracy. Ale również o służbie." wspomniał. Co dokładnie miał na myśli? Zawsze przecież była lojalna swojej rodzinie, to nie ulegało żadnej dyskusji. Byli Lestrange, rodziną która od wieków coś znaczyła w tym magicznym świecie. Od zawsze wpajano jej, że jeśli trzeba to musi być gotowa, by poświęcić się na ołtarzu rodowych wartości. Dlatego to o czym wspomniał Louvain, może nie tyle nastroszyło, co głęboko zaintrygowało Daphne. Co temu drogiemu kuzynowi chodziło po głowie.
Jego dalsze słowa nie rozświetlały jej głowy licznymi pomysłami, wręcz przeciwnie. Jeszcze głębiej kotłowała się w gonitwie własnych myśli, byleby zrozumieć co chce jej przekazać. Zbyt frywolny, jakby wciągał ją do zaczarowanej nory, czuła że się rozkręca, że jakby wychodziło z niego to co skrywa na co dzień za swą maską. Nie patrzyła na to co rysował, prędzej szukała w jego oczach odpowiedzi, chociaż zaczynała się domyślać, to wiedziała że nie wypowie czegoś takiego na głos, nie tutaj. Dopiero kiedy kończył szkic, zerknęła kątem oka i wszystko stało się jasne i oczywiste. Jeśli to było to z czym do niej przyszedł...
- Urągasz mi tym pytaniem Louvain, u-r-ą-g-a-s-z. Jesteśmy Lestrange. - Wysyczała, z hukiem przybijając ostatnią pieczątkę. Była wyraźnie rozdrażniona jego insynuacją. Jak śmiał w ogóle pomyśleć, że ona nie pomoże własnej rodzinie? Kto jak kto, ale ona miałaby nie pomóc?!
- Oczywiście, że Ci pomogę, powiedz tylko czegóż Ci trzeba. - Szkic zniknął, bo miała na tyle oleju w głowie, że wiedziała co mogłoby się stać gdyby ktokolwiek to ujrzał. Już chciała porozmawiać o szczegółach, ale usłyszała głośne pukanie i chrząkanie za drzwiami, a to oznaczało, że jeśli przeciągnie tę uroczą pogadankę to będzie miała problemy. Dlatego ostatni raz zerknęła na dokumentację, ułożyła papiery równiutko i przekazała je kuzynowi.
- Muszę wrócić do zwykłej obsługi, ale daj mi znać jeśli tylko będziesz czegoś potrzebować. Możesz na mnie liczyć. - Odparła odprowadzając krewnego do drzwi wraz z jego papierami. Już była ciekawa jak to wszystko się potoczy, ale sama możliwość bycia przy takich wydarzeniach napawała ją ekscytacją.