Nevan był naprawdę... niepozorny. Najpewniej stanowić musiał ostatnią osobę, którą można było podejrzewać o kontakty ze śmierciożercami. Nie pasował tutaj. Kompletnie. Nie cieszył się szacunkiem. Przez nikogo nie był brany na poważnie. Ot, nie więcej niż kolejne, użyteczne narzędzie. Czarny Pan miał takich wiele. I jeśli wszystko będzie się rozwijać zgodnie z planem - w niedługim czasie ich grono znacząco się rozrośnie. Robert nie miał w tym przypadku większych wątpliwości.
Odrzucił kolejny karton na bok, odwracając się w stronę powracającego Sauriela oraz towarzyszącego im właściciela gospody.
- Zajmiecie się ciałem. - nie bawił się w tłumaczenia. Niczego nie rozwlekał. Po prostu wydał kolejne polecenie. - Zabierzecie go do rodzinnej posiadłości pod Londynem. Na miejscu wszystko jest przygotowane. Budynek ma spłonąć. Ciało razem z nim.
Sam nie zamierzał się w to angażować. Swoją robotę wykonał, resztą mieli się zająć inni. W tym przypadku Sauriel i Nevan. Zwłaszcza Sauriel, na którym na dłużej zatrzymał spojrzenie. Nie znali się szczególnie długo, ale potrafili współpracować. Wychodziło im to względnie dobrze. Chłopak powinien zrozumieć, co dokładnie miał na myśli Mulciber, kiedy w jego kierunku dorzucił kilka kolejnych słów.
- Nie powinny zostać po tym żadne ślady. Nic i nikt. - zwłaszcza nikt. Również Nevan. Robert oczekiwał, że wampir pozbędzie się również właściciela Ognistego Kraba, którego termin przydatności właśnie upłynął. Czy mężczyzna coś podejrzewał? Niekoniecznie. Owszem, przez cały czas towarzyszyły mu pewne obawy, ale ostatnim czego się spodziewał było to, że powędruje na drugą stronę w ślad za Averym.
Gdziekolwiek ta druga strona się znajdywała. Robert nie był tego pewien. Na takie tematy zawsze zadawano wiele pytan i posiadano wiele odpowiedzi. Wątpliwości były liczne. A on miał inne sprawy, którymi wolał się zająć, zamiast wciąż i wciąż roztrząsać takie bzdury. Na nowo i od nowa.
- Mam nadzieje, że jest to zrozumiałe. - padło, na chwilę przed tym jak Robert postanowił się wziąć i zniknąć. Teleportował się zostawiając Sauriela i Nevana całkiem samych. Teraz to oni mieli zająć się pozostałą częścią zadania. Wykonać je w należyty sposób, a po wszystkim zdać raport.
Jeden z nich miał zdać raport. Drugi spłonąć w obcym sobie miejscu. Dla dobra sprawy.