05.03.2025, 13:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.03.2025, 19:28 przez Daphne Lestrange.)
Plan jest taki, robimy z Daphne kogoś kto umie coś więcej niż nic zanim zacznie się ognista rozpierducha:
Mechaniczne:
Wydaję 900 PD - pozostaje 100 PD
Zwiększenie statystyk za 700 PD:
Kształtowanie: ◉○○○○ -> ◉◉◉○○ (100 + 300 = 400 PD)
Rozproszenie: ◉◉○○○ -> ◉◉◉○○ (300 PD)
Dodaję przewagi w sumie za 200 PD (bo 4 wagi przewag są niewykorzystane):
Pieczętowanie (III)
Magia bezróżdżkowa (II)
Numerologia (I)
Dodaję zwady:
Lęk wysokości (II)
Bezsenność (II)
Świniowstręt (I)
Mizantrop (I)
Opisy przewag:
Opisy zwad:
Zaktualizowany opis O zdolnościach:
Mechaniczne:
Wydaję 900 PD - pozostaje 100 PD
Zwiększenie statystyk za 700 PD:
Kształtowanie: ◉○○○○ -> ◉◉◉○○ (100 + 300 = 400 PD)
Rozproszenie: ◉◉○○○ -> ◉◉◉○○ (300 PD)
Dodaję przewagi w sumie za 200 PD (bo 4 wagi przewag są niewykorzystane):
Pieczętowanie (III)
Magia bezróżdżkowa (II)
Numerologia (I)
Dodaję zwady:
Lęk wysokości (II)
Bezsenność (II)
Świniowstręt (I)
Mizantrop (I)
Opisy przewag:
Kod:
[b]Włosy jak płomienie (0):[/b] Jeśli świat spłonie, to przynajmniej Daphne nic się nie stanie.
[b]Pieczętowanie (III):[/b] Pewnego razu całkiem przypadkowo natknęła się na koncept pieczętowania w jednej z ksiąg, które czytała. Kiedy okazało się, że to nie są bujdy tylko potwierdzone fakty, Daphne zapałała ekscytacją na myśl, że pieczętowanie jest trochę jak niezapłacony podatek - nieprzyjemnie odwinie się we właściwym czasie. Jako sztuka cechująca się uporządkowaniem i precyzją stała się naturalnie bliska Daphne, która ukończyła kilka kursów z tego zakresu.
[b]Magia bezróżdżkowa (II):[/b] Podczas kursów rozwijających umiejętności z zakresu czarowania praktycznego, dowiedziała się, że mogłaby spróbować swoich sił w magii bezróżdżkowej. Choć początkowo Daphne zakładała, że instruktorzy chcą z niej tylko zedrzeć dodatkowe galeony, okazało się, że Lestrange rzeczywiście przejawia predyspozycje w tym zakresie i w pocie czoła trenowała zupełnie nowy sposób rzucania zaklęć, który z czasem wszedł jej w krew.
[b]Numerologia (I):[/b] Wszystko co ma związek z cyframi jest w naturalnym kręgu zainteresowań Daphne. Nawet jeśli niekoniecznie przemawia do niej koncept wróżenia z daty urodzenia, to rozszyfrowywanie tajemnic kryjących się za liczbami sprawia jej niemałą przyjemność. Po pierwszym kontakcie w Hogwarcie, obiecała sobie że, po ukończeniu szkoły zrobi kursy w tym zakresie i tak też się stało.Opisy zwad:
Kod:
[b]Lęk wysokości (II):[/b] Szkolne lekcje latania na miotle już były istną katorgą dla młodziutkiej Daphne, wspominała je z bólem. Kiedy w wakacje chciała polatać rekreacyjnie po miotle, straciła panowanie i połamała się spędzając resztę wolnego przyklejona do eliksiru regenerującego uszkodzone kości. Od tamtego czasu trzyma się z dala od wszelkich latających kijków.
[b]Bezsenność (II):[/b] Permanentny stres towarzyszący panience Lestrange od zawsze, skumulował się tak bardzo, że zaczęła cierpieć na bezsenność. Nawet jeśli uda jej się zamknąć oczy to zaraz widzi tysiące oczekiwań jakie są jej przedkładane. Żeby nie była zakałą rodziny, żeby kogoś znalazła, że trzeba było znaleźć jej pracę bo przecież nic nie umie, dlaczego nie jest taka jak Victoria i tak dalej...
[b]Świniowstręt (I):[/b] Prosiaki powinny być w oborze i tarzać się w chlewie. Nie ma w nich absolutnie nic dostojnego ani rozsądnego, są jedynie cuchnące i odrażające. Nic dziwnego, że na ich widok ciało Daphne nie wie czy uciekać czy wymiotować czy robić obie te rzeczy jednocześnie.
[b]Mizantrop (I):[/b] Miejsce mugolskiej krwi jest wśród mugoli, a nie wśród czarodziejskiej społeczności. Tajemnicą Departamentu Skarbu jest to, że wobec dokumentacji składanej przez mugolaków, Daphne jest wyjątkowo szczegółowa i wnikliwa.Zaktualizowany opis O zdolnościach:
Kod:
Presja ze strony matki skutkowała tym, że Daphne starała się być najlepsza i iść w ślady Victorii. Oczywiście, że nie mogła wiedzieć wszystkiego i zdecydowanie nie szło jej w magii translokacyjnej. Jako tako przeżyła też zajęcia z latania na miotle, ale wiedziała że nie będzie z niej żadnego zawodnika, a jakiś czas później połamała się i jej relacja z miotłą się zakończyła. Ambitnie chciała udowodnić sobie, że nie jest taką lewa łamagą, ale źle się to skończyło. Ogólnie jako uczennica Hogwartu nie wykazywała szczególnych talentów w czarowaniu choć spędzała grube godziny na opracowywaniu materiału z zajęć z miernym skutkiem.
O dziwo, panna Lestrange nie miała ręki do eliksirów. Przy próbach nauczenia jej sztuk magimedycznych, wszystkie kończyły się fiaskiem. Dlatego też nie wylądowała w Świętym Mungu pomimo nacisków babci, by któraś z sióstr dołączyła do kadry. Szczytem rodzinnych wysiłków było to, że miała całkiem bogatą wiedzę dotyczącą fauny i flory, ale była to jedynie wiedza książkowa, hodowanie Daphne również nie wychodziło.
Ogólnie panienka Lestrange uwielbiała kwestie teoretyczne bardziej niż praktykę. Można śmiało powiedzieć, że wdała się w matkę i potrafiła szybko przyswajać książki, których nigdy nie miała dosyć. Opanowała także koncept matematyki oraz liczenia, co było kluczem by pracować w Departamencie Skarbu. Zainteresowała się także numerologią, bo wszystko co było związane z cyframi ją fascynowało. Miała do nich dobre oko w porównaniu do większości społeczności czarodziejskiej.
Wszystkie "uporządkowane" sztuki były czymś do czego miała dryg, dlatego kiedy dowiedziała się o pieczętowaniu, pochłonęło ją to bez pamięci. To był jej sposób na dawanie upustu kreatywności, gdy szukała kolejnych sposobów jak właściwie wpisać w siebie runy, by zajęły jak najmniejszą powierzchnię. Kiedy ogłoszono szkolenia w Ministerstwie na naukę Fal, od razu się zapisała. Udało jej się opanować umiejętność, z której chętnie korzysta w ramach pilnych zapytań do rozliczeń.
2 lata po ukończeniu Hogwartu, kiedy z Daphne wreszcie zszedł stres związany z nauką magii dla ocen i egzaminów, przemogła się w sobie i udała na kursy rozwijające dla dorosłych czarodziejów. Miała dość bycia zakałą rodziny, ale tym razem uczyła się dla siebie. Uznała, że zacznie od najpopularniejszych czyli magii kształtowania i rozpraszania. Brak widma egzaminacyjno-czasowego bata, instruktor który ma czas na indywidualne podejście, a może dojrzałość i lepsze ułożenie książkowej wiedzy w głowie, wszystko to zaprocentowało na tyle, że Daphne czuje się całkiem pewnie w tych rodzajach magii. Pomaga jej to także tworzyć lepsze zabezpieczenia w ramach zakładania pieczęci. Po ukończeniu kursów, zapisała się także na szkolenie z magii bezróżdżkowej, które choć było niezwykle czasochłonne to opłaciło się i może się poszczycić taką umiejętnością.
Jej magia transmutacyjna jest w dalszym ciągu godna pożałowania, a translokacyjna... Lepiej żeby się nie aportowała jeśli nie musi.adnotacja moderatora
Podesłałam PW