Właściwie to nawet jej wierzył. Ba! Spotkał na swojej drodze naprawdę przeróżnych ludzi - tych miłych i tych przeżartych do krwi skurwysynów. Tych leniwych i tych zdolnych. Tych śmieszków i tych z kijami w dupsku. Ale dla każdego z tych ludzi miał swoją maskę. Każda z tych masek to był on - niezaprzeczalnie. I jednocześnie żadna z tych masek nie przedstawiała go w pełni. Istniały po to, żeby można było się do towarzystwa dopasować, albo położyć odpowiednie gładzie na podłogę, po której będzie się chodzić. Uwierzył Victorii, że gdyby, ale to GDYBY pokazał siebie w pełni, albo przynajmniej w tej części nie związanej z tego, że jego martwe serce jednak gnało do przodu i trzepotało mu w brzuchu motylkami gdy czuł krew i śmierć, to poznałaby go, zaakceptowała i skinęła głową. Bez skazywania na przegraną. Oczywiście dochodził ten mankament największego brudu. Ale jakoś nie było mu śpieszno do obnażania go.
Skinął głową i nawet chciał jej odpowiedzieć, że wierzy. Potwierdzić. Może nawet zdołałaby to z jego twarzy wyczytać, gdyby nie było tu tak ciemno. Może i może - a te wszystkie "możenia" przecinały i prowadził do etapu, w którym w ich wspaniała konwersację wprosiła się jednostka trzecia. I była zupełnie nieproszona. Choć skoro byli na cmentarzu to może oni się wprosili i naruszyli jej spokój? ANYWAY - Sauriel podskoczył w miejscu, jak każdy kot, który nagle usłyszy dźwięk niezapowiedziany. I był nim głos, męski, tak specyficzny, że nawet jeśli przyjdzie mu usłyszeć ze dwa zdania to chyba go zapamięta do końca życia. Przestawił nogę w bok, ale zanim dobrze obrócił się w kierunku głosu - duch przeniknął przez jego ciało, pozostawiając po sobie chłodek - dla wampirzego ciała to właściwie różnicy nie było, ledwo dziwne, specyficzne mrowienie, które nawet nie było szczególnie przyjemnego.
- Co? - Zdołał z siebie wydusić bardzo mało inteligentne pytanie, obracając się teraz w drugą stronę. Zaczynał się kręcić jak dzieciak na karuzeli, nie mogąc nadążyć za ich, ee... rozmówcą? Miał przy tym minę cielaka wpatrującego się w trawsko. Mało inteligentną, innymi słowy. Normalnie by odpyskował, powiedział, żeby spierdalał, albo cokolwiek - ale teraz to się gapił i z każdym kolejnym zdaniem ducha miał tylko coraz większe WTF siejące istnie spustoszenie w jego mózgu.
- Ja też! - Powiedział całkowicie poważnie, a przecież zawału dostać nie mógł. Ale chodziło o samą ideę. Victoria też mogłaby mieć z tym zawałem problem, ale na pewno miała większą szansę od niego. - Jakie kurwa wychowanie, przecież... - Już minimalnie ocknięty, a to głównie dzięki Victorii, chciał duchowi nawrzucać, że to on wpierdala swoje dupsko gdzie nie trzeba i kiedy nie trzeba i bez wychowania wtrynżala w rozmowę kiedy rozległo się jego kolejne BLEBLEBNLEBLEEEEEEEEEEE.
- Kurwa, SHUT UP! - Sauriel przykrył uszy dłońmi, niedowierzając temu, co tu się odpierdala. - Ty wsziurze niewychowany! - Jakby miał coś pod ręką to właśnie by w ducha rzucił, mimo tego, że przeniknęłoby to przez niego na wskroś. Ale nie miał. I nie chciało mu się szukać specjalnie. Spojrzał na Victorię z uniesionymi brwiami, tak pytająco. No, to zdecydowanie mieli randkę. Drugą pod rząd - zajebiście udaną. Czy to jakieś fatum na nich spadło czy ki licho?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.