Jęknęła cicho z bólu i podniosła wzrok na swojego napastnika oraz na jego wyciągniętą dłoń. Słysząc jego tłumaczenia nawet delikatnie się uśmiechnęła. Wiatr wiał i śpiewał jakieś mroczne, krzykliwe oraz świszczące pieśni uderzając w dachy budynków jakby próbował je zerwać. Nie lubiła takiej pogody – zważając, że mieszkała na poddaszu. Pozwoliła mu się wypaplać na temat tego, że nie chciał jej staranować, skorzystała z jego pomocy dotykając jego dłoni. Ona miała za to ciepłe dłonie, ponieważ mocno trzymała je schowane w kieszeniach swojej kurtki. Rozmasowała swój tyłek i ciężko westchnęła.
— Nie przepraszaj. Nic mi nie jest. Obiłam sobie tylko… tył. Sama powinnam bardziej uważać. – odpowiedziała mu patrząc na niego uważnie. Nie znała go raczej, ale nie możliwym było znać w tym mieście wszystkich, prawda?
Gdy zaczął porównywać ją do nastolatki uniosła brew do góry. Tak wyglądała młodo, ale nigdy na to uwagi nie zwracała, a jak ktoś uwagę na to zwrócił czuła się dziwnie. Nie wiedziała jak miała reagować. Czasem ją to peszyło, czasem denerwowało, dlatego też za bardzo nie chodziła po żadnych pubach czy barach.
— Naprawdę nic sobie nie złamałam i dla pana informacji, nie jestem nastolatką. Mam w tym roku dwadzieścia sześć lat. – odpowiedziała uśmiechając się. Jej pełne usta były nawet umalowane czerwoną szminką, która po całym dniu nie była już taka wyrazista jak na jego początku. Lubiła ten kolor ze względu na to, że dodawał jej trochę powagi.
Ubrana była w szare spodnie w drobne białe kwiatki oraz zieloną kurtkę, która miała chronić ją przed wiatrem. Nie zapowiadano słońca, więc kurtka to był oczywisty wybór. Włosy już były w delikatnym nieładzie przez wiatr i pracę. Objęła się rękami nie za bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Nie wiedziała też dokąd powinna iść, bo drogi nie znała. Nie znała nawet tej ulicy.
— Sama w sumie nie wiem, co robię w tym miejscu… – odpowiedziała niepewnie. Trochę obawiała się obcego mężczyzny w ciemnej uliczce. Było już późno, nie wiedziała z kim ma do czynienia, a droga do domu była nieznana. A walić to… pomyślała – wie pan może, którędy dojdę do klubokawiarni na ulicy Pokątnej? Niedaleko też jest księgarnia.