Nie mógł inaczej zareagować jak wyrzucić z siebie rozczarowanie i gniew. Chciał, aby jego synowie z dumą i szacunkiem prezentowali ich rodzinę. Ich nazwisko. Nie mieszali się w jakieś konflikty i sprawy ich nie dotyczące. Chciał aby tez byli ostrożni w zawieraniu znajomości. Czy faktycznie, tylko córka spełniała się w tych rolach? Jak mu sama wspomniała, "Któreś z twoich dzieci musiało się udać…". Chciał wierzyć, że chłopcy mu się udali. Ale było inaczej. Nie zmieniało to faktu, że byli i są jego dziećmi.
Charles nie kazał mu na siebie długo czekać. Otworzył drzwi i Richard skorzystał z tego zaproszenia, przekraczając próg mieszkania.
- Dzień dobry, Charles.Przywitał się, samemu nie uśmiechając, ale brzmiąc w miarę opanowanym.
Rozejrzał się po mieszkaniu, przenosząc wzrok na syna. Nawet nie zdejmował jeszcze płaszcza. Widział, że chłopak męczył się z krawatem. Zbliżył się do niego.
- Pozwól.Jeżeli Charles zgodził się, aby zawiązał mu krawat, skoro już tak się złożyło, że spotkanie na linii ojciec syn mają z samego rana, Richard zaoferował mu pomóc. Nie zaczął od razu tematu z wyrzutami, co można było uznać za sukces w jego nadpobudliwym charakterze i trudnościach z panowaniem nad nerwami. Jeśli Charles pozwolił, Richard mu zawiązał krawat.
Przyglądając się synowi, chciał podjąć temat. Spróbować znów na spokojnie.
- Charles, ja…
Nie bardzo wiedział jak zacząć. Ale też możliwe że przerwał, kiedy przyjrzał jego włosom.
- Co Ty masz na włosach?
Zapytał. Nagle zmieniając temat. Czy to był brokat? Co on robił z brokatem? Kartki świąteczne? Dekorował świece? Czy próbował z Leonardem jakichś innych eksperymentów? Jakaś nowa moda panuje wśród młodzieży po wyjściu od fryzjera?