07.03.2025, 21:36 ✶
Julian Bletchley, lat o czterdzieści coś za dużo, stan na aktualną chwilę: zdradzony przez własne dziecko. O to. To właśnie. Tę złośliwość słyszeliście wy wszyscy obecni na sali? Bo Julek na pewno. Ta nutka złośliwości w głosie Hestii nie mogła być jego sprawką, no nie było po prostu takiej opcji. To były geny Jolene, on się tamtej nocy zabezpieczał. On przynajmniej w jej wieku to był czystą łagodnością, czystą niewinnością. Babciom zakupy nosił, nikogo nie prowokował, w Hogwarcie to w ogóle nie palił. Okej, czasem mu się zdarzyło dogryźć komuś dla zasady, dopierdolić w twarz, bo rączki świerzbiły, ale to? To był koszmarek wykreowany przez jego ukochaną żonę.
— Konkurencja jest ciężka? — odparł. — Czy ty mi właśnie sugerujesz, że twoja własna matka ma większe szanse na ten tytuł ode mnie? Po tym, jak pozwalałem ci podkradać kawałki czekolady z mojej szuflady, nawet kiedy myślała, że tego nie zauważyłem? — raz za razem padały słowa rozgoryczenia! Ale takiego udawanego, ponieważ jego oczy się śmiały i błyszczały rozbawieniem. A te były szczere. — Naprawdę Hesiu, trochę lojalności.
Gdy tylko najmłodsza z Bletchleyów przyjęła bojową pozycję, Julek lekko ugiął kolana i przygotował się mentalnie na atak. Przez te wszystkie lata było się w stanie poznać czyjś sposób walki (zwłaszcza, jak się w tym przypadku tego kogoś się uczyło), tyle że wszystko, co sobie wyplanował w głowie, to od razu spełzało na niczym. Jak zwykle przy tym wieku nie trwało to długo, bo Hestia nie wyrywała się już jak wściekły szczeniak, kiedy ją podnosił za malucha, a on nie miał już refleksu dwudziestolatka, więc rzadko kiedy udawało mu się wywalczyć swoje pięć sekund satysfakcji. A poza tym miała w rękawie kilka sztuczek, którymi mogła go zaskoczyć — o, przykład sprzed chwili. Był z niej dumny — i to nie tylko dlatego, że z każdym dniem stawała się lepsza. Był dumny, bo widział, że myślała nad każdym ruchem, że nie działała impulsywnie. Miała plan. Miała ambicję. Miała dyscyplinę. I czasami, kiedy patrzył na nią w takich chwilach, to aż ściskało go w gardle. Ale duma dumą, a instynkt samozachowawczy to inna sprawa. Niestety, wciąż miała też na tyle dużo tupetu, żeby próbować wymierzyć mu cios w nos.
— Ty chcesz ojca do grobu posłać z rana? — fuknął, bo na wszystkich bogów — była diabolicznie wczesna godzina, a córa ruszyła na niego z pięściami. Tak to się traktowało ojca, który ją wychował?! Uczysz kaszojada walczyć, poświęcasz swój cenny czas, a ta w podziękowaniu próbuje ci przestawić przegrodę nosową! Instynktownie spróbował zejść z drogi.
Na unik, af III
Jeśli temu staremu dziadowi udało się uniknąć ciosu w swoją piękną facjatę, to tym razem on ruszył w stronę swojej córki i wymierzył cios w dominujące ramię.
Cios back hehe, af III
— Konkurencja jest ciężka? — odparł. — Czy ty mi właśnie sugerujesz, że twoja własna matka ma większe szanse na ten tytuł ode mnie? Po tym, jak pozwalałem ci podkradać kawałki czekolady z mojej szuflady, nawet kiedy myślała, że tego nie zauważyłem? — raz za razem padały słowa rozgoryczenia! Ale takiego udawanego, ponieważ jego oczy się śmiały i błyszczały rozbawieniem. A te były szczere. — Naprawdę Hesiu, trochę lojalności.
Gdy tylko najmłodsza z Bletchleyów przyjęła bojową pozycję, Julek lekko ugiął kolana i przygotował się mentalnie na atak. Przez te wszystkie lata było się w stanie poznać czyjś sposób walki (zwłaszcza, jak się w tym przypadku tego kogoś się uczyło), tyle że wszystko, co sobie wyplanował w głowie, to od razu spełzało na niczym. Jak zwykle przy tym wieku nie trwało to długo, bo Hestia nie wyrywała się już jak wściekły szczeniak, kiedy ją podnosił za malucha, a on nie miał już refleksu dwudziestolatka, więc rzadko kiedy udawało mu się wywalczyć swoje pięć sekund satysfakcji. A poza tym miała w rękawie kilka sztuczek, którymi mogła go zaskoczyć — o, przykład sprzed chwili. Był z niej dumny — i to nie tylko dlatego, że z każdym dniem stawała się lepsza. Był dumny, bo widział, że myślała nad każdym ruchem, że nie działała impulsywnie. Miała plan. Miała ambicję. Miała dyscyplinę. I czasami, kiedy patrzył na nią w takich chwilach, to aż ściskało go w gardle. Ale duma dumą, a instynkt samozachowawczy to inna sprawa. Niestety, wciąż miała też na tyle dużo tupetu, żeby próbować wymierzyć mu cios w nos.
— Ty chcesz ojca do grobu posłać z rana? — fuknął, bo na wszystkich bogów — była diabolicznie wczesna godzina, a córa ruszyła na niego z pięściami. Tak to się traktowało ojca, który ją wychował?! Uczysz kaszojada walczyć, poświęcasz swój cenny czas, a ta w podziękowaniu próbuje ci przestawić przegrodę nosową! Instynktownie spróbował zejść z drogi.
Na unik, af III
Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
Jeśli temu staremu dziadowi udało się uniknąć ciosu w swoją piękną facjatę, to tym razem on ruszył w stronę swojej córki i wymierzył cios w dominujące ramię.
Cios back hehe, af III
Rzut Z 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!