07.03.2025, 22:55 ✶
Język hiszpański w wykonaniu stojącego przed nim młodzieńca… Nie był w życiu Juliana najgorszą rzeczą, jaką miał okazję usłyszeć. Ale tylko dlatego, że kiedyś przesłuchiwał pewnego Brytyjczyka, który twierdził, że znał hiszpański biegle, a młody mężczyzna co prawda nie kaleczył języka aż tak bardzo, ale nadal wystarczająco, żeby w niektórych kręgach mogło to zostać uznane za akt wojny.
— Weź. Może cukier pomoże ci zapomnieć o tym, co właśnie zrobiłeś mojemu rodzimemu językowi — powtórzył już w angielskim i podsunął mu papierową torbę jeszcze bliżej. Julek podparł się na łokciu, spojrzał na niego uważnie. Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że to może wcale nie był żaden praktykant. Może chłopak zabłądził, trafił tu przypadkiem. Prawdopobnie w rzeczywistości był jakimś tajnym inspektorem z departamentu kontroli pączków, kto wie? Ostatnio słyszał plotki o planach utworzenia nowych departamentów, biur oraz działów… Westchnął ciężko i przewrócił oczami.
— Słuchaj, señor, nie zjadam ludzi. Nie jestem wilkołakiem. Jeszcze. Jak posiedzę w tej robocie trochę dłużej, to niewykluczone, że coś mi zacznie rosnąć, ale póki co spokojnie możesz jeść przy mnie — odparł i sięgnął po własnego pączka, demonstracyjnie wgryzł się w niego na potwierdzenie, że to nie trucizna. — No i daj mi te papiery zanim ci się na łeb zwalą i zabiją cię na miejscu. Byłoby miło, gdybyś przeżył swój pierwszy dzień— wyciągnął rękę po dokumenty, a potem rzucił: — To skąd cię przysłali? — zabrzmiał łagodniej. Właściwie to wciąż nie wiedział, czy chłopak w ogóle był do niego!
— Weź. Może cukier pomoże ci zapomnieć o tym, co właśnie zrobiłeś mojemu rodzimemu językowi — powtórzył już w angielskim i podsunął mu papierową torbę jeszcze bliżej. Julek podparł się na łokciu, spojrzał na niego uważnie. Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że to może wcale nie był żaden praktykant. Może chłopak zabłądził, trafił tu przypadkiem. Prawdopobnie w rzeczywistości był jakimś tajnym inspektorem z departamentu kontroli pączków, kto wie? Ostatnio słyszał plotki o planach utworzenia nowych departamentów, biur oraz działów… Westchnął ciężko i przewrócił oczami.
— Słuchaj, señor, nie zjadam ludzi. Nie jestem wilkołakiem. Jeszcze. Jak posiedzę w tej robocie trochę dłużej, to niewykluczone, że coś mi zacznie rosnąć, ale póki co spokojnie możesz jeść przy mnie — odparł i sięgnął po własnego pączka, demonstracyjnie wgryzł się w niego na potwierdzenie, że to nie trucizna. — No i daj mi te papiery zanim ci się na łeb zwalą i zabiją cię na miejscu. Byłoby miło, gdybyś przeżył swój pierwszy dzień— wyciągnął rękę po dokumenty, a potem rzucił: — To skąd cię przysłali? — zabrzmiał łagodniej. Właściwie to wciąż nie wiedział, czy chłopak w ogóle był do niego!