08.03.2025, 15:02 ✶
– O winie możemy porozmawiać później, ale w domu stoi niestety tylko fortepian, na którym nie grałem od wieków. – Gdyby ktoś się dowiedział, nie byłoby tak słodko. Obaj stąpali po cienkim lodzie, balansując na granicy prawa. Czyż nie było to jednak ekscytujące? Uśmiechnął się jednak na wzmiankę o byciu dramatycznym, pozwalając sobie na moment, na krótki, niewidoczny w skąpanym w cieniu magazynie moment nostalgii, za tym, który mógł wszystkim udzielać lekcje mistrzowskie w byciu dramatycznym. Jonathan jednak był teraz we Francji, a Anthony nie chciał absolutnie być przyłapany przez aurora na momencie rozproszenia, na momencie tęsknoty za przyjacielem, który najprawdopodobniej nigdy nie powróci na stałe na wyspy, lśniąc na zagranicznych salonach i spijając śmietankę z mleka zebranego przez Anthony'ego za poprzedniej kadencji. Oczywiście był cień nadziei, nikły, że kiedy wspólnie z Juliánem umoczą kandydata na szefa OMSHMu, wtedy jemu przypadnie w udziale awans. Szkic listu w którym nieco rozpaczliwie prosi przyjaciela o powrót do kraju leżał na dnie jego szafy i czekał na lepsze dni. Dni, które trzeba było sobie wypracować takim uroczym wieczorem jak ten.
– Wiem, nie jestem doń zbyt przywiązany. – skwitował "przestrogę" czy raczej oczywistą oczywistość. – Mam nadzieję, że mnie nie aresztujesz po opuszczeniu tego miejsca? – zapytał nieco kpiąco, znając przecież odpowiedź. Pepino mógł narzekać, mógł skamleć, ale Anthony dostrzegał jego ekscytację. Może i było to szambo, ale wypełnione złotymi jabłkami. – W ramach prywatnego śledztwa dotarłem do nici prowadzącym ku trzem przedmiotom. Dwóm czaszkom, jednej księdze i świecy. Czas jednak jest jednak Twoim przeciwnikiem, jeżeli chcesz to zrobić drogą prawa. – Podążał za nim i z zaciekawieniem zaglądał mu przez ramię. Nie dla siebie, a dla Morpheusa, bardzo ciekawskiego Niewymownego. Jeśli cokolwiek zniknęłoby tej nocy z magazynu, nikt przecież nie będzie rozważał tego, jako prawdziwą kradzież. Kto go oskarży? Umoczony nadzorca tego miejsca?
– Chyba gdy skończymy, wolałbym zaprosić Cię do sauny, albo gorących źródeł na północy. Mam wrażenie, że to skażone powietrze wgryza mi się w skórę i płuca. – zaskomlał z wyraźnym obrzydzeniem. Nie lubił czarnej magii.
Była taka... nieelegancka.
– Wiem, nie jestem doń zbyt przywiązany. – skwitował "przestrogę" czy raczej oczywistą oczywistość. – Mam nadzieję, że mnie nie aresztujesz po opuszczeniu tego miejsca? – zapytał nieco kpiąco, znając przecież odpowiedź. Pepino mógł narzekać, mógł skamleć, ale Anthony dostrzegał jego ekscytację. Może i było to szambo, ale wypełnione złotymi jabłkami. – W ramach prywatnego śledztwa dotarłem do nici prowadzącym ku trzem przedmiotom. Dwóm czaszkom, jednej księdze i świecy. Czas jednak jest jednak Twoim przeciwnikiem, jeżeli chcesz to zrobić drogą prawa. – Podążał za nim i z zaciekawieniem zaglądał mu przez ramię. Nie dla siebie, a dla Morpheusa, bardzo ciekawskiego Niewymownego. Jeśli cokolwiek zniknęłoby tej nocy z magazynu, nikt przecież nie będzie rozważał tego, jako prawdziwą kradzież. Kto go oskarży? Umoczony nadzorca tego miejsca?
– Chyba gdy skończymy, wolałbym zaprosić Cię do sauny, albo gorących źródeł na północy. Mam wrażenie, że to skażone powietrze wgryza mi się w skórę i płuca. – zaskomlał z wyraźnym obrzydzeniem. Nie lubił czarnej magii.
Była taka... nieelegancka.