Zbyt dużej uwagi na w miarę uprzątnięte mieszkanie, Richard uwagi nie zwracał. Przyszedł tutaj w innym celu, niż kontrolowania porządku i czystości. Widząc zaś, że syn męczy się z krawatem, podszedł do niego, aby mu z tym pomóc.
Otrzymując zgodę, sprawnie się tym zajął, poprawiając mu go przy kołnierzu, nie zaciskając zbyt mocno. Dalej Charles sobie już sam poprawił, aby uregulować do swoich preferencji krawat i ułożyć kołnierz. Tym samym, podziękował za pomoc.
Jako że Richard był wyższy od Charlesa, dostrzegł coś na jego włosach, co niespodziewanie zwróciło mu uwagę, choć chciał przejść do sedna tematu sprawy, z jaką tutaj przyszedł.
Propozycja śniadania była co prawda niespodziewana. Tego w planie nie było. Jednak jakby nie spojrzeć, od wyprowadzki Charlesa i Leonarda, nie jedli już wspólnych posiłków.
- Zjem.Nie miał za bardzo apetytu. Ale jeżeli chciał porozmawiać z synem i dowiedzieć wszystkiego co potrzebował wiedzieć, zgodził się. W kamienicy powiadomił skrzaty, żeby nie czekali na niego ze śniadaniem. A jeżeli Scarlett została, kazał przekazać, że będzie u Charlesa.
"Brokat." Gdy to usłyszał, a nawet zobaczył na dłoni syna, który przetarł swoje włosy, Richard uniósł brew ku górze. Nie miał się przejmować? Rozejrzał się w tym momencie z niejaką obawą, siadania teraz gdziekolwiek. "Czy to z tego powodu, chciał spotkanie w kawiarni?" – zaczęło go zastanawiać w myślach.
- Chyba nie chcę wiedzieć, co się tutaj działo.Odparł, niezbyt zachęcająco patrząc na wszystkie meble przeznaczone do siedzenia. Jego nerwica natręctw miała swój poziom. Ale gdyby to był Robert… zacząłby sam sprzątać. Już to widział oczami wyobraźni.
Skoro syn chce go ugościć, to chociaż Richard postanowił zdjąć czarny płaszcz, zawiesić na przedramieniu swojej prawej ręki. Lewą sięgnął po swoją różdżkę. Podszedł do jednego z krzeseł przy stole jadalnym i rzucił zaklęcie czyszczenia całkowite na całe krzesło. Mając pewność że podziałało, dopiero wtedy powiesił na oparciu swój płaszcz. Nie będąc pewnym, czy i stół jest czysty od brokatu, to samo zaklęcie rzucił na ów mebel. Resztę starał się zignorować. Udawać, że tego nie widzi. Schował różdżkę i usiadł na wyczyszczonym przez siebie krzesłem. Mając nadzieję, że to wystarczy. Pozwolił sobie cierpliwie poczekać, aż Charles do niego dołączy, wyjmując papierośnicę, która była jedyną cenną dla niego pamiątką po bracie. Z niej zaś papierosa, żeby sobie zapalić.