09.03.2025, 16:59 ✶
Woody musiał oponować. Co ten dzieciak mógł wiedzieć?
— Johnny… — Czknął. — Johnny. To nie o to chodzi. Nie o to chodzi. Ja ci mówię, że… że musisz uważać, tak? Nie mówię, że jesteś głupi, nie, nie. Mówię, że jesteś głupszy. Mam na myśli, że głupszy jesteś zakochany niż niezakochany. Tak jest, jak ci mówię. Tak to działa. Samoświadomość — machnął ręką — to nie ma nic do rzeczy. Jesteś głupszy. Jeśli uważasz, że nie jesteś, to tym bardziej znaczy, że jesteś. Nadążasz? — Wzrok, który wlepił w twarz Jonathana, był nieco nieostry i błądził nieporadnie gdzieś między czubkiem nosa a kością policzkową kolegi, nie mogąc namierzyć oczu. Pewność własnego osądu była w tym momencie jedyną stabilną w Tarpie rzeczą. — A jak nie jesteś głupszy, to znaczy, że niezakochany. To jest jakby… rozumiesz, samo przez się, definicja.
Nie kupował tej śpiewki o odcieniach szarości i trzeźwości widzenia. Nie wątpił, że Jonathan jest w stanie w rozsądnym stopniu zniuansować swoje patrzenie na związek z tym homoseksualnym wampirem i że widzi coś pomiędzy dobre-złe, ale nie oznaczało to, że jego ocena była pełna i obiektywna. W żadnym razie.
— Większe zużycie materiału? — powtórzył za Selwynem, marcząc się na czole. — Shafiq galoty wypycha gałgankami? Jeee, mało to ekonomiczne. Niechże se uszyje jedną porządną pieluchę, a nie wszywa wkładki w każde jedne gacie.
I pozostawił temat, ukontentowany tym, jak obrócił sytuację. Zarechotał równie zadowolony, gdy Jonathan oburzył się po obarczeniu go winą za modową katastrofę, jaką przedstawiał swoją osobą Tarpaulin.
— Zwalam, zwalam.
Konia.
— Była u mnie taka lala w lipcu, to wziąłem od niej stado szczuroszczetów. Żyjemy z nimi teraz — zrelacjonował w drodze (kurczowo trzymał się barierki, a nogi plątały mu się między stopniami) na parter, gdzie zostawił wcześniej stworzonko. — Taś-taś-taś, Warłam — zaćwierkał, po czym odwrócił się do Jonathana. — Miałem je ubić, ale miękkie mam serce.
Na parterze — jeśli Jonathan nie był doszczętnie pijany — mógł zobaczyć pierwsze oznaki bytności szczura: odchody i nadgryzione przedmioty — znaki choć subtelne i pojedyncze, to zauważalne.
— Johnny… — Czknął. — Johnny. To nie o to chodzi. Nie o to chodzi. Ja ci mówię, że… że musisz uważać, tak? Nie mówię, że jesteś głupi, nie, nie. Mówię, że jesteś głupszy. Mam na myśli, że głupszy jesteś zakochany niż niezakochany. Tak jest, jak ci mówię. Tak to działa. Samoświadomość — machnął ręką — to nie ma nic do rzeczy. Jesteś głupszy. Jeśli uważasz, że nie jesteś, to tym bardziej znaczy, że jesteś. Nadążasz? — Wzrok, który wlepił w twarz Jonathana, był nieco nieostry i błądził nieporadnie gdzieś między czubkiem nosa a kością policzkową kolegi, nie mogąc namierzyć oczu. Pewność własnego osądu była w tym momencie jedyną stabilną w Tarpie rzeczą. — A jak nie jesteś głupszy, to znaczy, że niezakochany. To jest jakby… rozumiesz, samo przez się, definicja.
Nie kupował tej śpiewki o odcieniach szarości i trzeźwości widzenia. Nie wątpił, że Jonathan jest w stanie w rozsądnym stopniu zniuansować swoje patrzenie na związek z tym homoseksualnym wampirem i że widzi coś pomiędzy dobre-złe, ale nie oznaczało to, że jego ocena była pełna i obiektywna. W żadnym razie.
— Większe zużycie materiału? — powtórzył za Selwynem, marcząc się na czole. — Shafiq galoty wypycha gałgankami? Jeee, mało to ekonomiczne. Niechże se uszyje jedną porządną pieluchę, a nie wszywa wkładki w każde jedne gacie.
I pozostawił temat, ukontentowany tym, jak obrócił sytuację. Zarechotał równie zadowolony, gdy Jonathan oburzył się po obarczeniu go winą za modową katastrofę, jaką przedstawiał swoją osobą Tarpaulin.
— Zwalam, zwalam.
Konia.
— Była u mnie taka lala w lipcu, to wziąłem od niej stado szczuroszczetów. Żyjemy z nimi teraz — zrelacjonował w drodze (kurczowo trzymał się barierki, a nogi plątały mu się między stopniami) na parter, gdzie zostawił wcześniej stworzonko. — Taś-taś-taś, Warłam — zaćwierkał, po czym odwrócił się do Jonathana. — Miałem je ubić, ale miękkie mam serce.
Na parterze — jeśli Jonathan nie był doszczętnie pijany — mógł zobaczyć pierwsze oznaki bytności szczura: odchody i nadgryzione przedmioty — znaki choć subtelne i pojedyncze, to zauważalne.
piw0 to moje paliwo