Satysfakcjonujące ciepło rozlało się wewnątrz jego piersi widząc w jakie zakłopotanie udało mu się na moment wprawić niczego niespodziewającą się Hannah. Ambaras jaki uknuł jej naprędce w klarowny sposób wyciągnął z niej to co prawdziwe. Powierzchowny uśmiech jaki miała dla nowego klienta, choć uroczy, wciąż był tylko elementem reklamy. Bardziej interesujące było to co mogła kryć pod fasadą swojej zawodowej postawy, ekspedientki w sklepie obsługującym jednocześnie dwa światy. Dopiero kiedy sobie zażartował z sytuacji zauważył jak rozczulająco nie potrafiła zapanować nad swoimi emocjami, nad swoją twarzą. Właściwie ciężko ją o cokolwiek obwiniać, była tylko prowincjonalną dziewczyną. Zgadywał, że obce były jej towarzyskie utarczki słowne podszyte podstępem, by wywołać u niej pożądane przez rozmówcę uczucia.
- Dum spiro, spero. Odpowiedział w podobnym tonie, uśmiechając się w swój charakterystyczny, prowokujący sposób. Mówiąc to, położył rękę na tam gdzie serce, jednocześnie dociskając swój organizer w kieszeni marynarki bliżej piersi. Dla niej może odbił piłeczkę, ale w myślach złożył niedopowiedzianą modlitwę w intencji wojny Czarnego Pana. Póki oddycha będzie wypełnieniem jego woli, nawet w chwilach taki jak ta. Bo może teraz jeszcze dokazywał przed mieszańcem Bagshotów, dla którego nie będzie miejsca w nowym świecie, to dzisiaj jeszcze nacieszy się widokiem jej przypudrowanych, wysoko usadowionych kości policzkowych.
- W mojej rodzinie zbliża się ważny jubileusz i chciałbym sprezentować nestorce coś wyjątkowego. Pomyślałem, że jej najważniejsze wspomnienia mogłyby w ten sposób pozostać u Lestrangów ku pokrzepieniu serc kolejnych pokoleń. W ten sposób może moglibyśmy zapoczątkować nową tradycję. Kolekcjonowania wybitnych dla rodu wspomnień. Wyjaśnił po krótce swoje kłamliwe intencje. Kłamliwe, bo ów artefakt nigdy nie miałby prawa zagościć w Maida Vale. Jego przeznaczeniem od początku było nasiąknięcie odorem spaczenia, który przesiąkł już na wskroś podziemia Kromlechu. Jednak w kłamstwie był nienajgorszy, a do tego miał silne podstawy by bronić swoich racji. Bo co do własnego rodowodu nie musiał kłamać, faktycznie rodzina Lestrange była członkiem wysokiej kultury i wiele wnosiła do magicznego społeczeństwa. Ludzie z tym nazwiskiem często byli też wpływowymi czarodziejami, więc ich wspomnienia mogły mieć realną wartość dla zrozumienia istoty pewnych decyzji w przyszłości.
- Zresztą to jedyny sposób by opisać Twój uśmiech, Hann. Żadne słowa tego nie oddadzą.