11.03.2025, 00:33 ✶
Wypadek przy pracy. Eksperymentowanie ze świecami w mieszkaniu. Richard dał synowi zielone światło, aby mogli z Leonardem wrócić do kamienicy. Być może dałby mu także dostęp do pracowni, w której pracował Robert. A wcześniej, Ethel, jego matka. To pomieszczenie nie miało już swojego opiekuna. A Richard był kiepski w jakimkolwiek wytwórstwie czy dziełach artystycznych. Nie odziedziczył talentu po matce, aby też nie umiał nauczyć się dobrze robić świec, nie mówiąc już o kadzidłach.
- Rozumiem.Przyjął do wiadomości, lecz tak, nie wymagał od syna tłumaczenia się. Nawet spojrzał w kierunku syna, wciąż poprawiającego swoje ubranie. Zaraz po tym, zajął się oczyszczaniem miejsca do siedzenia dla siebie.
Charles szybko przeszedł do tematu, o którym Richard chciał z nim porozmawiać.
- Chciałem porozmawiać o Tobie i Twoim zachowaniu.
Zignorował na razie kwestię swojej wpadki listownej z Necronomiconem. Cwane, aby tę nazwę przypisać jakiejś książce. Gdyby takie książki mogły pisać listy o zrywaniu współpracy, to chyba musiałyby doświadczyć klątwy wydawniczej albo pisarskiej. Bądź nie chcąc paść ofiarą zapalonych świec.
- Wyjaśnij mi, co się wydarzyło dwa dni temu?
Zapytał, na razie ze spokojem. Wyjmując papierosa z papierośnicy i odpalając go. Wzrokiem powracając na Charlesa, ogarniającego swoje włosy. Czekał na wyjaśnienia. Wysłuchanie wersji swojego syna. Aby móc porównać wersje wydarzeń swoich dzieci.