12.03.2025, 19:01 ✶
— Nie mam zamiaru cię aresztować. Nie dzisiaj — odparł. Albo dałby mu pięć minut forów i zobaczyłby, czy udałoby się mężczyźnie uciec. Tak dla sportu.— Chyba że lubisz metal wokół nadgarstków — zanim Anthony zdążył odpowiedzieć, Julian otworzył kolejną skrzynię, a jej wieko wydało przeciągłe i wyjątkowo dramatyczne skrzypnięcie. W środku cóż za niespodzianka. Kolejne pierdolety, które wyglądały jakby miały własną wolę. — No proszę — westchnął z niechętną fascynacji. — Wygląda jak świąteczny kuferek prezentowy dla kompletnie niepoczytalnego kolekcjonera.
Być może było to złudzenie wynikające z wątłego światła i zmęczenia, czy też faktycznie większość znajdujących się przedmiotów tutaj nosiło na sobie ślady klątwy — nie miało to znaczenia, bo rzeczywiście była to skarbnica. Mężczyzna rzucił jeszcze lumos w stronę najbliższych klatek, z których dobiegały przytłumione dźwięki. Niektóre zwierzaki wyglądały na osowiałe, inne świdrowały ich dwójkę spojrzeniami. Pewnie czekały tylko czekały na okazję, aby się wydostać. W końcu oderwał wzrok i spojrzał na mężczyznę, który stał tuż tuż za nim. Pomyślał, że Anthony pewnie potrafił wchodzić w podejrzane układy i bawić się w podwójne gry, ale nie oznaczało to, że miał ochotę nurzać się w tym całym szlamie. A Julek nie był idiotą, aby tego nie zauważyć: skrzywiony ust, napięta szczęka. Całtm sobą uosabiał czystą kalkulację i kontrolę. A z tym grymasem niesmaku, który był aż nadto, pewnie byłby gotowy rozdać rękawiczki każdemu, kto przypadkiem dotknąłby czegoś mniej sterylnego niż jedwabna podszewka jego płaszcza. Historia, egzotyka, odrobina rozrywki! Czego chcieć więcej? No właśnie. Bletchley sam nie potrzebował więcej. I tak jak jego kompan stwierdził, czas nigdy nie był sprzymierzeńcem ludzi, którzy chcieli coś załatwić uczciwie. Powinien przestać bawić się w złodzieja i przejść do rzeczy.
— Brzmi jak bardzo specyficzny zestaw rekwizytów. Odprawiamy jakiś rytuał, o którym mi nie powiedziałeś? — rzucił lekko. Sauna? Gorące źródła? Julek zaśmiał się cicho. — Dobra, zwijamy interes. Skoro mamy się tu jeszcze trochę pokręcić, to chodźmy po to po co przyszliśmy. Potem możemy myśleć o regeneracji. Może nawet mnie namówisz na maseczkę, kto wie. Właściwie to moja Jo ostatnio pokazała mi taką z… — i ruszył w głąb magazynu.
Być może było to złudzenie wynikające z wątłego światła i zmęczenia, czy też faktycznie większość znajdujących się przedmiotów tutaj nosiło na sobie ślady klątwy — nie miało to znaczenia, bo rzeczywiście była to skarbnica. Mężczyzna rzucił jeszcze lumos w stronę najbliższych klatek, z których dobiegały przytłumione dźwięki. Niektóre zwierzaki wyglądały na osowiałe, inne świdrowały ich dwójkę spojrzeniami. Pewnie czekały tylko czekały na okazję, aby się wydostać. W końcu oderwał wzrok i spojrzał na mężczyznę, który stał tuż tuż za nim. Pomyślał, że Anthony pewnie potrafił wchodzić w podejrzane układy i bawić się w podwójne gry, ale nie oznaczało to, że miał ochotę nurzać się w tym całym szlamie. A Julek nie był idiotą, aby tego nie zauważyć: skrzywiony ust, napięta szczęka. Całtm sobą uosabiał czystą kalkulację i kontrolę. A z tym grymasem niesmaku, który był aż nadto, pewnie byłby gotowy rozdać rękawiczki każdemu, kto przypadkiem dotknąłby czegoś mniej sterylnego niż jedwabna podszewka jego płaszcza. Historia, egzotyka, odrobina rozrywki! Czego chcieć więcej? No właśnie. Bletchley sam nie potrzebował więcej. I tak jak jego kompan stwierdził, czas nigdy nie był sprzymierzeńcem ludzi, którzy chcieli coś załatwić uczciwie. Powinien przestać bawić się w złodzieja i przejść do rzeczy.
— Brzmi jak bardzo specyficzny zestaw rekwizytów. Odprawiamy jakiś rytuał, o którym mi nie powiedziałeś? — rzucił lekko. Sauna? Gorące źródła? Julek zaśmiał się cicho. — Dobra, zwijamy interes. Skoro mamy się tu jeszcze trochę pokręcić, to chodźmy po to po co przyszliśmy. Potem możemy myśleć o regeneracji. Może nawet mnie namówisz na maseczkę, kto wie. Właściwie to moja Jo ostatnio pokazała mi taką z… — i ruszył w głąb magazynu.