Dziewczyna nie należała do osób strachliwych i płochliwych, ale zdecydowanie stroniących od obcych ludzi. Broniła się zwykle sarkazmem i oschłością w spojrzeniu, a jeśli chodzi o jej tyły nie myślała nawet o tym, co mówi. Była zbyt zaskoczona, że kogokolwiek spotkała. W sercu nawet czuła ulgę, że ktoś może ją wyprowadzi w odpowiednie miejsce. Czy się go bała? Oczywiście. Nigdy nie wiadomo kim on mógł być. Mógł być nawet poplecznikiem Voldemorta. Przekrzywiła z ciekawości głowę i zmarszczyła brwi nad oczami zastanawiając się, dlaczego ten się cieszy, że jednak jest stara? Nie było to jednak zbyt istotne w tym momencie. Nie mogła mu się za bardzo przyjrzeć przez ten kaptur, ale liczyła na to, że nie był psychopatycznym mordercą, ale jeśli miała zginąć dzisiaj to tak czy siak by się to stało, prawda?
— A co za różnica? – zapytała zadzierając lekko głowę ku górze, aby móc na niego lepiej spojrzeć. – Jeśli nie zapytałabym ciebie o drogę to błądziłabym dalej i mogłabym spotkać kogoś innego. Jeśli los zechce, abym dzisiaj zginęła to będzie to teraz lub później. Po co odwlekać nieuniknione? – usta lekko jej drgnęły jakby chciała się uśmiechnąć, ale jednak tego nie zrobiła.
Tak. Mężczyzna był obcy. Tak. Był od niej silniejszy, ale w schowanej dłoni trzymała w gotowości różdżkę, którą w każdej chwili mogła użyć. Najwyżej stoczy pojedynek, najwyżej zginie w walce, a nie w wybuchu jakiegoś specyfiku, który mogłaby w tej chwili warzyć i źle dobrać składniki. Nim cokolwiek zdążyła dodać ten już transmutował jej kaptur przy kurtce, wyrzucając z ust potok słów na temat jej niewinności i urodzie. Nie była pewna, czy był to przytyk, jeśli chodzi o powagę, której najwyraźniej jej teraz brakowało, czy też faktycznie mężczyzna chciał jej rzucić komplementy, co chyba słabo mu szło. Nie potrafiła go rozgryźć.
Popatrzyła w kierunku, który jej wskazał, narzuciła na głowę w tym czasie jeszcze kaptur i zagryzła dolną wargę jakby się nad czymś grubo zastanawiała. Ruszyła z dwa kroki do przodu mijając go przy okazji, ale ostatecznie się zatrzymała. Mama jej mówiła, że powinna mieć więcej przyjaciół. Nora mówiła, że powinna sobie kogoś znaleźć (nad czym zwleka). Może los rzucał jej właśnie kolejną osobę, z którą mogłaby się zaprzyjaźnić? Może właśnie ten rok ma być rokiem nowych znajomości? A może los chciał, aby zginęła w ciemnym zaułku z rąk obcego mężczyzny? Może nie powinien być obcym mężczyzną? Może powinna go poznać? Odwróciła się w jego kierunku i popatrzyła wymownie.
— Idziesz? – zapytała jakby była to najbardziej oczywista rzecz jaką mógł w tym momencie w ogóle zrobić. – Jeśli mam dzisiaj zginąć to wolałabym wiedzieć przez kogo spotka mnie taki los – czy chciała go speszyć? Oczywiście. On pierwszy zaczął. Dodatkowo nie była dobra w poznawaniu nowych osób. Ludzie w jej otoczeniu albo byli od zawsze, albo nie dawali jej spokoju, aż przyzwyczaiła się do ich obecności. – Jestem Avelina.