13.03.2025, 19:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2025, 19:14 przez Julián Bletchley.)
Młodzik z Crouchów wspomniał o podejrzanej działalności pana Bonesa, akurat w tym samym momencie, kiedy obok przechodziła pani Halinka. A pani Halinka, jak to pani Halinka, miała szósty zmysł do podsłuchiwania rzeczy, których nie powinna. Zatrzymała się na moment tuż za Robertem, otworzyła szerzej oczy, a potem ruszyła przed siebie szybciej niż można by się tego spodziewać po kimś w jej wieku. Tak, najwyraźniej w ten sposób rodziły się plotki. Julian uniósł brew i pośledził starszą kobiecinę wzrokiem.
— Pani Halinka to kurwa informacyjny odpowiednik sowy pocztowej na mefedronie. Do końca dnia cały departament będzie wiedział, że Geraldus Bones trzyma na biurku świerszczyki — spojrzał na młodszego mężczyznę z rozbawieniem. Co z tego, że informacja mogła być nieprawdziwa? W tamtym momencie nie miało już to znaczenia. — W tej chwili to już prawda objawiona. A jak znam Bonesa, to nawet jak mu podsuną dowody pod nos i tak będzie się wszystkiego wypierał. Ale nie szkodzi. Teraz każda osoba, która zobaczy go z gazetą, zastanowi się dwa razy, co tam naprawdę czyta — Julek postanowił zamilknąć na dłuższą chwilę. Dla efektu, aby ironia sytuacji osiagnęła szczyt. Wgryzł się w paszteciastego pączka z spokojem. — Crouch co? — powtórzył i spojrzał na młodego uwazniej. — Crouch Crouch czy jakiś dalszy Crouch?
Bowiem zdawał sobie sprawę z ciężaru takiego nazwiska jako kolejnego odbicia starych elit w ministerialnym kalejdoskopie. Nie miał nic przeciwko czystokrwistym, a przynajmniej tak mu się wydawało. Ale pewne granice były dla niego nieprzekraczalne. To kwestia mentalności, pomyślał, i tego czy ktoś naprawdę potrafił zostawić za sobą przekonania, które wdeptywały w ziemię tylko dlatego, że nazwisko dobrze brzmiało. Auror zacisnął szczękę, spróbował zgasić swoje uprzedzenia, bo nei na to przecież była pora.
— Pani Halinka to kurwa informacyjny odpowiednik sowy pocztowej na mefedronie. Do końca dnia cały departament będzie wiedział, że Geraldus Bones trzyma na biurku świerszczyki — spojrzał na młodszego mężczyznę z rozbawieniem. Co z tego, że informacja mogła być nieprawdziwa? W tamtym momencie nie miało już to znaczenia. — W tej chwili to już prawda objawiona. A jak znam Bonesa, to nawet jak mu podsuną dowody pod nos i tak będzie się wszystkiego wypierał. Ale nie szkodzi. Teraz każda osoba, która zobaczy go z gazetą, zastanowi się dwa razy, co tam naprawdę czyta — Julek postanowił zamilknąć na dłuższą chwilę. Dla efektu, aby ironia sytuacji osiagnęła szczyt. Wgryzł się w paszteciastego pączka z spokojem. — Crouch co? — powtórzył i spojrzał na młodego uwazniej. — Crouch Crouch czy jakiś dalszy Crouch?
Bowiem zdawał sobie sprawę z ciężaru takiego nazwiska jako kolejnego odbicia starych elit w ministerialnym kalejdoskopie. Nie miał nic przeciwko czystokrwistym, a przynajmniej tak mu się wydawało. Ale pewne granice były dla niego nieprzekraczalne. To kwestia mentalności, pomyślał, i tego czy ktoś naprawdę potrafił zostawić za sobą przekonania, które wdeptywały w ziemię tylko dlatego, że nazwisko dobrze brzmiało. Auror zacisnął szczękę, spróbował zgasić swoje uprzedzenia, bo nei na to przecież była pora.