02.02.2023, 21:10 ✶
Viorica wręcz przeciwnie, uwielbiała spędzać czas z ludźmi i w małym paluszku miała umiejętność ich mamienia oraz czarowania. Cóż, pozwalało jej to nie raz uniknąć kłopotów, do tego powodowało, że wiele osób potrafiło się dla niej zrobić więcej, niż nakazuje rozsądek. Lubiła to uczucie, gdy owinęła sobie kogoś wokół palca. Choć nie testowała swoich umiejętności na każdym. Raczej bawiła się w ten tylko w potrzebie. Z przyjaciółmi wolała tkwić w szczerych i prawdziwych relacjach.
Teraz jednak skupiała się na za chwyceniu Greengrass. Widziała, że to się na razie udaje. Uśmiechnęła się na wspomnienie o koleżance graczki, spoglądając na chwilę blondynce w oczy.
- Każdy ma prawo mieć własny styl. Choć nie unikniemy pewnych skojarzeń w społeczeństwie. Na przykład, wszyscy widząc sportowców doszukują się pewnej swobody, którą pamiętają z boiska. I tak zdecydowanie do waszego wizerunku, który tkwi w głowach zwykłych szarych ludzi, pasuje coś prostego, luźnego, ale za to tryskającego energią. Właśnie to próbowaliśmy oddać biżuterią. Właśnie dlatego sprawdzisz się lepiej niż twoja koleżanka w roli naszej modelki. Bo idealnie pasujesz do wyobrażeń fanów - mówiła, spoglądając z pewną czułością na błyskotki, które pyszniły się przed nimi.
Przyglądała się uważnie reakcji na eksponat specjalny. Poczuła dumę, słysząc komplement, wyprostowała się trochę na krześle, wiedząc, że miała spory wpływ na ostateczny wygląd i działanie wisiora. Udało się zdobyć uznanie kogoś, kto znał quidditch od podszewki, to oznacza, że na pewno uda się sprzedać małe arcydzieło wymagającym fanom.
- Na pewno pomyślimy o sprzedaży pod stadionami, szczególnie że mam jeszcze więcej do pokazania, jak myślę, jeszcze większy hit sprzedażowy - zaczęła, zaraz jednak umilkła, zauważając posyłającego błagalne spojrzenie kelnera. Wyszczerzyła do niego białe zęby w rozbrajającym uśmiechu, zdejmując walizkę ze stolika i kładąc ja sobie na kolana.
- Och! Przepraszamy - rzuciła, spoglądając na apetycznie wyglądający makaron, który przed nią położono. Upiła łyk wina, zanim nie zaczęła dalej mówić do Mackenzie.
- Ogólnie ludzie uwielbiają identyfikować się z daną drużyną, chcieliśmy więc, by mogli pokazywać swoje przywiązanie do niej także na co dzień. Dlatego, przygotowaliśmy to - uniosła jedno dno walizki, by spod niego wyjąć drugie, przekazując je Greengrass. Tym razem w przegródkach widniały piękne wisiorki, broszki, kolczyki czy spinki do mankietów, wszystkie zaś sygnowane logami poszczególnych drużyn quidditcha z ligi. Najwięcej elementów zdobiło oczywiście godło Srok, w którym grała rozmówczyni Viorici. Celowy zabieg.
- Myślę, że broszki będą główną maszyną napędową sprzedaży, drugie w kolejności pewnie okażą się popularne wisiorki. Pozłacane lub posrebrzane, ręcznie malowane kolorową emalią, większość wykonałam sama, nie chwaląc się - mrugnęła do Mackenzie.
Zabrała się za makaron, czekając, na reakcje, znów żyjąc w nadziei, że jej ego zostanie połechtane. Ciekawe, czy desery też mieli tak wyśmienite?
Teraz jednak skupiała się na za chwyceniu Greengrass. Widziała, że to się na razie udaje. Uśmiechnęła się na wspomnienie o koleżance graczki, spoglądając na chwilę blondynce w oczy.
- Każdy ma prawo mieć własny styl. Choć nie unikniemy pewnych skojarzeń w społeczeństwie. Na przykład, wszyscy widząc sportowców doszukują się pewnej swobody, którą pamiętają z boiska. I tak zdecydowanie do waszego wizerunku, który tkwi w głowach zwykłych szarych ludzi, pasuje coś prostego, luźnego, ale za to tryskającego energią. Właśnie to próbowaliśmy oddać biżuterią. Właśnie dlatego sprawdzisz się lepiej niż twoja koleżanka w roli naszej modelki. Bo idealnie pasujesz do wyobrażeń fanów - mówiła, spoglądając z pewną czułością na błyskotki, które pyszniły się przed nimi.
Przyglądała się uważnie reakcji na eksponat specjalny. Poczuła dumę, słysząc komplement, wyprostowała się trochę na krześle, wiedząc, że miała spory wpływ na ostateczny wygląd i działanie wisiora. Udało się zdobyć uznanie kogoś, kto znał quidditch od podszewki, to oznacza, że na pewno uda się sprzedać małe arcydzieło wymagającym fanom.
- Na pewno pomyślimy o sprzedaży pod stadionami, szczególnie że mam jeszcze więcej do pokazania, jak myślę, jeszcze większy hit sprzedażowy - zaczęła, zaraz jednak umilkła, zauważając posyłającego błagalne spojrzenie kelnera. Wyszczerzyła do niego białe zęby w rozbrajającym uśmiechu, zdejmując walizkę ze stolika i kładąc ja sobie na kolana.
- Och! Przepraszamy - rzuciła, spoglądając na apetycznie wyglądający makaron, który przed nią położono. Upiła łyk wina, zanim nie zaczęła dalej mówić do Mackenzie.
- Ogólnie ludzie uwielbiają identyfikować się z daną drużyną, chcieliśmy więc, by mogli pokazywać swoje przywiązanie do niej także na co dzień. Dlatego, przygotowaliśmy to - uniosła jedno dno walizki, by spod niego wyjąć drugie, przekazując je Greengrass. Tym razem w przegródkach widniały piękne wisiorki, broszki, kolczyki czy spinki do mankietów, wszystkie zaś sygnowane logami poszczególnych drużyn quidditcha z ligi. Najwięcej elementów zdobiło oczywiście godło Srok, w którym grała rozmówczyni Viorici. Celowy zabieg.
- Myślę, że broszki będą główną maszyną napędową sprzedaży, drugie w kolejności pewnie okażą się popularne wisiorki. Pozłacane lub posrebrzane, ręcznie malowane kolorową emalią, większość wykonałam sama, nie chwaląc się - mrugnęła do Mackenzie.
Zabrała się za makaron, czekając, na reakcje, znów żyjąc w nadziei, że jej ego zostanie połechtane. Ciekawe, czy desery też mieli tak wyśmienite?