14.03.2025, 22:25 ✶
Mieszkanie, w którym mieszkał Flint, nie znajdowało się w żadnej z najbardziej wyszukanych kamienic przy Alei Horyzontalnej. Nie, żaden z lokatorów tego miejsca nie otrzymał go w prezencie od rodziców, ale dla niego to przecież było o wiele lepiej, niż gdyby miał żyć na łasce czyjejś matki. Wynajmowane za niską jak na tę lokalizację cenę przez ulokowanie na wiecznie gorącym poddaszu, stało się ostoją jego i dwójki czarodziejek, z którymi miał dobry kontakt i lubił spędzać czas... przynajmniej wtedy, kiedy faktycznie siedział w Anglii, a to w ostatnich latach przychodziło mu z trudem.
Nic dziwnego, że go wszyscy coraz słabiej pamiętali.
Kiedy przed Daphne otworzyły się duże, dębowe, nieco porysowane drzwi, pierwszym co mogła dostrzec, był uśmiech białych zębów w słonecznej ramie jego ciepłej niczym słońce aparycji. Później pojawiły się zapachy - Dægberht niewątpliwie nad czymś pracował, a aromat palonych ziół zdążył okadzić każdą wolną przestrzeń.
- Cześć, kochana - przywitał się z nią swobodnie, wykonując zdecydowany krok do przodu, żeby pocałować ją w policzek, a następnie zaprosić do środka gestem ręki. - Rozgość się, Vior i Scylki nie ma, toteż sami tu będziemy pewnie do końca rozmowy. Nie zanosi się na to, żeby którakolwiek wrócił do wieczoru. - I tyle. Panna Lestrange miała naprawdę niewiele czasu na pogodzenie się z dwoma faktami. Po pierwsze Flint był ubrany w bardzo wzorzystą, czarodziejską szatę, kompletnie niepasującą do lokalnej mody. Pewnie ją kupił gdzieś daleko i nic sobie nie robił z bycia ekscentrykiem, ale podobno lepiej w tę stronę, niż gdyby się miał nosić po mugolsku - długie, brązowe włosy opadające na delikatną twarz i lejący się materiał ani trochę nieprzypominający spodni, swobodnie opadający na bose stopy, zdecydowanie tworzyły obraz kogoś obeznanego w sztukach magicznych. Po drugie, już nieco gorsze i mocniej kłujące w oczy - nie mieszkał tu sam, a ci co tu mieszkali, nie przejmowali się takimi trywialnymi rzeczami jak bałagan. Nie, nie chodziło o brud. Brudno tutaj nie było, nawet mimo dużej przestronności. Ale to było mieszkanie ludzi pracy. To było mieszkanie pełne bibelotów, pamiątek i porysowanych mebli. To było mieszkanie, w którym znajdował się stół zastawiony tym, nad czym pracowało aktualnie każde z nich. Bo po co chować rzeczy do szafek i podchodzić obsesyjnie do porządku, skoro i tak zaraz coś się wyciągnie i... Cóż, może powinien o tym pomyśleć wcześniej, ale nie pomyślał. Meritum na powykręcane kawałki metalu i kamieni szlachetnych leżących na wyspie kuchennej było odgarnięcie ich na bok, żeby zrobić miejsce na dwa kubki. - Rzadko się to zdarza, ale tym razem wróciłem do domu z większą ilością puszek do herbaty niż tą, z którą popłynąłem. Ale mam kilka ciekawych zdobyczy. To jest słuchaj - to powiedziawszy, położył przed nią drewniane pudełko, a następnie machnął różdżką, stawiając na rozpalonym kominku kociołek z wodą - herbata yaupon, podobno sprzyja podejmowaniu wielkich decyzji, bo oczyszcza ducha. Normalnie unikam tego typu przygód jak ognia - bo jaki podróżnik nie wylądował po herbacie z dziwnego ostrokrzewu w szalecie i nie żałował decyzji ten nigdy podróżnikiem nie był - ale powąchaj. Ten zapach mnie tak omamił, że się dałem w to wciągnąć od razu i nie żałuję. W ogóle nie ma w tym goryczy, są tylko siła słońca i wspomnienie dzikich ostępów.
Nic dziwnego, że go wszyscy coraz słabiej pamiętali.
Kiedy przed Daphne otworzyły się duże, dębowe, nieco porysowane drzwi, pierwszym co mogła dostrzec, był uśmiech białych zębów w słonecznej ramie jego ciepłej niczym słońce aparycji. Później pojawiły się zapachy - Dægberht niewątpliwie nad czymś pracował, a aromat palonych ziół zdążył okadzić każdą wolną przestrzeń.
- Cześć, kochana - przywitał się z nią swobodnie, wykonując zdecydowany krok do przodu, żeby pocałować ją w policzek, a następnie zaprosić do środka gestem ręki. - Rozgość się, Vior i Scylki nie ma, toteż sami tu będziemy pewnie do końca rozmowy. Nie zanosi się na to, żeby którakolwiek wrócił do wieczoru. - I tyle. Panna Lestrange miała naprawdę niewiele czasu na pogodzenie się z dwoma faktami. Po pierwsze Flint był ubrany w bardzo wzorzystą, czarodziejską szatę, kompletnie niepasującą do lokalnej mody. Pewnie ją kupił gdzieś daleko i nic sobie nie robił z bycia ekscentrykiem, ale podobno lepiej w tę stronę, niż gdyby się miał nosić po mugolsku - długie, brązowe włosy opadające na delikatną twarz i lejący się materiał ani trochę nieprzypominający spodni, swobodnie opadający na bose stopy, zdecydowanie tworzyły obraz kogoś obeznanego w sztukach magicznych. Po drugie, już nieco gorsze i mocniej kłujące w oczy - nie mieszkał tu sam, a ci co tu mieszkali, nie przejmowali się takimi trywialnymi rzeczami jak bałagan. Nie, nie chodziło o brud. Brudno tutaj nie było, nawet mimo dużej przestronności. Ale to było mieszkanie ludzi pracy. To było mieszkanie pełne bibelotów, pamiątek i porysowanych mebli. To było mieszkanie, w którym znajdował się stół zastawiony tym, nad czym pracowało aktualnie każde z nich. Bo po co chować rzeczy do szafek i podchodzić obsesyjnie do porządku, skoro i tak zaraz coś się wyciągnie i... Cóż, może powinien o tym pomyśleć wcześniej, ale nie pomyślał. Meritum na powykręcane kawałki metalu i kamieni szlachetnych leżących na wyspie kuchennej było odgarnięcie ich na bok, żeby zrobić miejsce na dwa kubki. - Rzadko się to zdarza, ale tym razem wróciłem do domu z większą ilością puszek do herbaty niż tą, z którą popłynąłem. Ale mam kilka ciekawych zdobyczy. To jest słuchaj - to powiedziawszy, położył przed nią drewniane pudełko, a następnie machnął różdżką, stawiając na rozpalonym kominku kociołek z wodą - herbata yaupon, podobno sprzyja podejmowaniu wielkich decyzji, bo oczyszcza ducha. Normalnie unikam tego typu przygód jak ognia - bo jaki podróżnik nie wylądował po herbacie z dziwnego ostrokrzewu w szalecie i nie żałował decyzji ten nigdy podróżnikiem nie był - ale powąchaj. Ten zapach mnie tak omamił, że się dałem w to wciągnąć od razu i nie żałuję. W ogóle nie ma w tym goryczy, są tylko siła słońca i wspomnienie dzikich ostępów.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr