17.03.2025, 20:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2025, 20:47 przez Julián Bletchley.)
— No skoro moja ukochana żona, a twoja rodzicielka, czyli jak sądziłaś twój ulubiony rodzic, nie powinna mieć problemu z sałatą! — odparł. — Poza tym i tak nie mogło być gorzej niż wtedy, gdy zbiłaś jej ulubioną wazę — właściwie to on ją zbił, a potem w akcie desperacji i instynktu samozachowawczego zwalił winę na własną córkę. Cała historia krążyła wokół tego, że naczynie podarowali teściowie, a waza była paskudna. Prawdziwy koszmar w postaci ceramiki: wielka, ciężka i o takim wzorze, że aż bolały oczy go. Jo wprawdzie od dawna rozważała pozbycie się tego paskudztwa, ale być może zwykła przekora albo chęć zachowania pozorów powstrzymywało ją przed wyrzuceniem jej na śmietnik. Więc Julian zrobił to za nią bohatersko, skutecznie i perfekcyjnie. Spróbował uniknąć kopnięcia.
Próbuję uniknąć kopniaka :(, af III
— No wiesz co mała — sapnął i syknął jednocześnie. Cios nie powalił go, ale zdecydowanie POCZUŁ. Nie w kolano. Nie w udo. W łydkę. Najbardziej niewdzięczne miejsce do oberwania. — Au — stwierdził rzeczowo po hiszpańsku.
Próbuję uniknąć kopniaka :(, af III
Rzut Z 1d100 - 36
Slaby sukces...
Slaby sukces...
— No wiesz co mała — sapnął i syknął jednocześnie. Cios nie powalił go, ale zdecydowanie POCZUŁ. Nie w kolano. Nie w udo. W łydkę. Najbardziej niewdzięczne miejsce do oberwania. — Au — stwierdził rzeczowo po hiszpańsku.