— Nie wyprzedzajmy faktów. — powiedziała, kiedy na chwilę zamilkł.
Na wspomnienie o myszach uśmiechnęła się pod nosem. Dopiero kiedy Castiel to powiedział, zdała sobie sprawę, jak niedorzecznie to może brzmieć i wyglądać, gdy przyjdzie mu ten specjał przygotowywać.
— Zawsze przychodzi ten pierwszy raz. — rzuciła, chcąc nieco rozluźnić atmosferę i może nawet rozgonić pochmurne myśli Castiela.
Wzięła filiżankę kawy i usiadła na sofie, którą jej wskazał. Cóż, Regina na większości „zwykłych” mebli wyglądała dosyć komicznie, bo i mało który wyrobnik przewidywał, że będzie ich używał ktoś wielkości małego trolla.
Przez twarz Olbrzymki przebiegł cień, bo i poczuła, jak lewe biodro przeszywa promień bólu. Ciśnienie się zmienia, przemknęło jej przez myśl i by ukryć słabość, upiła łyk kawy. To nie był dobry moment na odzywające się stare urazy.
— Czy ja wiem, twoje osiągnięcie z lunaballami zdziwiłoby wielu magizoologów. Poza tym patrząc na to, jaką troską darzysz Cholerę, to kwestia dobrania odpowiedniego stworzenia do ciebie.
Spojrzała na wspomnianą sowę, zastanawiając się nad paroma kwestiami. Jedną z nich była odpowiedź na pytanie, jaki gatunek Castiel powinien wybrać oraz by była dostępna „do ręki”.
— Jednymi z bardziej wytrzymałych są puchacze, więc proponowałabym ci, byś zakupił dwa takie osobniki. Jeżeli jednak zależy ci bardziej na szybkości, choć wtedy odradzam wysyłanie jej na dalekie dystanse, to sowa jarzębata byłaby dobrym wyborem.
Regina nie musiała nic z siebie krzesać, ale nie przez zdolności prowadzenia rozmów o niczym. W tym momencie mówiła o tym, czym się interesowała i gdyby Castiel na to pozwolił, mogłaby go zagadać na śmierć. Co może nie było tak głupim pomysłem, patrząc na ilość zmartwień, które ostatnio miał?
— Ile oczekuję? — uniosła brew i zaraz też uśmiechnęła się zakłopotana. — Oczekuję, że przede wszystkim zapewnisz Cholerze spokój i te lekarstwa, które ci zapisałam. Co do galeonów, to nie oczekiwałam od ciebie więcej, niż trzech galeonów.