20.03.2025, 16:09 ✶
Nie udało mu się. Aidan zachwiał się, gdy żołądek podjechał mu do gardła. Wziął za mocny oddech, za łapczywie wciągnął pył, który wpadł mu w usta i spowodował cofkę. Parkinson zaniósł się kaszlem, tak potwornym, że nie tylko przerwał rzucane przez niego zaklęcie, ale również zmusił do zgięcia się w pół. Ten odór pieczonych ludzi wpychał się za mocno w jego nozdrza, osiadał nie tylko na jego ubraniach, ale również na skórze. Wątpił, czy kiedykolwiek zapomni ten zapach i uda mu się wyrzucić go z pamięci.
Nie udało się: mężczyzna nie został odepchnięty. Ale gdy Aidan się prostował, nigdy nie pomyślałby, że mężczyzna spłonie. Nie miał przy sobie różdżki, nie wyglądało też na to, by był pokryty łatwopalną cieczą - a jednak zaczął płonąć tak samo intensywnie, jak budynek. Do jego krzyków dołączył krzyk brygadzisty, który ruszył w jego kierunku, wyciągając różdżkę. Sam nie wiedział po co to zrobił i co chciał tym osiągnąć. Ugasić go? Dźgnąć go w oko? Nie wiedział, ale wiedział jedno i to już w chwili, w której się zrywał do biegu: nie zdąży. Nie zdąży dobiec, nie zdąży rzucić zaklęcia, bo sylwetka nieznajomego czarodzieja rozsypywała się i dołączała do popiołu, który sypał się z nieba.
Gdy Aidan dobiegł na miejsce, zobaczył tylko wypalony w kamieniu, będącym częścią fundamentu, ślad dłoni.
- Ja... - szepnął, nie wiedząc co ma odpowiedzieć Eliasowi, który stał obok. - Nie mam pojęcia.
Nie widział różdżki. Spłonęła razem z nim? A może jej nie potrzebował? Na wszelki wypadek Aidan rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo, kto mógłby odpowiadać za spalenie mężczyzny żywcem.
- Masz rację. Wynosimy się z tego dymu - kiwnął głową, potulnie zgadzając się na zrobienie w tył zwrot. Będzie musiał poinformować kogoś z Ministerstwa o tym, co tu się stało, ale nie miał na to teraz czasu. Gdy ochronna bańka powietrza otoczyła go i Eliasa, stanął przy nim i spróbował rozwiać przy pomocy magii dym, by wyjść z powrotem do miejsca, w którym się znajdowali. Jak wyjdą to się będzie zastanawiał co począć z tym typem, dzięki któremu mógł teraz w miarę normalnie oddychać.
Kształtowanie na powietrze, rozwiewające dym
Nie udało się: mężczyzna nie został odepchnięty. Ale gdy Aidan się prostował, nigdy nie pomyślałby, że mężczyzna spłonie. Nie miał przy sobie różdżki, nie wyglądało też na to, by był pokryty łatwopalną cieczą - a jednak zaczął płonąć tak samo intensywnie, jak budynek. Do jego krzyków dołączył krzyk brygadzisty, który ruszył w jego kierunku, wyciągając różdżkę. Sam nie wiedział po co to zrobił i co chciał tym osiągnąć. Ugasić go? Dźgnąć go w oko? Nie wiedział, ale wiedział jedno i to już w chwili, w której się zrywał do biegu: nie zdąży. Nie zdąży dobiec, nie zdąży rzucić zaklęcia, bo sylwetka nieznajomego czarodzieja rozsypywała się i dołączała do popiołu, który sypał się z nieba.
Gdy Aidan dobiegł na miejsce, zobaczył tylko wypalony w kamieniu, będącym częścią fundamentu, ślad dłoni.
- Ja... - szepnął, nie wiedząc co ma odpowiedzieć Eliasowi, który stał obok. - Nie mam pojęcia.
Nie widział różdżki. Spłonęła razem z nim? A może jej nie potrzebował? Na wszelki wypadek Aidan rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo, kto mógłby odpowiadać za spalenie mężczyzny żywcem.
- Masz rację. Wynosimy się z tego dymu - kiwnął głową, potulnie zgadzając się na zrobienie w tył zwrot. Będzie musiał poinformować kogoś z Ministerstwa o tym, co tu się stało, ale nie miał na to teraz czasu. Gdy ochronna bańka powietrza otoczyła go i Eliasa, stanął przy nim i spróbował rozwiać przy pomocy magii dym, by wyjść z powrotem do miejsca, w którym się znajdowali. Jak wyjdą to się będzie zastanawiał co począć z tym typem, dzięki któremu mógł teraz w miarę normalnie oddychać.
Kształtowanie na powietrze, rozwiewające dym
Rzut PO 1d100 - 62
Sukces!
Sukces!