Nawet jeśli przez niedługi moment wydała mu się nawet urocza, tak w swoim usposobieniu rozwiała wszystkie złudzenia. Nawet nie wiedział, czy tę tępawą aurę którą władnie przed nim odsłoniła przypisywać bardziej jej brudnej krwi, czy prostackiemu pochodzeniu. A może to wypadkowa tych obu czynników. W każdym razie w krótką chwilę Louvain zmienił znacząco swoje podejście. Zadziorny uśmiech zniknął z jego ust, a z jego spojrzenia uleciało jakiekolwiek zainteresowanie ekspedientkom. Spoglądał jedynie dziwacznym wzrokiem na samopiszące pióro z notesem, które chyba było tylko na pokaz, bo tak szybko jak się pojawiło, tak szybko przestało być konieczne. Lestrange nie miał zbyt wygórowanych oczekiwań, zawarł jedynie wytyczne jakie chciałby widzieć na zamawianym przedmiocie. Oczekiwał, że projekt jak i samo wykonanie zostanie zrealizowane po stronie sprzedających. Zresztą wygląd odkrywał tutaj drugorzędną rolę w zestawieniu z funkcjonalnością.
- Zrozumiałe. Odrzucił, mało zaangażowany w ten jej regulaminowy bełkot. Nie przejmował się żadnym Departamentem Przestrzegania Dziury w Dupie. Wspomnienie którym zamierzał się podzielić było nielegalne, ale zupełnie z innych powodów, niż przewidziane to było w jakimkolwiek kodeksie prawa. Odebrał fiolkę, kiwając nieznacznie głową na znak, że rozumie i zna procedurę. Na szkoleniach dla oklumentów w Ministerstwie był omawiany temat ochrony wspomnień, więc znał proces w którym wyciągało takie z umysłu. Dobrze wiedział, że przy pracy nad myślami i wszystkim tym co mieściło się w głowie, należało przyłożyć szczególną uwagę na spokój i precyzje. Umysł to wbrew pozorom bardzo delikatne narzędzie w ludzkim ciele i łatwo narobić w nim szkód. Dlatego najpierw skupił wzrok na trzymanym szklanym pojemniku, po to żeby skupić własne myśli. Odrzucił od siebie natrętne myśli o tym jak to rozczarował się Hannah i tym że przyszedł tutaj z misją w służbie zła. Potem wrócił myślami do tego felernego dnia, gdy okazało się, że Annaleigh wpierdoliła się w Vakelstwo na dobre. Przypomniał sobie ołtarz na którym stali, wraz z kapłanem z kowenu. Przypomniał sobie z kim wtedy stał w pierwszym rzędzie jako najbliższa rodzina. Jak pachniało powietrze i jak paskudni byli tamci Dolohov. Wtedy przyłożył różdżkę do skroni i mając pewność, że jest wystarczająco silnie osadził się w tym wspomnieniu, zaczął je wyciągać sobie z głowy. Miarowo, powoli i delikatnie, jakby ciągnął rozgotowaną nitkę makaronu, której właściwie brzydził się dotknąć palcami. Raczej nieprzyjemne uczucie, wywołujące zimny dreszcz na karku. Granatową, mieniącą się jasnymi iskrami, myśl w fizycznej formie umieścił w jej właściwiej fiolce i zakręcił korkiem. Jeszcze zanim oddał ją na ręce Hannah, spojrzał pierwszy i ostatni raz na jeden z największych cyrków jakim był świadkiem, a potem nawet z pewną ulgą na twarzy oddał, zgodnie z nałożonymi na niego zasadami, te pieprzone wspomnienie.
- Jak długo będę musiał czekać na odbiór zamówienia? Spuentował zdegustowanym grymasem całe to zajście. Chyba nie musiał wyraźnie zaznaczać, że skoro myślodsiewnia miała być niespodziankom, to ma zamiar własnoręcznie odebrać zamówienie. Zresztą tak było bezpieczniej. Im mniej osób wiedziało o tym, że zamawia dla siebie tak wyszukane narzędzie pracy nad wspomnieniami, tym lepiej dla niego. To i tak ostatnie dni, kiedy kamienna misa miała szansę ujrzeć światło słonecznego dnia.