23.03.2025, 16:47 ✶
Byłbyś tak miły i zajął się naszym gościem? Oczywiście, jak zawsze. Zajmiesz się tym? Zajmiesz się tamtym? Zrób to, zrób tamto, załatw, zorganizuj. Już miał Woody na końcu języka odcinkę: a sama się zajmij, co ja jestem? Może małżonka by w końcu wzięła sprawy w swoje ręce, a nie tylko dyrygowała i wydawała mu polecenia. Niestety dla jego niewyparzonego języka: byli na akcji. I nie byli małżeństwem, więc od dawna nie obowiązywał ich małżeński podział pracy.
— Wstawaj. — Tarp chwycił Ebenezera za ramię i pociągnął do góry, nie zważając na jego piski i protesty. Przytrzymując delikwenta blisko siebie, otrzepał mu ubranie, coby mugolak wyglądał prezentacyjnie, gdy stąd wyjdą. — Jak to było, że cię tu suchego donieśli, co?
Creighton — mimo że wciąż roztrzęsiony, oglądający się nerwowo przez ramię na pozostałe odnogi korytarza — spojrzał na Tarpaulina jak na skończonego idiotę. Skrzywił się, widząc jego przemoknięte spodnie, po czym pokręcił głową zdegustowany.
— Panu z oczu widać, że nie za bystry, ale pani... — Spojrzał z lekkim rozczarowaniem na swoją znajomą, Tessę, jakby spodziewał się więcej. — Tymi tunelami robią dostawy. Ze zbiornika się, to oczywista, spuszcza wszystko prostym mechanizmem z szyfrem. Żeby robić dostawy — powtórzył, jakby ułomny Woody miał nie zrozumieć tego ciągu przyczyna-skutek. — A niech to, zaraz pokażę, pokażę, ruszajmy, zanim wrócą, zanim wrócą. — Człowieczek pospiesznie ruszył w stronę, z której przyszli Longbottomowie. — Powodzenia panu życzę. Ze szczerego serca, powodzenia. Proszę kupić maści, ja powiem jakie, to może zachowa pan skórę.
Bo jak się okazało, woda w podziemnych magazynach była doprawiona substancją naznaczającą złodzieja. Na nogach dzielnego Woody’ego Tarpaulina przez następny miesiąc widniały zielone, piekące zacieki piętnujące jego występek nieuprawnionego wtargnięcia do magazynów domu aukcyjnego. Skórę zachował.
— Wstawaj. — Tarp chwycił Ebenezera za ramię i pociągnął do góry, nie zważając na jego piski i protesty. Przytrzymując delikwenta blisko siebie, otrzepał mu ubranie, coby mugolak wyglądał prezentacyjnie, gdy stąd wyjdą. — Jak to było, że cię tu suchego donieśli, co?
Creighton — mimo że wciąż roztrzęsiony, oglądający się nerwowo przez ramię na pozostałe odnogi korytarza — spojrzał na Tarpaulina jak na skończonego idiotę. Skrzywił się, widząc jego przemoknięte spodnie, po czym pokręcił głową zdegustowany.
— Panu z oczu widać, że nie za bystry, ale pani... — Spojrzał z lekkim rozczarowaniem na swoją znajomą, Tessę, jakby spodziewał się więcej. — Tymi tunelami robią dostawy. Ze zbiornika się, to oczywista, spuszcza wszystko prostym mechanizmem z szyfrem. Żeby robić dostawy — powtórzył, jakby ułomny Woody miał nie zrozumieć tego ciągu przyczyna-skutek. — A niech to, zaraz pokażę, pokażę, ruszajmy, zanim wrócą, zanim wrócą. — Człowieczek pospiesznie ruszył w stronę, z której przyszli Longbottomowie. — Powodzenia panu życzę. Ze szczerego serca, powodzenia. Proszę kupić maści, ja powiem jakie, to może zachowa pan skórę.
Bo jak się okazało, woda w podziemnych magazynach była doprawiona substancją naznaczającą złodzieja. Na nogach dzielnego Woody’ego Tarpaulina przez następny miesiąc widniały zielone, piekące zacieki piętnujące jego występek nieuprawnionego wtargnięcia do magazynów domu aukcyjnego. Skórę zachował.
Koniec sesji
piw0 to moje paliwo