25.03.2025, 15:41 ✶
Pokiwałem profesjonalnie, rzeczowo głową – o ile tak się dało – na te jego spostrzeżenia odnośnie chodzenia z głową w chmurach. Tak, tak. Dokładnie dlatego mógłbyś mnie nie dostrzec w tłumie śledzącego cię, gdybym faktycznie cię śledził. Zmarszczyłem brwi z namysłem, jakbym sam zastanawiał się nad tą koncepcją. Cóż, czasami miałem wrażenie, że bywałem podły dla swoich przyjaciół, ale w głębi serca wierzyłem, że w ten sposób dbałem o ich dobre samopoczucie, a przy okazji bezpieczeństwo. Teraz Elias będzie miał przecież oczy dookoła głowy.
Na wspomnienie o świetlanej przyszłości… machnąłem ręką z pobłażliwym uśmiechem. Ile razy słyszeliśmy ten tekst w szkole? Trochę się przedawnił, a jednak wciąż potrafił wyjść na światło dzienne, jak jakieś licho z przeterminowanym optymizmem. Cóż, ja byłem wziętym magipsychiatrą, Elias – szklarzem. W sumie, jakby spojrzeć na to pod odpowiednim kątem, to prawie jak alchemik. Prawie.
– Powodzenia! Rozwalisz – rzuciłem do niego, czując pod skórą to przyjemne podekscytowanie. Kit z trzema galeonami. Tu chodziło o prestiż, honor i rozrywkę na najwyższym poziomie. Chłopaki nie uwierzą, jak im opowiem o tym, co tu się odwalało.
A cokolwiek się nie wydarzy, jakoś z tego wybrniemy. W Azkabanie przecież nie zamykali za rozmowy z nieletnimi, czyż nie? Elias chyba wyobrażał sobie jakąś katastrofę społeczną, ale nie było tak źle! Więcej wiary w nasze możliwości, mój drogi przyjacielu!
Zresztą, w tej chwili bardziej ciekawiła mnie jego kreatywność niż konsekwencje. Zamarłem zafascynowany, kiedy ruszył do boju. Ach, wręcz zagryzłem wargę, oniemiały. Nie byłem pewien, co bardziej mnie rozwalało: to, że Elias naprawdę podjął wyzwanie, czy fakt, że wyglądał w tych okularach jak parszywie uroczy oszust.
Słodkie dołeczki... Ty niewinny psie! – pomyślałem, nie mogąc uwierzyć, że to się naprawdę dzieje.
Gdybym go nie znał, pomyślałbym, że chuj nie da rady. Ale on tam po prostu ruszył, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie i... UDAWAŁ NIEWIDOMEGO. Niesamowite. Mistrzostwo.
Starałem się zachować powagę, ale gdy ukradkiem go obserwowałem, czułem, jak coś mi drga w kącikach ust. On serio podszedł do tych nastolatek, o których wcześniej rozmawialiśmy, i zagaił je. Niezbyt dobrze słyszałem, bo było tu od groma ludzi, ale chyba dalej ciągnął bajkę ze swoim niedowidzeniem.
Skubany.
Odwróciłem się szybko w kierunku własnej szklanki, kiedy jedna z dziewczyn wstała, żeby SERIO kupić Eliasowi whiskey. Ten gość za każdym razem mnie zaskakiwał. Aż dziw, że po szkole postanowił zostać rzemieślnikiem. Nadawałby się do kręcenia biznesów bardziej niż ja.
Czekałem na niego, aż skończy. Nie zamierzałem psuć jego kamuflażu kłamcy.
Na wspomnienie o świetlanej przyszłości… machnąłem ręką z pobłażliwym uśmiechem. Ile razy słyszeliśmy ten tekst w szkole? Trochę się przedawnił, a jednak wciąż potrafił wyjść na światło dzienne, jak jakieś licho z przeterminowanym optymizmem. Cóż, ja byłem wziętym magipsychiatrą, Elias – szklarzem. W sumie, jakby spojrzeć na to pod odpowiednim kątem, to prawie jak alchemik. Prawie.
– Powodzenia! Rozwalisz – rzuciłem do niego, czując pod skórą to przyjemne podekscytowanie. Kit z trzema galeonami. Tu chodziło o prestiż, honor i rozrywkę na najwyższym poziomie. Chłopaki nie uwierzą, jak im opowiem o tym, co tu się odwalało.
A cokolwiek się nie wydarzy, jakoś z tego wybrniemy. W Azkabanie przecież nie zamykali za rozmowy z nieletnimi, czyż nie? Elias chyba wyobrażał sobie jakąś katastrofę społeczną, ale nie było tak źle! Więcej wiary w nasze możliwości, mój drogi przyjacielu!
Zresztą, w tej chwili bardziej ciekawiła mnie jego kreatywność niż konsekwencje. Zamarłem zafascynowany, kiedy ruszył do boju. Ach, wręcz zagryzłem wargę, oniemiały. Nie byłem pewien, co bardziej mnie rozwalało: to, że Elias naprawdę podjął wyzwanie, czy fakt, że wyglądał w tych okularach jak parszywie uroczy oszust.
Słodkie dołeczki... Ty niewinny psie! – pomyślałem, nie mogąc uwierzyć, że to się naprawdę dzieje.
Gdybym go nie znał, pomyślałbym, że chuj nie da rady. Ale on tam po prostu ruszył, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie i... UDAWAŁ NIEWIDOMEGO. Niesamowite. Mistrzostwo.
Starałem się zachować powagę, ale gdy ukradkiem go obserwowałem, czułem, jak coś mi drga w kącikach ust. On serio podszedł do tych nastolatek, o których wcześniej rozmawialiśmy, i zagaił je. Niezbyt dobrze słyszałem, bo było tu od groma ludzi, ale chyba dalej ciągnął bajkę ze swoim niedowidzeniem.
Skubany.
Odwróciłem się szybko w kierunku własnej szklanki, kiedy jedna z dziewczyn wstała, żeby SERIO kupić Eliasowi whiskey. Ten gość za każdym razem mnie zaskakiwał. Aż dziw, że po szkole postanowił zostać rzemieślnikiem. Nadawałby się do kręcenia biznesów bardziej niż ja.
Czekałem na niego, aż skończy. Nie zamierzałem psuć jego kamuflażu kłamcy.