25.03.2025, 19:02 ✶
Szkocja była słodko — gorzka. Dusiła go przez natłok obowiązków, ale i dawała mu zaczerpnąć oddechu podczas długich przejażdżek, które urządzał sobie wieczorami. Było coś w tej ciszy, pełnym gwiazd niebie i w malujących się na horyzoncie górach, które zdawały się spowalniać czas. Było zupełnie inaczej niż w głośnym i zatłoczonym Londynie, pełnym szarych ludzi. I chociaż kochał ten pęd życia, działo się tyle, że samotne i wolne popołudnia doceniał. Przeszła mu przez myśl obawa, że się po prostu starzeje.
Stał oparty o swój motor, mając skrzyżowane na klatce piersiowej ręce, spoglądając gdzieś w punkt, którego tak naprawdę jasno nie dałoby się wskazać. Niedługo musiał wracać, co było dobre i złe — tęsknił za pracą, martwił się o Rosie, która nie dawała znaku życia, ale oznaczało to też użeranie się z całą resztą. Z rodziną, która wymagała od niego więcej, niż był w stanie dać i z organizacją, której sprawy weszły na właściwe tory, a Czarny Pan tylko przyśpieszał. Gnał do celu, który Tonyemu wciąż wydawał się zamglony. Może przez to, że nie mógł sobie znaleźć miejsca i czuł na nadgarstkach kajdany, a może rozmazywał to fakt, że osoby, na których mu również zależało, były wśród ludzi z przeciwnej strony. Kurwa. Nie sądził, że to wszystko tak daleko zajdzie.
Odwrócił głowę na dźwięk zbliżających się kroków, unosząc brew i przyglądając się badawczo znajomej jednostce, uśmiechnął się lekko, gdy dostrzegł znajomą twarz. Poruszył się niespokojnie, rozpięta kurtka z miękkiej skóry zakołysała się na szerokich ramionach, kontrastując z czarną koszulką włożoną pod spód. Daleko było mu od eleganckiego komornika w drogich garniturach, którym był w Londynie. Włosy miał roztrzepane, poliki delikatnie zaróżowione od podmuchów tutejszego wiatru, który czasem zdawał się wyć, jak jakiś pies. Najpewniej rudy.
- Witaj Anthony. Twój widok tez jest dla mnie zaskoczeniem. - wyznał szczerze, mimowolnie rozluźniając dłonie i wskazując na okolicę, co miało znaczyć tyle, że nie była często odwiedzana. Przyglądał mu się z ciekawością, odgarniając na bok wcześniej kłębiące się w jego głowie myśli. Ukłonił się teatralnie z łobuzerskim błyskiem w oczach. - Nie ma sprawy, zawsze pomogę, gdy będę mógł. Czy rezydencja odpowiada? Wszystko w Ministerstwie już jest chyba domknięte, ale mogę się upewnić, gdy wrócę do Londynu.- zamilkł na chwilę, sięgając dłonią do kieszeni, aby odnaleźć zagubioną tam paczkę papierosów. - I co sądzisz? Podoba Ci się Szkocja?
Stał oparty o swój motor, mając skrzyżowane na klatce piersiowej ręce, spoglądając gdzieś w punkt, którego tak naprawdę jasno nie dałoby się wskazać. Niedługo musiał wracać, co było dobre i złe — tęsknił za pracą, martwił się o Rosie, która nie dawała znaku życia, ale oznaczało to też użeranie się z całą resztą. Z rodziną, która wymagała od niego więcej, niż był w stanie dać i z organizacją, której sprawy weszły na właściwe tory, a Czarny Pan tylko przyśpieszał. Gnał do celu, który Tonyemu wciąż wydawał się zamglony. Może przez to, że nie mógł sobie znaleźć miejsca i czuł na nadgarstkach kajdany, a może rozmazywał to fakt, że osoby, na których mu również zależało, były wśród ludzi z przeciwnej strony. Kurwa. Nie sądził, że to wszystko tak daleko zajdzie.
Odwrócił głowę na dźwięk zbliżających się kroków, unosząc brew i przyglądając się badawczo znajomej jednostce, uśmiechnął się lekko, gdy dostrzegł znajomą twarz. Poruszył się niespokojnie, rozpięta kurtka z miękkiej skóry zakołysała się na szerokich ramionach, kontrastując z czarną koszulką włożoną pod spód. Daleko było mu od eleganckiego komornika w drogich garniturach, którym był w Londynie. Włosy miał roztrzepane, poliki delikatnie zaróżowione od podmuchów tutejszego wiatru, który czasem zdawał się wyć, jak jakiś pies. Najpewniej rudy.
- Witaj Anthony. Twój widok tez jest dla mnie zaskoczeniem. - wyznał szczerze, mimowolnie rozluźniając dłonie i wskazując na okolicę, co miało znaczyć tyle, że nie była często odwiedzana. Przyglądał mu się z ciekawością, odgarniając na bok wcześniej kłębiące się w jego głowie myśli. Ukłonił się teatralnie z łobuzerskim błyskiem w oczach. - Nie ma sprawy, zawsze pomogę, gdy będę mógł. Czy rezydencja odpowiada? Wszystko w Ministerstwie już jest chyba domknięte, ale mogę się upewnić, gdy wrócę do Londynu.- zamilkł na chwilę, sięgając dłonią do kieszeni, aby odnaleźć zagubioną tam paczkę papierosów. - I co sądzisz? Podoba Ci się Szkocja?